ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

Historia tworzy się przed naszymi oczami

"Autorowi nie chodzi o chłodną, archiwalną, kolekcjonerską dokumentację. Przeciwnie - chce dać obraz żywy i dynamiczny, chce pokazać historię, która się aktualnie dzieje. Jego postacie żyją" - Ryszard Kapuściński o fotografii Chrisa Niedenthala

Rozmawiała Justyna Kopińska fot. Maciej Liese

Chris Niedenthal

W teczce IPN napisano, że Niedenthal ma atrakcyjną żonę, ale w jej obecności robi wrażenie, jakby nie miał nic do powiedzenia.

Chris Niedenthal: To mi się bardzo spodobało. Spostrzegawczy drań! Wypowiedzi fotoreporterów często nie są rozbudowane, bo skupiamy się na pokazywaniu świata obrazami. Rzeczywiście rzadko się wypowiadam, to żona bryluje w towarzystwie znajomych.

Justyna Kopińska: Czy zdjęcie może wpłynąć na rzeczywistość?

Chris Niedenthal: Raczej nie, ale chciałbym myśleć, że tak. W kilku przypadkach rzeczywiście udało się coś zmienić. Na przykład słynne zdjęcie amerykańskiego fotografa Eddiego Adamsa, które przedstawiało jeńca Vietcong rozstrzeliwanego przez oficera. To zdjęcie wywarło bardzo mocne wrażenie na opinię publiczną w USA i w jakimś stopniu wpłynęło na późniejsze losy wojny w Wietnamie.

J.K.: Zdjęcie dotyczy tylko momentu, chwili wyjętej z większej całości. Czy zatem może przedstawić prawdę o całej sytuacji?

C.N.: My tak wierzymy. Ale każdy człowiek inaczej rozumie prawdę, a fotografia to tylko prawda danej sekundy. Zdjęcia w pismach kolorowych odchodzą od prawdy, bo są mocno wykreowane i właściwie mało przekazują o fotografowanej osobie. W fotografii reportażowej staramy się nie upiększać świata, ale czy jest to prawdą?

J.K.: Który moment jest decydujący, stanowi kwintesencję obserwowanej sytuacji?

C.N.: To jest dyktowane instynktem, choć nie za każdym razem się udaje. W fotografii reportażowej ważna jest sztuka przewidywania. Nasza praca polega na czekaniu i wybieraniu odpowiedniego momentu. Tu działa podświadomość. W grę może wchodzić pewien ruch, wyraz twarzy, spojrzenie, miejsce w kadrze... To są te momenty, które się liczą.

J.K.: Jedną z metafor człowieka współczesnego jest turysta, którego nieodłącznym atrybutem są zdjęcia, to one uatrakcyjniają go w oczach innych ludzi. Co Pan myśli o tzw. fotografii turystycznej?

C.N.: To są olbrzymie ilości zazwyczaj złych zdjęć, robionych w tym samym miejscu, w identyczny sposób. Często ludzie myślą, że wystarczy być w egzotycznym kraju, aby zrobić dobre zdjęcia. Taki pogląd jest daleki od prawdy. Nie tak robi się reportaż, nie na wakacyjnym wyjeździe, na dodatek często spędzanym z rodziną. Z drugiej strony teraz niemal każdy ma aparat fotograficzny lub telefon komórkowy z aparatem i chce mieć zdjęcia z wakacji, więc dlaczego miałby ich nie robić?

J.K.: A w jaki sposób powstaje dobry fotoreportaż?

C.N.: Należy dokładnie przemyśleć wyjazd. Przeznaczyć na niego dostateczną ilość czasu, umieć wtopić się w środowisko i - co najważniejsze - mieć pomysł na temat. Teraz niestety nie jest najlepszy czas dla fotoreportażu. Czasopisma na całym świecie obcinają wydatki, często kosztem działu fotograficznego. Profesjonalne zdjęcia nie są tanie, więc redakcje coraz częściej sięgają po przypadkowych fotografów, aby jak najmniej płacić. Wygląda to trochę tak, że redakcje chcą przyzwyczaić czytelników do gorszych zdjęć i tym samym psują rynek dla tych, którzy chcą i potrafią zrobić zdjęcia dobre. To dziwne, bo przeżywamy boom fotograficzny, wszyscy potrzebują zdjęć, a pracy dla fotoreporterów jest coraz mniej.

J.K.: Czyli profesjonalni fotoreporterzy nie są już tak doceniani?

C.N.: Bez wsparcia dla profesjonalistów nie będzie dobrej fotografii. Zawód fotoreportera przeżywa obecnie na całym świecie kryzys egzystencjalny, fotografia jest wszędzie, każdy ją wykorzystuje, ale nikt nie chce za nią płacić.

J.K.: Niektóre z Pana projektów dotyczą sytuacji "innego", cudzoziemca, osoby niepełnosprawnej. Czy robiąc takie zdjęcia, fotoreporter traktuje pracę jak misję, czy też jest to po prostu dobry temat?

C.N.: Misja to nieco za duże słowo. Jest to może pewna forma misji, ale myślę, że przede wszystkim możemy tu mówić o zainteresowaniu i chęci pomocy. Lubimy robić coś, co ma znaczenie, ale niestety często zajmują nas codzienne prasowe tematy. Dlatego tak ważne jest, gdy udaje się nam zrobić coś znaczącego, to duża satysfakcja. A przy okazji, czy dobry temat to coś złego?

J.K.: Jeden z projektów, dotyczący osób niepełnosprawnych, nazywał się Tabu. Portrety Nie Portretowanych. Jaka była reakcja odbiorców na zdjęcia dotyczące tematu tabu?

C.N.: Wystawa była prezentowana po raz pierwszy w galerii ZPAF w Warszawie. Wówczas pan, który pracował na recepcji, mówił, że przychodziły grupy, które były zainteresowane wystawą, ale widząc przez okno, że tematem są niepełnosprawne dzieci, odchodziły. Myślę, że nie każdy ma chęć patrzeć na takie zdjęcia. Nawet w moim otoczeniu są ludzie, którzy nie chcą zajmować się tego rodzaju tematami. Mówią, że to ich nie interesuje.

J.K.: Na zdjęciach z okresu PRL dostrzegamy smutne twarze. Okiem fotoreportera - jak zmieniły się twarze Polaków po 89. roku?

C.N.: Jeśli ktoś stał w kolejce kilka godzin, to trudno, żeby miał wesołą minę. Zdarzały się również twarze wesołe, choć możliwe, że to sama sytuacja była śmieszna.

J.K.: Te zdjęcia prowokują dowcip, ale mimo wszystko w twarzach dostrzega się beznadzieję.

C.N.: To prawda, ale za to teraz twarze są obojętne. Komunizm był ciekawym systemem, bo kreował absurdalne sytuacje, które były fotogeniczne. Teraz zapanowała normalność, która fotograficznie jest mniej interesująca. Myślę, że jesteśmy już bardzo podobni do ludzi z krajów zachodnich, nie ma w nas tej iskry, która tak bardzo nas wyróżniała. Komunizm to okrutny system, ale tworzył świetnych ludzi, którzy podświadomie walczyli z jego idiotyzmami. Wtedy rozmowy były inne, problemy były inne i to tworzyło interesującą duszę. W tej chwili dorównujemy Zachodowi naszą normalnością.

J.K.: Czy zawód fotoreportera pozostawia czas na inne zainteresowania?

C.N.: Grywam na perkusji, lubię gotować i to są właściwie jedyne rzeczy, które potrafię robić poza zdjęciami. Fotoreporter, kiedy pracuje pełną parą, nie ma czasu na cokolwiek innego. Teraz mniej fotografuję i łatwiej jest mi znaleźć czas na inne sprawy. Dostałem od przyjaciół zestaw perkusji elektronicznej i staram się trenować w domu.

J.K.: Fotograf przekazuje rzeczywistość na swój sposób. Jaki jest Pana sposób, wizja rzeczywistości?

C.N.: Staram się, aby mój przekaz był naturalny i prosty. Dbam, aby nie udziwniać, ale i nie upiększać, nie kreować rzeczywistości; robić zdjęcia, które przedstawiają świat takim, jaki jest. Czy to działa? Nie wszyscy tak to odczytują.

J.K.: Czy można określić sens, tajemnicę fotografii?

C.N.: Fotografia ma pewną magię. Dawniej ta magia była bardziej plastyczna, bo istniała ciemnia, chemia, pomarańczowe światło, wywoływanie odbitek i oczekiwanie na zdjęcia. To wszystko zostało teraz przeniesione na komputer. Skrócił się czas oczekiwania na efekty naszej pracy. To dawniejsze oderwanie od reszty świata, praca w ciemni, w której w skupieniu można było zobaczyć pojawiające się zdjęcia - to była prawdziwa magia. Fotografia, w swojej najprostszej formie, jest dokumentem. A jest to dla nas zaszczyt, móc być przy historii, która się tworzy przed naszymi oczami, i ją dokumentować. To też magia.

Chris Niedenthal - polski fotograf brytyjskiego pochodzenia, jeden z najbardziej cenionych fotoreporterów w Europie. Współpracował z magazynami "Newsweek", "Time", "Der Spiegel", "Forbes". Fotografie autora przedstawiają m. in. zdjęcia z okresu stanu wojennego, strajku w Stoczni Gdańskiej i wizyt Jana Pawła II w Polsce. Laureat nagrody World Press Photo za portret sekretarza generalnego węgierskiego KC - Janosa Kadara.


ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy