Katarzyna Grochola, pisarka:
Jeżdżę Grand Vitarą. To jedno z moich spełnionych marzeń. Jako dziecko marzyłam o zielonym gaziku, który może pojechać wszędzie. Czyli o samochodzie terenowym. Gaziki wyginęły, ale zielona Grand Vitara jest najbardziej podobna do mojego marzenia.
Przy wyborze auta kieruję się rozumem. Czy będę mogła wjechać na wysoki chodnik, czy będę mogła skręcić w pole, czy wydostanę się z błota, czy przejadę przez tę rzeczkę, czy będę bezpieczna, czy moi pasażerowie będą bezpieczni.
Komfort? Komfortem jest dla mnie to, że po 15 godzinach jazdy nie boli mnie kręgosłup w moim ślicznym terenowym. Nie muszę zaznaczać, że kolor jest najważniejszy.
Osiągi? Mój samochód osiągnął metrową zaspę, i przejechał w Suwalskim przez zalane łąki. Bezpieczna szybkość to nie więcej niż 140. Ale nawet tyle nie wolno
w Polsce. Nie wiem, co to jest moment obrotowy, ale mam dwie skrzynie biegów i mogę wyciągnąć inny samochód
z błota.
Jestem dobrym kierowcą. Kiedyś moja córka powiedziała: "Boże, jak ty fatalnie jeździsz, w ogóle nie czuję, że hamujesz
i przyspieszasz, czy my stoimy w miejscu? O, już nasz dom!". To jest duży komplement. Nie denerwuję się w korkach, nie denerwuję się na drodze, wpuszczam
z prawej, jestem wpuszczana, dziękuję za uprzejmość i mam wrażenie, że spotykam samych fajnych kierowców. Nawet tiry mi mrugają przyjaźnie.
Zdarza mi się przekraczać dozwoloną prędkość, choć nieczęsto, bo przepisy jednak są po coś. Rozpędziłam się przy wyjeździe z Warszawy, gdzie wszyscy byli rozpędzeni, ale wszyscy pojechali, a tylko ja zatrzymałam się na machanie policjanta. Podszedł i powiedział: "dziewięćdziesiąt na pięćdziesiąt". Pomyślałam sobie, skąd u licha zna moje ciśnienie? I dostałam mandat i osiem punktów. "Karz pan" powiedziałam, i ukarał, zamiast puścić wolno.
Zawsze jestem skupiona na jeździe, ale oczywiście słucham muzyki, czasami głośno śpiewam (przy zamkniętych oknach, rzecz jasna), czasem żrę czereśnie itd. W korkach czytam.
Kiedy jeżdżę sama jestem bardziej na luzie, mogę na przykład drzeć się pogodnie, czego nie robię pasażerom. Ale przyjemne towarzystwo ma inne zalety.
Monika Luft, dziennikarka:
Samochody traktuję użytkowo. Nie nadaję im pieszczotliwych imion, nie pucuję w każdy weekend, nie szukam dla nich "dobrego domu", gdy przychodzi mi je sprzedać. Szczerze mówiąc, trudno w moim przypadku mówić o fascynacji samochodami - to tylko przedmioty ułatwiające życie. Ale oczywiście lubię, gdy są ładne, wygodne, ciche, szybkie, przestronne, bezpieczne, niezawodne. Cóż, wygląda na to, że mam spore wymagania. Większość z nich spełnia moje obecne auto, Saab 9-3 Sport Combi.
Marka ma dla mnie znaczenie, bo na ogół wiążą się z nią wszystkie inne parametry, na które zwracam uwagę. Co do koloru, to zwykle jeżdżę samochodami srebrnymi, choć raz zdarzyło mi się wybrać żółty, a innym razem szary. To były jednak drobne odstępstwa od reguły, biorąc pod uwagę, że zmieniłam już w życiu kilkanaście aut.
Moc silnika to też jest argument. Moje obecne auto ma 250 KM i w zasadzie zaspokaja moje potrzeby pod tym względem.
Samochód na pewno jest częścią wizerunku, bo ludzie lubią oceniać innych po pozorach. Nie bez powodu mówi się o autach "emeryckich", "prezesowskich", "gangsterskich". Czy wybierając auto myślę o swoim wizerunku? Tak, choćby w tym sensie, że nie chciałabym być kojarzona z żadną z trzech wymienionych przed chwilą kategorii!
Nie jestem chwalipiętą i czuję się nieco zażenowana, gdy mam mówić o swoich umiejętnościach jako kierowcy. Ale cóż, skoro to pytanie padło, to owszem, oceniam je nie najgorzej.
Dobrze się czuję za kierownicą, lubię prowadzić i nie boję się prędkości. Oczywiście, przy stanie naszych dróg, jakakolwiek brawura byłaby szaleństwem. A ja, póki co, cenię sobie własne życie i zdrowie i szanuję życie i zdrowie innych.
Nie jest łatwo o spokój w korkach,
a nadmierna adrenalina raczej nie pomaga w trudnych sytuacjach na drodze. Staram się więc zachowywać po prostu zimną krew, chociaż nie zawsze mi się to udaje.
Samochód to właściwie jedyne miejsce, w którym słucham muzyki - oprócz koncertów. Gdy pracuję, potrzebuję ciszy i skupienia. Gdy jadę samochodem, mogę się delektować muzyką (raczej nie wrzucam do odtwarzacza przypadkowych rzeczy), nie przestając wcale uważać na to, co dzieje się na drodze.
Jazda samochodem jest jedną z tych czynności, które wykonuję automatycznie. To nie ma nic wspólnego z satysfakcją, po prostu jadę i już. Sama czy
z pasażerem, to bez znaczenia - oczywiście pod warunkiem, że pasażer nie jest z tych marudzących albo wiedzących lepiej. Podpowiedzi, wskazówki, syczenie, cierpkie uwagi mogą się spotkać z moją dość burzliwą reakcją. Gdy siedzę za kierownicą, poziom tolerancji znacznie się
u mnie obniża.
Ela Panas, aktorka, była wicemistrzyni golfa amatorskiego kobiet:
Jeżdżę Hondą Prelude, która zafascynowała mnie piękną sportową linią. Mam do tego samochodu sentyment, bo "wytrzymał" ze mną wiele kilometrów przez wiele lat w drodze na turnieje golfowe.
Przy wyborze auta kieruję się marką. Największe znaczenie ma dla mnie bezpieczeństwo, sportowa sylwetka i ciemny kolor. Nie przykładam szczególnego znaczenia do parametrów. Jeśli chodzi
o osiągi. to nie miałam odwagi ich jeszcze wypróbować.
Image kobiety nie zależy od samochodu, lecz od niej samej, samochód nie jest takim wyznacznikiem.
Jakim jestem kierowcą? Mam nadzieję, że dobrym. Z jaką prędkością jeżdżę? 160 km/h, a tam, gdzie radary - 30. A poważnie, to staram się jeździć bezpiecznie. Prowadzenie samochodu uspokaja mnie, a gdy jestem pasażerem, to podnosi adrenalinę. Lubię mieć włączone radio.
W samotności czy z pasażerem? To są dwie różne jazdy, ale każda na swój sposób może być jaaazdą!
Teresa Mokrysz, właścicielka grupy Mokate:
Mój samochód. W firmie jest do dyspozycji kierownictwa kilka samochodów osobowych. Korzystam z tego, który akurat jest wolny i nie przywiązuję większego znaczenia do jednej marki. Samochody te zresztą są podobnej klasy (Mercedes, Audi, Volvo). Ważne są dla mnie parametry wyznaczające poziom bezpieczeństwa.
Natomiast daleka jestem od przypisywania samochodowi większej roli w budowie wizerunku kobiety w świecie biznesu. W innych środowiskach, gdzie publicity ma decydujące znaczenie, zapewne jest inaczej.
W roli kierowcy. Oczywiście od dawna prowadzę samochód. Z początkiem lat 90., przed epoką "cappuccino'', kiedy Mokate dopiero wchodziło na rynek
z pierwszymi śmietankami do kawy, objechałam całą Polskę wielokrotnie, "nakręciwszy" wiele tysięcy kilometrów - maluchem 126p. Od tego czasu datuje się moje traktowanie samochodu jako narzędzia pracy. Dzisiaj, jeśli zdecyduję się na dłuższy wyjazd samochodem, staram się jechać z pracownikiem, jemu powierzając kierownicę. Wtedy mam dodatkowy czas na załatwienie wielu spraw,
z korespondencją i rozmowami telefonicznymi włącznie. Jeżeli miałabym wskazać środek lokomocji, którego wykorzystanie przynosi mi autentyczną satysfakcję, to bez wahania wskażę na rower.
Monika Richardson, dziennikarka, redaktor naczelna magazynu "Zwierciadło":
Jeżdżę Volvo S40, dwulitrowym dieslem. Bardzo jestem zadowolona, ale nie mogę powiedzieć, że mnie to auto fascynuje. Fascynują mnie raczej ludzie, samochody mają działać i nie sprawiać problemów. Auto doradził mi pan Mariusz Bartosiewicz z Volvo i jestem mu za to wdzięczna, bo myślę, że idealnie wyczuł moje potrzeby. Co nie znaczy, że sprzedałam duszę tej marce, ostatnio spoglądam czule
w kierunku Mercedesa.
Przy wyborze auta kieruję się ceną, parametrami bezpieczeństwa (wyniki testów, poduszki powietrzne, ABS-y, etc.), wygodą. Nie mają dla mnie najmniejszego znaczenia kolor, osiągi oraz jak to wpływa na image.
Jestem ostrożna. W samochodzie często podróżuje ze mną dwójka moich dzieci i nie zamierzam ryzykować ich życiem. Mój mąż uważa, że na polskich drogach toczy się wolna amerykanka
i trudno nie przyznać mu racji. Dozwoloną prędkość zdarza mi się przekraczać. Jak na trasie katowickiej, w szczerym polu, jest ograniczenie prędkości do 70 km/h, to trudno przestrzegać przepisów. Ale staram się.
Lubię jeździć, ale nie w długie trasy. Wtedy wybieram pociąg albo samolot, żeby móc na przykład poczytać książkę. W samochodzie lepiej czuję się sama ze sobą. Słucham Radia PIN, RMF Classic i płyt, ostatnio Jimmiego Scotta. Rozmawiać wolę jednak, patrząc rozmówcy
w oczy.