W teczce IPN napisano, że
Niedenthal ma atrakcyjną
żonę, ale w jej
obecności robi wrażenie,
jakby nie miał nic do powiedzenia.
Chris Niedenthal: To mi się bardzo spodobało.
Spostrzegawczy drań! Wypowiedzi
fotoreporterów często nie są rozbudowane,
bo skupiamy się na pokazywaniu
świata obrazami. Rzeczywiście rzadko się
wypowiadam, to żona bryluje w towarzystwie
znajomych.
Justyna Kopińska: Czy zdjęcie może
wpłynąć na rzeczywistość?
Chris Niedenthal: Raczej nie, ale chciałbym
myśleć, że tak. W kilku przypadkach
rzeczywiście udało się coś zmienić.
Na przykład słynne zdjęcie amerykańskiego
fotografa Eddiego Adamsa, które
przedstawiało jeńca Vietcong rozstrzeliwanego
przez oficera. To zdjęcie wywarło
bardzo mocne wrażenie na opinię publiczną
w USA i w jakimś stopniu wpłynęło
na późniejsze losy wojny w Wietnamie.
J.K.: Zdjęcie dotyczy tylko momentu,
chwili wyjętej z większej całości. Czy zatem
może przedstawić prawdę o całej
sytuacji?
C.N.: My tak wierzymy. Ale każdy
człowiek inaczej rozumie prawdę, a fotografia
to tylko prawda danej sekundy.
Zdjęcia w pismach kolorowych odchodzą
od prawdy, bo są mocno wykreowane
i właściwie mało przekazują o fotografowanej
osobie. W fotografii reportażowej
staramy się nie upiększać świata,
ale czy jest to prawdą?
J.K.: Który moment jest decydujący,
stanowi kwintesencję obserwowanej sytuacji?
C.N.: To jest dyktowane instynktem,
choć nie za każdym razem się udaje.
W fotografii reportażowej ważna jest
sztuka przewidywania. Nasza praca polega
na czekaniu i wybieraniu odpowiedniego
momentu. Tu działa podświadomość.
W grę może wchodzić pewien
ruch, wyraz twarzy, spojrzenie, miejsce
w kadrze... To są te momenty, które się
liczą.
J.K.: Jedną z metafor człowieka współczesnego
jest turysta, którego nieodłącznym
atrybutem są zdjęcia, to one
uatrakcyjniają go w oczach innych ludzi.
Co Pan myśli o tzw. fotografii turystycznej?
C.N.: To są olbrzymie ilości zazwyczaj
złych zdjęć, robionych w tym samym
miejscu, w identyczny sposób. Często
ludzie myślą, że wystarczy być w egzotycznym
kraju, aby zrobić dobre zdjęcia.
Taki pogląd jest daleki od prawdy. Nie
tak robi się reportaż, nie na wakacyjnym
wyjeździe, na dodatek często spędzanym
z rodziną. Z drugiej strony teraz niemal
każdy ma aparat fotograficzny lub telefon
komórkowy z aparatem i chce mieć
zdjęcia z wakacji, więc dlaczego miałby
ich nie robić?
J.K.: A w jaki sposób powstaje dobry fotoreportaż?
C.N.: Należy dokładnie przemyśleć wyjazd.
Przeznaczyć na niego dostateczną
ilość czasu, umieć wtopić się w środowisko
i - co najważniejsze - mieć pomysł
na temat. Teraz niestety nie jest najlepszy
czas dla fotoreportażu. Czasopisma na
całym świecie obcinają wydatki, często
kosztem działu fotograficznego. Profesjonalne
zdjęcia nie są tanie, więc redakcje
coraz częściej sięgają po przypadkowych
fotografów, aby jak najmniej płacić. Wygląda
to trochę tak, że redakcje chcą przyzwyczaić
czytelników do gorszych zdjęć
i tym samym psują rynek dla tych, którzy
chcą i potrafią zrobić zdjęcia dobre. To
dziwne, bo przeżywamy boom fotograficzny,
wszyscy potrzebują zdjęć, a pracy
dla fotoreporterów jest coraz mniej.
J.K.: Czyli profesjonalni fotoreporterzy
nie są już tak doceniani?
C.N.: Bez wsparcia dla profesjonalistów
nie będzie dobrej fotografii. Zawód fotoreportera
przeżywa obecnie na całym świecie kryzys egzystencjalny, fotografia
jest wszędzie, każdy ją wykorzystuje, ale
nikt nie chce za nią płacić.
J.K.: Niektóre z Pana projektów dotyczą
sytuacji "innego", cudzoziemca,
osoby niepełnosprawnej. Czy robiąc takie
zdjęcia, fotoreporter traktuje pracę
jak misję, czy też jest to po prostu dobry
temat?
C.N.: Misja to nieco za duże słowo. Jest
to może pewna forma misji, ale myślę,
że przede wszystkim możemy tu mówić o
zainteresowaniu i chęci pomocy. Lubimy
robić coś, co ma znaczenie, ale niestety
często zajmują nas codzienne prasowe tematy.
Dlatego tak ważne jest, gdy udaje
się nam zrobić coś znaczącego, to duża
satysfakcja. A przy okazji, czy dobry temat
to coś złego?
J.K.: Jeden z projektów, dotyczący osób
niepełnosprawnych, nazywał się Tabu.
Portrety Nie Portretowanych. Jaka była
reakcja odbiorców na zdjęcia dotyczące
tematu tabu?
C.N.: Wystawa była prezentowana po
raz pierwszy w galerii ZPAF w Warszawie.
Wówczas pan, który pracował na
recepcji, mówił, że przychodziły grupy,
które były zainteresowane wystawą, ale
widząc przez okno, że tematem są niepełnosprawne
dzieci, odchodziły. Myślę,
że nie każdy ma chęć patrzeć na takie
zdjęcia. Nawet w moim otoczeniu są
ludzie, którzy nie chcą zajmować się tego
rodzaju tematami. Mówią, że to ich nie
interesuje.
J.K.: Na zdjęciach z okresu PRL dostrzegamy
smutne twarze. Okiem fotoreportera
- jak zmieniły się twarze Polaków
po 89. roku?
C.N.: Jeśli ktoś stał w kolejce kilka godzin,
to trudno, żeby miał wesołą minę.
Zdarzały się również twarze wesołe,
choć możliwe, że to sama sytuacja była
śmieszna.
J.K.: Te zdjęcia prowokują dowcip, ale
mimo wszystko w twarzach dostrzega
się beznadzieję.
C.N.: To prawda, ale za to teraz twarze
są obojętne. Komunizm był ciekawym
systemem, bo kreował absurdalne sytuacje,
które były fotogeniczne. Teraz zapanowała
normalność, która fotograficznie
jest mniej interesująca.
Myślę, że jesteśmy już bardzo podobni
do ludzi z krajów zachodnich, nie ma
w nas tej iskry, która tak bardzo nas wyróżniała.
Komunizm to okrutny system,
ale tworzył świetnych ludzi, którzy podświadomie
walczyli z jego idiotyzmami.
Wtedy rozmowy były inne, problemy
były inne i to tworzyło interesującą duszę.
W tej chwili dorównujemy Zachodowi
naszą normalnością.
J.K.: Czy zawód fotoreportera pozostawia
czas na inne zainteresowania?
C.N.: Grywam na perkusji, lubię gotować
i to są właściwie jedyne rzeczy, które
potrafię robić poza zdjęciami. Fotoreporter,
kiedy pracuje pełną parą, nie ma
czasu na cokolwiek innego. Teraz mniej
fotografuję i łatwiej jest mi znaleźć czas
na inne sprawy. Dostałem od przyjaciół
zestaw perkusji elektronicznej i staram
się trenować w domu.
J.K.: Fotograf przekazuje rzeczywistość
na swój sposób. Jaki jest Pana sposób,
wizja rzeczywistości?
C.N.: Staram się, aby mój przekaz był
naturalny i prosty. Dbam, aby nie udziwniać,
ale i nie upiększać, nie kreować rzeczywistości;
robić zdjęcia, które przedstawiają
świat takim, jaki jest. Czy to działa?
Nie wszyscy tak to odczytują.
J.K.: Czy można określić sens, tajemnicę
fotografii?
C.N.: Fotografia ma pewną magię. Dawniej
ta magia była bardziej plastyczna, bo
istniała ciemnia, chemia, pomarańczowe
światło, wywoływanie odbitek i oczekiwanie
na zdjęcia. To wszystko zostało
teraz przeniesione na komputer. Skrócił
się czas oczekiwania na efekty naszej
pracy. To dawniejsze oderwanie od reszty
świata, praca w ciemni, w której w skupieniu
można było zobaczyć pojawiające
się zdjęcia - to była prawdziwa magia.
Fotografia, w swojej najprostszej formie,
jest dokumentem. A jest to dla nas
zaszczyt, móc być przy historii, która się
tworzy przed naszymi oczami, i ją dokumentować.
To też magia.
Chris Niedenthal - polski fotograf brytyjskiego pochodzenia, jeden
z najbardziej cenionych fotoreporterów w Europie. Współpracował
z magazynami "Newsweek", "Time", "Der Spiegel", "Forbes". Fotografie
autora przedstawiają m. in. zdjęcia z okresu stanu wojennego, strajku
w Stoczni Gdańskiej i wizyt Jana Pawła II w Polsce. Laureat nagrody
World Press Photo za portret sekretarza generalnego węgierskiego KC
- Janosa Kadara.