Zawierucha na światowych
rynkach finansowych nie
ustaje. Ostatnio świat obiegła
wiadomość o bankructwie
Lehman Brothers, czwartego co do wielkości
banku inwestycyjnego w USA. Jednocześnie
Bank of America przejął największego
brokera na świecie, Merrill
Lynch.
Rządy i banki centralne przygotowują
plany ratowania światowego systemu
bankowego, rząd amerykański
przyznaje dwuletnią pożyczkę pod zastaw
80% akcji potężnej firmie ubezpieczeniowej
AIG, uprzednio znacjonalizowawszy
dwa największe podmioty na
rynku hipotecznym - Fannie Mae i Freddie
Mac.
Czy tak mocne deklaracje spowodują odbicie
na giełdach? Jeszcze nie wiadomo,
ale warto zastanowić się na przyczyną
obecnego kryzysu i jego skutkami. Czy
krach na rynku nieruchomości, który
wystąpił w Stanach Zjednoczonych, ma
szansę powtórzyć się na naszym krajowym
podwórku?
Na początek należy oddalić obawy polskich
inwestorów co do bezpieczeństwa
ich lokat i oszczędności w polskich bankach.
Zawirowania na światowym rynku
finansowym nie grożą spektakularnymi
upadłościami na polskim rynku. Polskie
banki nie mają powiązań kapitałowych
z ich spółkami-matkami, często czołowymi
bankami w USA czy Europie.
Struktura bilansu naszych banków jest
typowo lokalna, a kapitał pozyskiwany
na krajowym rynku. Kłopoty światowych
bankowych korporacji będą się raczej
wiązały z wyprzedażą aktywów na
innych rynkach, a nie bankructwami.
To wszystko wcale nie oznacza, iż spowolnienie
gospodarcze nas ominie. Takowe
na pewno nastąpi, jednak nie na
taką skalę jak w Stanach. A czy w ogóle
kryzys na rynku hipotecznym mógłby
wystąpić w Polsce? Wbrew pozorom nie
trzeba specjalistycznych badań, aby odpowiedzieć
na to pytanie. Należy tylko
spojrzeć na sytuację przez pryzmat różnic
kulturowych Stanów Zjednoczonych
i Polski, związanych z podejściem do pieniądza
i inwestowania.
Zastaw się a postaw się made in USA
Przeciętny obywatel USA wydaje więcej
niż zarabia. Życie na kredyt jest bardzo
powszechne, a banki na tę sytuację pozwalają.
Dzisiaj, przechodząc na emeryturę,
Amerykanin nie ma spłaconego
domu. A w tym roku ceny nieruchomości
spadły na tyle, iż domy są warte
o wiele mniej niż kredyt, za który zostały
sfinansowane. Ta ciężka sytuacja została
wręcz sprowokowana przez samych obywateli
i przez banki. Zadłużanie się leży
w naturze Amerykanów. Pierwszy kontakt
z instytucjami kredytowymi młodzi
obywatele USA mają już na studiach.
Roczne czesne w czteroletnim prywatnym
college'u wynosi średnio 14,508
dolarów, choć w szkole publicznej jest to
już tylko 3,243 dolarów. Koszt wyższego
wykształcenia wzrasta średnio o 4% rocznie.
W przypadku prywatnego, czteroletniego
uniwersytetu, roczny koszt edukacji
jest teraz równy 44% rodzinnego dochodu
rocznego klasy średniej i ponad
160% dochodu rodzinnego najbiedniejszych
Amerykanów. Czy warto więc poświęcać
aż tyle dla nauki? Warto. Jest to
inwestycja, która na pewno się zwróci
w przyszłości. Absolwenci uczelni zarabiają
średnio ponad 80% więcej niż ich
koledzy z tylko średnim wykształceniem.
Owszem, są instytucje państwowe pomagające
wybitnym studentom, fundowane
są stypendia, jednak większość Amerykanów
kończy studia, mając na początku
kariery dość pokaźny dług do spłacenia.
Możesz mieć co chcesz - na kredyt
W kolejnych etapach życia zadłużenie
rośnie. Na koniec 2007 roku, według
Organizacji Współpracy Gospodarczej
i Rozwoju, dług amerykańskich gospodarstw
domowych sięgnął 106% dochodów
pozostających w dyspozycji, wobec
64% w 1996. W zeszłym roku cały dług
Ameryki (tzw. America's Total Debt)
wzrósł do niebotycznego poziomu 53
trylionów dolarów. Zadłużenie gospodarstw
domowych rośnie średnio o 8%
rocznie. Na kredyt brane są nie tylko nieruchomości,
ale i samochody czy sprzęt
gospodarstwa domowego. Jak bardzo życie
na kredyt jest w świadomości Amerykanów,
świadczy organizowanie imprez
dla znajomych z okazji spłaty kredytu na
dom! Sklepy spożywcze są chyba jedynymi,
przy których nie znajdzie się ogłoszenie
"financing available" (dostępne finansowanie).
Do niedawna kredyt mógł
otrzymać praktycznie każdy posiadający
prawo jazdy (dokument będący rodzajem
dowodu osobistego w USA). Amerykanie
problemu w tym nie widzieli,
dopiero kryzys na rynku nieruchomości
im to uświadomił. Rynek ten był siłą
napędową gospodarki USA, dlatego też
obywatele śmiało korzystali z pożyczek
konsumpcyjnych pod zastaw nieruchomości.
Przykręcanie śruby udusiło amerykańskie
hipoteki
Restrykcyjna polityka monetarna banku
centralnego USA (FED) - okresie 2003-
2006 stopa funduszy federalnych została
podniesiona z poziomu 2% do ponad
5% - spowodowała w szybkim tempie
niewypłacalność amerykańskich gospodarstw
domowych (wzrosło oprocentowanie
kredytów hipotecznych), a to
przełożyło się na problemy całego sektora
finansowego (problem wykupu obligacji
zabezpieczanych wpływami ze spłat kredytów
hipotecznych).
Polska ścieżka kredytowa
Regulacje finansowe w Polsce trochę się
różnią od amerykańskich. Jednak najważniejsza
różnica wynika z podejścia
do inwestycji i pieniądza. My Polacy,
w porównaniu do Amerykanów, mimo
wszystko nie lubimy pożyczać. Przeciętny
Polski obywatel wymarzoną pralkę czy
kuchenkę kupi za oszczędzone pieniądze,
mimo że kuszą go "raty 0 %".
Trend ten powoli się zmienia i nasze zadłużenie
rośnie, jednak nie są to dane
alarmujące. Mamy mało doświadczeń
kredytowych, a jeśli już jakieś, to raczej
niekorzystne - szczególnie też z początku
lat 90., kiedy wysoki poziom inflacji generował
duże odsetki. Tylko 5% Polaków
ma zaciągnięty kredyt hipoteczny. Tak
mała ilość kredytów hipotecznych wynika
nie tylko z niechęci rodaków do zadłużania
się, ale również z dość surowych
restrykcji dotyczących przyznawania tego
typu kredytów. Chodzi głównie o obliczanie
zdolności kredytowej, którą Komisja
Nadzoru Finansowego (KNF) ma
zamiar zaostrzyć, w ślad za funkcjonującą
już w bankach od kilku lat "Dyrektywą
S", zwiększającą wymogi poziomu dochodów
dla osób zainteresowanych kredytami
walutowymi. To może spowodować,
iż ilość przyznawanych kredytów hipotecznych
jeszcze spadnie.
Stany Zjednoczone są lokomotywą, napędzającą
światową gospodarkę, i jednocześnie
przykładem, do czego zdolne są
instytucje w dobie kapitalizmu, jeśli gubi
się relacja między nadzorem rynku finansowego
a firmami. Świat zwykłych ludzi
w USA od dawna jawi się nam jako ziemia
obiecana - i tak w dużym stopniu
jest, średni poziom życia jest wyższy niż
w Polsce, a podstawowe dobra typu jedzenie,
ubranie czy samochody są tańsze
- jednak przychodzą chwile, kiedy idealny
obrazek ulega zamgleniu, a odległe
centrum finansowe na dolnym Manhattanie
wpływa na losy sympatycznych
przedmieść. GPW w Warszawie czy
działy hipoteczne polskich banków jeszcze
takiego przełożenia nie mają.