Gdybyśmy mogli przed swoim przyjściem na świat wybierać, czy chcemy urodzić się w rodzinie ubogiej czy zamożnej, pewnie wybralibyśmy to drugie. Lepiej żyć w dostatku, tak jak lepiej mieć rodziców wykształconych niż niewykształconych, lepiej mieć rodzeństwo niż go nie mieć, lepiej urodzić się w czasie pokoju niż wojny i lepiej mieć geny zdrowe niż uszkodzone.
Badania psychologów potwierdzają, że dzieci z bogatych domów generalnie funkcjonują sprawniej pod wieloma względami. Na przykład zamożni rodzice częściej rozmawiają ze swoimi dziećmi. Oblicza się, że czterolatek z zamożnego domu słyszał już przynajmniej kilkaset tysięcy słów więcej (!) z ust swoich rodziców, niż jego ubogi rówieśnik. Przekłada się to następnie na rozwój dziecka (np. znajomość słów, zdolność wypowiadania się, formułowania myśli w słowach itp.) Niektóre badania pokazują w związku z tym, że bogate dzieci mają nieco bardziej złożony sposób myślenia i są bardziej spostrzegawcze.
Zamożność jest dobra - idzie w parze ze zdrowiem, dłuższym życiem, mniejszą ilością stresów, chorób psychicznych, większym zadowoleniem z życia itp. Te ustalenia dotyczą jednak przede wszystkim ludzi dorosłych, a co z dziećmi?
Wąż w raju
Życie bogatych dzieci na pewno jest lepsze pod względem ekonomicznym. Bill Gates serio twierdził swego czasu: "Nie mam zamiaru pomagać moim dzieciom w karierze, muszą same nauczyć się pokonywać trudności i radzić sobie w życiu. Jedyna pomoc ode mnie, na jaką mogą liczyć, to pięć milionów dolarów kapitału na początek. Nic więcej."
Posiadanie bogatych rodziców ma jednak swoje mankamenty. Henrich Boll, laureat literackiej Nagrody Nobla, twierdził wręcz, że powinno się zakładać ochronki dla bogatych dzieci. Skąd taki pomysł? Jakie kłopoty może przysporzyć dziecku posiadanie zamożnych rodziców?
Deprywacja jest względna
Większość rodziców zdaje sobie sprawę z tego, że zaspokajanie wszystkich kaprysów dziecka prowadzi do wychowawczej tragedii. Dziecku trzeba się czasem sprzeciwić tak, aby nauczyło się potem samo odmawiać sobie niektórych przyjemności, znosić niepowodzenia i godzić się z tym, że nie zawsze jest tak, jak tego chce. Tu ułatwioną sprawę mają biedni rodzice. Na przykład gdy dziecko z biednego domu prosi o laptopa, z oczywistych względów go nie dostanie, a rodzice bez trudu, racjonalnie to uzasadnią. Psycholodzy nazywają taki stan deprywacją - dziecko czegoś chce, ale odkrywa, że są obiektywne, niemożliwe do ominięcia przeszkody, aby to dostać. Musi się z tym pogodzić, co prowadzi do dojrzewania emocjonalnego, lepszego radzenia sobie z napięciem wewnętrznym, zdolnością odraczania gratyfikacji itp.
Inaczej jest jeśli rodzice mogą kupić dziecku laptopa, ale sprzeciwiają, się bo nie chcą ulegać jego kaprysom. Swoją odmowę trudno jest wtedy zrozumiale uzasadnić i dziecku może się zacząć wydawać, że rodzice są po prostu złośliwi lub mają złą wolę. Psycholodzy taki stan nazywają frustracją - dziecko też czegoś nie dostaje, ale na przeszkodzie stoi niezrozumiały dla niego opór rodziców.
Niestety, tak jak deprywacja (w rozsądnych granicach) prowadzi do dojrzewania, tak frustracja prowadzi do agresji, wrogości, gniewu i chęci odwetu, a czasem do apatii.
Paradoksalnie, bogatym rodzicom trudniej jest znaleźć w wychowaniu granicę między opieraniem się kaprysom dziecka, a bezsensownym zakazywaniem mu przyjemności. Ostatecznie bogate dzieci, choć dostają więcej, mogą czuć się bardziej sfrustrowane niż dzieci biedne, albo są bardziej rozkapryszone.
Temu niebezpieczeństwu można na szczęście zapobiec, jeśli rodzice stawiają dziecku konieczne ograniczenia, ale jednocześnie wkładają wysiłek w zrozumiałe uzasadnienie ich.
Dawniej było lepiej.
Jakiś czas temu głośno było o człowieku, który w młodości odziedziczył kamienicę wartą kilka milionów marek niemieckich. Po sprzedaniu jej nie musiał pracować, mógł żyć tylko z oprocentowania kapitału. Chciał jednak zasmakować życia, więc zaczął podróżować, kupował cenne przedmioty i w końcu jako pięćdziesięciolatek roztrwonił cały swój kapitał, zostając bez środków do życia.
Oto inne niebezpieczeństwo wychowywania się w dostatku: gdy dzieci dorastają i muszą zacząć radzić sobie same, mogą mieć trudność w osiągnięciu takiego poziomu zamożności jak ich rodzice. Zmniejszenie zamożności jest zaś bardzo przykre. Jeśli więc bogate dzieci nie stają się bogatymi dorosłymi, mogą czuć się nieszczęśliwe i rozczarowane życiem.
Rodzice oczywiście mogą dzieciom pomagać, tak jak to planował Bill Gates, ale wtedy pojawia się inny problem, dotykający w gruncie rzeczy wszystkich dzieci, które posiadają utalentowanych rodziców.
Uczeń nie przerósł mistrza
Naturalną koleją rzeczy jest to, że uczeń przerasta mistrza i dziecko radzi sobie lepiej niż jego rodzic, a przynajmniej mu dorównuje. Tak powinno być. I tak często jest, dlatego nasza cywilizacja się rozwija. Jeśli jednak rodzic jest nieprzeciętny, dziecku będzie trudno go zdystansować. A ponieważ rodzic jest równocześnie jednym z pierwszych obiektów porównywania się, to taki układ może rodzić kompleksy. To "problem syna Einsteina" (najstarszy syn Einsteina oszalał.).
Ten niezbyt korzystny układ dotyczy zwłaszcza mężczyzn i chłopców, którzy "z natury rzeczy" porównują się i rywalizują ze swoimi ojcami.
Na szczęście takiej sytuacji można zapobiec, jeśli relacje między rodzicem a dzieckiem są dobre, a rodzic dba o wykształcenie u dziecka złożonego systemu wartości, w którym "widzialny sukces" nie jest jedyną miarą rangi człowieka.
Chciwość
"Gdy zmieniałam pościel w pokoju mojego dziesięcioletniego syna, z poszewki wysypało się niemal 10 tysięcy zł. Syn od miesiąca podbierał nam gotówkę, czego nie zauważyliśmy, i chował ją w poduszce. Zupełnie nie wiem, dlaczego coś takiego robił. Te pieniądze wcale nie były mu potrzebne".
Badania na całym świecie pokazują, że niezależnie od poziomu zamożności bardziej nieszczęśliwe są te osoby, które przywiązują do pieniędzy największe znaczenie. To nie jest tylko problem rodziców zamożnych, to problem wszystkich ludzi. Gdy rodzice nadmiernie skupiają się na zamożności, dzieci będą się tym "zarażać", a to może obniżyć ich poczucie szczęścia w przyszłości.
Uspokajające jest to, że eksperymenty psychologów pokazują, iż dzieci z zamożnych domów przeważnie mają mniej emocjonalny stosunek do pieniędzy niż ich biedniejsi rówieśnicy. Większość niebezpieczeństw wychowawczych, które tu opisano, daje się ominąć, a przeważnie bogate dzieci wyrastają na szczęśliwych dorosłych, może nawet częściej, niż dzieci z biednych domów.