ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

Chcę być liderem

Chcę być pamiętany jako człowiek sukcesu, człowiek legenda, osoba, która zrobiła mnóstwo dobrego, osiągnęła szczyty, a przy okazji zmieniła życie wielu osób - rozmowa z Marcinem Gortatem"

Rozmawiał Dariusz Kuźma fot. Swatch Group Polska

z Marcinem Gortatem

Pochodzi Pan ze sportowej rodziny, oprócz koszykówki trenował Pan również piłkę nożną i skok wzwyż. Sport był od samego początku drogą życiową, czy też brał Pan pod uwagę inne opcje?

Marcin Gortat: Zdecydowanie sport był numerem jeden. Chciałem być bramkarzem w piłce nożnej, kolejnym Peterem Schmeichelem z Manchesteru United. Z piłką wiązałem swoje życie i marzenia. Trenowałem praktycznie całymi dniami, potrafiłem wrócić ze szkoły, szybko zjeść obiad i biec na trening, żeby być pierwszym gotowym do reprezentowania klubu, do odkrycia i rozpoczęcia kariery. Ostatecznie jednak związałem się z koszykówką.

Dariusz Kuźma: I koszykówka wydaje się nie być dla Pana jedynie zawodem, ale również pasją - pomaga Pan dzieciom i zachęca je, dzięki Marcin Gortat Camp, do pracy i wiary w marzenia. Jak Pan się czuję w roli edukatora sportowego?

Marcin Gortat: Koszykówka jest dla mnie obecnie całym życiem, stała się moją pasją, ale również pewnego rodzaju ucieczką od codzienności. Dzięki niej mogę się kompletnie zrelaksować i zapomnieć o tym wszystkim, co się dzieje wokół mnie. Wierzę również, że za pośrednictwem mojej gry mogę mieć wpływ na młodzież z Polski i innych krajów. Dlatego właśnie powstał Marcin Gortat Camp i jeśli uda nam się znaleźć chociaż paru młodych zawodników, którzy pójdą w moje ślady, to będzie mój ogromny sukces! W tym przypadku ważne jest bycie dobrym wychowawcą, człowiekiem, który stąpa twardo po ziemi i podejmuje wiele ważnych decyzji. Myślę, że mam te cechy po rodzicach, którzy całe życie byli i zawodnikami, i trenerami.

D.K.: Działa Pan również w innej roli - biznesmena. Zainwestował Pan ponad milion złotych w ŁKS Łódź. Czyli nie dość, że piłka nożna, to na dodatek nowy obszar działania. Co to dla Pana oznacza? Traktuje Pan to jako wyzwanie, kolejny sposób do sprawdzenia się?

M.G.: To prawda, stałem się biznesmenem, to wręcz moje nowe hobby - coś, co mnie bardzo pociąga, pasjonuje, wywołuje przyjemny dreszczyk emocji. Bycie biznesmenem nie polega tylko na szastaniu kasą i kupowaniu nowych rzeczy czy posiadłości dla samego tylko kupowania. Nie można też oczekiwać efektów po kilku miesiącach. Chodzi o inwestowanie w pomysły, rozpoczynanie nowych akcji, działanie na wielu obszarach i doglądanie swoich interesów tak, żeby się zwróciły, nawet jeśli nastąpi to po kilku latach. Trzeba to robić z głową.

D.K.: A jakie jeszcze obszary działalności Pana interesują? Zna Pan trzy języki, ma sławne nazwisko, udziela się dobroczynnie, również wspierając fundację "Mimo Wszystko" Anny Dymnej - może coś związanego z polityką? Kręci Pana taka kariera?

M.G.: Polityka to jedno z moich ostatnich odkryć. W tym sensie, że coraz bardziej się nią interesuję i rozmawiam o niej ze znajomymi i rodzicami. Dla mnie, jako sportowca, kariera polityczna jest jeszcze rzeczą bardzo odległą i z pewnością na razie nie będę się w to mieszał, ale jest to coś, co mnie intryguje. A w kwestii hobby, interesuję się również "wzmacnianiem" fizycznym i mentalnym - chcę być człowiekiem, który umie zmotywować innych, sprawić, że ludzie wokół niego stają się lepsi. Być pewnego rodzaju liderem, osobą, która zostanie zapamiętana za to, co zrobiła, co osiągnęła, a nie za to, co posiadała.

D.K.: Pomówmy o teraźniejszości. Abstrahując od przyszłych planów, dostanie się do i utrzymanie w NBA musiało i musi być bardzo trudne. Ciężko pozostać w dobrej formie? Musi Pan mieć stalowe płuca i żelazną kondycję.

M.G.: Oczywiście! Uważam, że zawodnicy NBA są, obok zawodników NFL, czyli futbolu amerykańskiego, najdoskonalszymi "maszynami sportowymi" na świecie. Nikt inny nie dorównuje nam szybkością, wytrzymałością, kondycją, a nawet przygotowaniem mentalnym. Czasami śmiejemy się, że sprawdzilibyśmy się idealnie na wojnie, jako perfekcyjnie przygotowani fizycznie żołnierze (śmiech)! Stalowe płuca i żelazna kondycja to moja wizytówka, dzięki temu zawsze dominowałem na parkiecie na swojej pozycji.

D.K.: A w kwestii psychiki? Sława spłynęła na Pana z powodu samego faktu gry w NBA i z powodu kolejnych "rekordów" - pierwszy Polak, który wyszedł na mecz w podstawowej piątce, pierwszy Polak w finale NBA. czy czuje Pan przez to dużą presję?

M.G.: Nie można mówić o jakichkolwiek rekordach, ponieważ te przez pana wymienione nie są żadnymi rekordami - to po prostu nagłówki z gazet. Nikt takich rzeczy nie będzie pamiętał. Z pewnością gra w NBA przysparza mi sławy, ale czy wynika z tego duża presja? Myślę, że ona po prostu jest, wytwarza się automatycznie, również przeze mnie samego i przez osoby, które mnie otaczają. Wywołują ją ludzie, oni także potrafią ją zniwelować. Dlatego nie przejmuję się tym za bardzo.

D.K.: Co jest najważniejsze w funkcjonowaniu w najtrudniejszej lidze koszykarskiej świata? Co stanowi dla Pana największe wyzwanie?

M.G.: Latanie. Podróżowanie pomiędzy miastami, spanie trzy, cztery razy w ciągu tygodnia w innym hotelu, w innym łóżku, rozbrat z rodziną, z dziewczyną, z przyjaciółmi. To wyciąga ze mnie zawsze ostatki sił. Oczywiście niezwykle dużym wyzwaniem jest również walka o bycie najlepszym. Obecnie w zawodowej lidze gra 400 zawodników, a na każde miejsce jest po parę tysięcy chętnych, którzy zrobiliby wszystko, żeby się dostać. Codziennie musimy udowadniać, że jesteśmy najlepsi (-).

D.K.: Jak NBA zmieniło Pana życie? Nie chodzi o kwestie "celebryckie", mam na myśli raczej aspekty "lifestyle'owe". Życie w Stanach jest przecież zupełnie inne.

M.G.: To prawda. Nigdy w życiu bym nie pomyślał, że mogę mieszkać w pięknym domu, mieć dwa czy trzy auta, kupować drogie garnitury, jadać w najlepszych restauracjach i nie przejmować się pieniędzmi. Moje życie zmieniło się o 180 stopni, ale woda sodowa nigdy mi nie uderzy do głowy. Wiem, ponieważ jestem w kontakcie z ludźmi, z którymi się wychowywałem, odwiedzam miejsca, które pamiętam z młodości - często wspominam czasy, kiedy chciałem iść do sklepu na lody i coś słodkiego, ale nie mogłem, a teraz jestem w stanie kupić i sklep, i całą kamienicę, w której on się znajduje (śmiech)! A jeśli kiedyś się zagubię, wiem, że moi znajomi i rodzina pomogą mi wrócić na odpowiednią ścieżkę.

D.K.: A co Pan robi, żeby odreagować meczowy stres? Jest Pan osobą, która musi spędzać czas aktywnie, czy może czasami lubi Pan poleniuchować?

M.G.: Zdecydowanie nie to drugie (śmiech)! Lubię odpoczywać bardzo aktywnie, jestem osobą, która cały czas coś robi, jest ruchliwa, pełna energii, chociaż stres meczowy odreagowuję dosyć dziwnie. Potrafię się zamknąć w sobie i z nikim nie rozmawiać - po prostu usiąść i przemyśleć wiele rzeczy. Lubię pamiętać o swoich błędach, "karać" się za nie - zdaję sobie sprawę, że muszę to trochę ograniczyć, ale to mi naprawdę bardzo pomaga.

D.K.: Skoro już jesteśmy przy hobby - wielu koszykarzy NBA próbowało swoich sił w filmach. Kilku zrobiło nawet pozytywne wrażenie - jak Jordan w komediach czy Rodman w kinie akcji. Interesowałoby Pana takie doświadczenie?

M.G.: Ciekawe pytanie, bo niedawno dostałem zaproszenie, żeby wystąpić w klipie hip-hopowym. Jesteśmy już po pierwszych, dosyć komicznych rozmowach - moja "rola" na pewno będzie polegała na odbijaniu piłki do kosza, ponieważ śpiewać nie umiem (śmiech). Myślę, że może to być fajna przygoda. A moim wielkim marzeniem jest wystąpienie w epizodzie w jakimś filmie, to musi być niezwykłe doświadczenie!

D.K.: Chciałem zapytać, czy czuje się Pan bardziej osobą tradycyjną czy nowoczesną, ale widziałem, że raczej to drugie - Facebook, Twitter, strona internetowa. To z przymusu, czy rzeczywiście możliwości internetu Pana fascynują?

M.G.: Zdecydowanie to drugie! Internet jest dla mnie obecnie jedną z najważniejszych rzeczy w życiu. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nie miałbym do niego dostępu. Muszę mieć możliwość korzystania z internetu nawet na basenie (śmiech)! Internet jest dla mnie wszystkim - telewizją, zabawą, komunikacją z przyjaciółmi, z życiem, ze światem. I nie widzę takiej opcji, żeby człowiek znajdujący się w mojej sytuacji, nie miał konta na Facebooku, Twitterze czy nawet naszej-klasie. Jestem na nich wszystkich (śmiech).

D.K.: A jak to przekłada się na Pana karierę i życie? Internet pozwala "zwykłym", często znudzonym swoim życiem ludziom na niesamowicie szerokie uczestnictwo zarówno w lidze NBA, jak i na śledzenie życia prywatnego ulubionych gwiazd. To musi być bardzo uciążliwe - ja na przykład, przygotowując się do tego wywiadu, znalazłem setki często dziwnych informacji, a także plotek, sugestii.

M.G.: Dlatego kocham internet (śmiech)! Za to, co można w nim wyczytać, znaleźć, wyszukać. Internet pomaga mi w karierze, również w życiu, promuje moje nazwisko, mój sport, NBA - uważam, że zaraz obok telewizji ma największą siłę oddziaływania na świecie. Lubię śledzić informacje, czytać wywiady, komunikować się z rodziną, kontaktować z kibicami, wysyłać e-maile - mam ich już zresztą pięć i niedługo założę kolejny (śmiech).

D.K.: Zebrało się tego trochę w Pana życiu. Niezły wynik jak na 26 lat - Marcin Gortat musi chyba dosyć pozytywnie myśleć o przyszłości, prawda?

M.G.: To prawda, to nie jest normalne jak na 26-latka, ale i tak mam jeszcze mnóstwo rzeczy do osiągnięcia - czasami odnoszę wrażenie, że braknie mi życia i energii. Są dni, kiedy jestem dosłownie wyczerpany i marzę, żeby to wszystko rzucić i być znowu normalnym dwudziestolatkiem, który może sobie chodzić po osiedlu i nic nie robić. Ale niestety nie pozwala mi na to mój charakter. Wystarczy, że się porządnie wyśpię i następnego dnia wracam do gry (śmiech)! Jestem zadowolony ze wszystkiego, co osiągnąłem, ale jeszcze mnóstwo pracy przede mną i nie spocznę na laurach. Chcę, żeby Marcin Gortat był pamiętany jako człowiek sukcesu, człowiek legenda, osoba, która zrobiła mnóstwo dobrego, osiągnęła szczyty, a przy okazji zmieniła życie wielu osób.

Marcin Gortat - polski koszykarz grający w NBA. Sportowiec z pasją, człowiek pozytywnie nastawiony do życia, ale również biznesmen i filantrop. Założyciel Fundacji Marcina Gortata MG13, której celem jest niesienie pomocy młodym sportowcom oraz promocja zdrowego trybu życia wśród dzieci i młodzieży.


ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy