ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

Jak ojciec z córką

Ponoć nie ma silniejszej więzi międzyludzkiej niż ta łącząca ojca z córką. Al i Laura Ries są o tym przekonani, ponieważ łączą ich więzy nie tylko rodzinne, ale i zawodowe. Prowadzą znaną firmę konsultingową Ries&Ries. I oboje są uważani za "guru marketingu"

rozmawiał Mateusz Madejski

Al i Laura Ries

Większość osób lubi rozdzielać swoje życie zawodowe i rodzinne. Państwo te dwie sfery łączą. I osiągają duże sukcesy na rynku konsultingowym. Jak to jest pracować z najbliższą rodziną?

Al Ries: Cóż, praca z córką ma tę ogromną zaletę, że nie muszę się martwić, iż Laura odejdzie, bo znajdzie ciekawszą pracę. Tak to jest - rodzina łączy ludzi na dobre i na złe.

Laura Ries: Powiem wprost: praca z moim ojcem jest czymś niesamowitym. W końcu on jest nie tylko moim ojcem, ale też ojcem nurtu marketingu zwanego pozycjonowaniem! Mój ojciec jest nie tylko bardzo inteligentnym człowiekiem. Jest przede wszystkim fajną osobą, z którą dobrze się pracuje i miło spędza czas.

Mateusz Madejski: Mimo wszystko, dzielą Państwa pokolenia. To owocuje ciekawymi pomysłami czy też czasem rodzi napięcia?

Al Ries: Uzupełniamy się. Laura jest ekspertem w wielu dziedzinach, o których ja nie mam zielonego pojęcia. Z drugiej strony mam oczywiście dużo większe doświadczenie życiowe i biznesowe niż Laura. Razem mamy więc niezbędne kwalifikacje, by dobrze pracować dla naszych klientów.

M.M.: Panie Ries, jest Pan autorem jedenastu bestsellerów. Czy zamierza Pan napisać kolejne książki?

A.R.: Nie w tej chwili. Dopóki nie zdarzy się coś wyjątkowego, czemu chciałbym poświęcić całą książkę, nie zamierzam sięgać po pióro. Tu oddaję pole Laurze. W tej chwili pracuje nad wyjątkową książką. To bardzo oryginalny temat, dlatego nie mogę go teraz zdradzić.

L.R.: Koncepcja tej książki jest naprawdę ciekawa... Więc proszę jeszcze o chwilę cierpliwości.

M.M.: Pani Lauro, czuje się Pani raczej specjalistką od marketingu czy też może coachem, pisarką, autorką doskonałych wykładów i spikerką?

L.R.: Uważam się za człowieka marketingu. Książki i wykłady to po prostu kanały komunikacyjne, którymi przekazuję swoją wiedzę i idee na temat marketingu. Nasze wykłady i książki napędzają główną część naszego biznesu, czyli firmę konsultingową Ries&Ries.

M.M.: Czy uważa się Pani za "guru marketingu"? A może uważa Pani swojego ojca za takiego "guru"?

L.R.: Każdy, kto uważa się za guru, prawdopodobnie żadnym guru nie jest. Nie, nie uważam, żebym była kimś w tym rodzaju. Uważam się za osobę, która kocha marketing. Poświęcam temu obszarowi wiedzy mnóstwo czasu, ciągle czytam nowe książki, piszę o marketingu, zgłębiam go i dużo o nim myślę. Co do Ala - to tak, on jest zdecydowanie "guru marketingu". Dlatego praca z nim jest tak ciekawa - łączymy jego bogate doświadczenie z moim rozumieniem świata młodszych generacji.

M.M.: Zatem, Panie Al, czy jest Pan "guru"?

A.R.: "Guru" to pieśń przeszłości, już ich nie ma. Nie mam też nikogo, kogo uznawałbym za swojego "guru". Ja zamiast swojego guru mam żonę, która mnie od czasu do czasu przywołuje do porządku (uśmiech).

M.M.: Tytuł jednej z Państwa najsłynniejszych książek brzmi: "Zmierzch reklamy, przyszłość należy do Public Relations..."

A.R.: Problem w tym, że wiele ludzi źle zrozumiało tezy tej książki. Nie uważam, że reklama należy do przeszłości. Po prostu jestem przekonany, że firmy powinny stawiać przede wszystkim na PR, a reklama powinna być niejako na drugim miejscu. W dzisiejszych czasach samymi działaniami reklamowymi nie można zbudować pozycji, prestiżu i dobrego wizerunku marki. Można to natomiast osiągnąć dzięki działaniom PR. Ale chciałbym się w tym miejscu podzielić refleksją. Z naszych badań wynika, że wiele firm wydaje niewiele pieniędzy na reklamę. Dlaczego? Bo boją się małego "zwrotu z inwestycji". To oczywiście błędne myślenie. Funkcją reklamy nie jest zarabianie na siebie. Funkcją reklamy jest wyróżnienie się na tle konkurencji. Ta sytuacja trochę przypomina ubezpieczenia na życie. Jaki jest "zwrot z inwestycji" ubezpieczenia na życie w sytuacji, w której nie giniemy? Zerowy! Ale to przecież nie oznacza, że ubezpieczenia na życie są pozbawione sensu. Chronią naszych bliskich w przypadku naszej przedwczesnej śmierci.

M.M.: Żyjemy w czasach, w których marketing, PR i tradycyjne media bardzo szybko się zmieniają. Czy uważa Pan, że tzw. "nowe media" mogą zastąpić te tradycyjne?

A.R.: Żadne "nowe medium" nie jest w stanie zastąpić tradycyjnego. To, co obserwujemy, to proces, w którym te nowoczesne media zmieniają te "stare". Internet mocno uderzył w media drukowane. By przetrwać, media drukowane muszą się zmieniać. Muszą się koncentrować na wąskich dziedzinach i oferować bardziej ambitne treści. W USA wiele gazet upadło lub jest w ciężkiej sytuacji. Ale to nie oznacza, że cały przemysł musi upaść. On musi się po prostu dostosować do nowych realiów.

M.M.: Coraz więcej serwisów internetowych każe użytkownikom płacić za czytanie swoich treści...

A.R.: Uważam, że pobieranie opłat za internetowe treści to nie jest najlepszy pomysł. Jeden serwis każe sobie płacić za czytanie informacji, drugi oferuje podobną treść za darmo... Nietrudno zgadnąć, który serwis będzie chętniej odwiedzany przez czytelników. Są oczywiście wyjątki - wiele osób będzie chciało płacić za fachowe, specjalistyczne informacje.

M.M.: Czy uważa Pan, że dobry menedżer powinien mieć w swoim życiorysie ukończone studia MBA?

A.R.: Największą zaletą studiów MBA nie jest to, czego się można podczas nich nauczyć. Największą ich zaletą jest to, że ich ukończenie pomaga z znalezieniu dobrej pracy w prestiżowej firmie. Podobnie jest zresztą z uniwersytetami. Jeśli stoi za tobą dyplom "markowej" szkoły, masz większe szanse na sukces. Spójrzmy na Sąd Najwyższy w USA. Każdy prawnik w tym kraju chce w pewnym momencie dostać zaproszenie do zasiadania w tym sądzie. Jak wiadomo, w USA są setki, jeśli nie tysiące prawniczych szkół. Tymczasem wszyscy sędziowie tego sądu ukończyli albo Harvard, albo Yale. Można więc śmiało powiedzieć, że szanse na karierę w Sądzie Najwyższym mają tylko absolwenci tych dwóch uczelni.

M.M.: Gdy nie zajmują się Państwo marketingiem, to...

A.R.: Uwielbiam czytać. Książki, magazyny... A jak mam czas, to wyjeżdżam na Karaiby, by pływać i nurkować.

L.R.: Najwięcej czasu spędzam z moimi synami. Mają po 8 i 5 lat, więc są pełni energii... I uwielbiam fitness. Ćwiczę właściwie codziennie, od 25 lat!

Al Ries - wraz z Jackiem Troutem jest uznawany za twórcę pozycjonowania, jednego z najciekawszych nurtów we współczesnym marketingu. W 1999 roku magazyn PR Week uznał go za jednego z najważniejszych ludzi branży PR XX wieku. Wiele spośród jego książek stało się międzynarodowymi bestsellerami.

Laura Ries - ukończyła z wyróżnieniem Northwestern University w Illinois. Pracowała w agencji reklamowej TBWA w Nowym Jorku, potem m.in. w dziale marketingu producenta wody Evian. Od 1994 roku prowadzi z ojcem firmę Ries&Ries. Doradzali wielu firmom z prestiżowej listy Fortune 500, skupiającej najpotężniejsze korporacje na świecie.


ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy