ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

Igraszki z golfem

"Golf to pasja, a u niektórych płomienna miłość. Niekiedy niewdzięczna, ale że prawdziwa, to nie ma na nią rady. [...] To sport dla wszystkich: młodych, starych, zalatanych, zajętych i dysponujących czasem, pod jednym wszakże warunkiem: że zaczną grać". Andrzej Strzelecki: reżyser, pedagog i aktor opowiada o swojej namiętności do golfa.

Rozmawiała Beata Steć

Andrzej Strzelecki

Zafascynował się Pan golfem, oglądając programy telewizyjne. Co było punktem zwrotnym i sprawiło, że zakupił Pan kije golfowe i spróbował jak to jest? Ile lat gra Pan w golfa?

Andrzej Strzelecki: Gram w golfa od 15 lat. Sprawia mi on nieustannie wiele radości, będąc fantastycznym sposobem spędzania wolnego czasu, którego w zasadzie nie mam. Ale mieszkając obok pola golfowego, łatwiej mi wygospodarować chwilę na tę przyjemność. Zacząłem grać z niejasnych powodów. Nie mam żadnego rozsądnego alibi na wytłumaczenie powodu wyboru golfa przed laty, a nie np. polo czy sumo. Brak konia czy stosownej tuszy niczego też nie tłumaczy, bo 15 lat temu w Polsce nie było ani jednego pola golfowego. Dziś nieważne wydaje mi się pytanie: dlaczego zacząłem?, ale raczej, dlaczego tak późno? Czemu nie 40 lat wcześniej?!

Beata Steć: Co jest pasjonującego w golfie? Co jest tym impulsem, że chce się jeszcze i więcej? Czy ten sport może się znudzić?

Andrzej Strzelecki: Dla ludzi niegrających w golfa jest to niezbyt zrozumiała zabawa starców w zapędzanie kulek patyczkami do dziurek, być może zdrowa, bo na świeżym powietrzu. Ale golf może być wszystkim, w zależności od oczekiwań gracza. Może być ostrą sportową rywalizacją, spotkaniem towarzyskim, spacerem z dziećmi, niezobowiązującym meetingiem parabiznesowym, sprawdzianem sztuki koncentracji, radością, utrapieniem, walką, zabawą. Już z tego ubogiego i niepełnego zestawienia wynika, że nudzić się przy nim nie sposób. Zawsze bowiem można zagrać lepiej niż ostatnim razem i ta, niekiedy niczym nieuzasadniona, nadzieja jest psychologicznym, nieco irracjonalnym motorem, napędzającym u grających stosowną dawkę adrenaliny. Fakt, iż porażka w golfie ma nikłe w sumie konsekwencje i traktowana jest przez graczy jako wypadek przy pracy, czyni ten sport ciągle dla nich ważnym i ciekawym.

B.S.: Powiedział Pan, że golf jest postrzegany jako dziwactwo, a czy golf może być sexy?

A.S.: Do pewnego wieku wszystko może być sexy. Nie chciałbym być pomówiony o wulgaryzm, ale w tej grze chodzi przecież o to, aby trafić do dziurki.

B.S.: Ile czasu w ciągu tygodnia spędza Pan na polu golfowym?

A.S.: To zależy od zajęć zawodowych. Bywają tygodnie, kiedy nie gram wcale, bo nie mam kiedy. Ale zdarzają się i takie, kiedy bywam codziennie, by zagrać choć na kilku dołkach. Z tym że ja mieszkam obok pola golfowego i nietypowość tej sytuacji czyni mą odpowiedź niereprezentatywną dla nikogo.

B.S.: Ludzie, którzy grają w golfa, wydają się mieć mnóstwo czasu i cierpliwości. Jak Pan znajduje czas na tę pasję? Czy poleciłby Pan ten sport osobom bardzo zajętym?

A.S.: Alkoholicy większość czasu spędzają w okolicach butelki. Ludzie grający w golfa nie miewają ani czasu, ani cierpliwości. Mają natomiast prawdziwą, rzetelną pasję, dla której gotowi są wiele poświęcić. Wstają o piątej rano, by zagrać przed pracą. Przekraczają dozwoloną prędkość w jeździe samochodem, by zdążyć zagrać choć parę dołków przed zapadnięciem zmroku. Wysyłają żony na zakupy, zaopatrzywszy je w stosowne środki finansowe, aby wyrwać się na pole golfowe. To sport dla wszystkich: młodych, starych, zalatanych, zajętych i dysponujących czasem, pod jednym wszakże warunkiem: że zaczną grać. Jak złapią bakcyla, to z pewnością renegocjują wszystkie terminy ze swoim kalendarzem. Proszę zwrócić uwagę na to, że ludzie bardzo zajęci też miewają romanse, na które znajdują czas, mimo wszelkich niesprzyjających okoliczności. Bo golf to pasja, a u niektórych płomienna miłość. Niekiedy niewdzięczna, ale że prawdziwa, to nie ma na nią rady.

Andrzej Strzelecki

B.S.: Jest Pan cierpliwy?

A.S.: Tak. Bardzo. Myślę nawet, że bardziej niż przewiduje ustawa.

B.S.: Czy trzeba mieć jakieś specjalne predyspozycje, aby zostać golfistą?

A.S.: Nie trzeba mieć niczego poza chęcią gry. Na każdym poziomie wtajemniczenia potrafi ona sprawiać wystarczająco dużo przyjemności.

B.S.: Czym można wytłumaczyć fakt, że golf jest jeszcze mało popularny wśród Polaków? Nie ma u nas tak rozwiniętej infrastruktury, jak np. w Czechach. Może ta kultura sportu jest wciąż daleka Polakom i nie pasuje do naszego narodowego charakteru?

A.S.: To kwestia czasu. Dziś, z powodu biedy, nie potrafimy korzystać z różnych fajnych okazji w życiu. Zasuwamy, by zapewnić byt sobie i bliskim. Jesteśmy zbyt zmęczeni na to, aby wykrzesać w sobie jakąkolwiek energię na nasze potencjalne przyjemności. Mało czytamy, do teatrów raczej chadzamy niż chodzimy, ograniczając listę przyjemności do posiłku i telewizji. To nie ma nic wspólnego z narodowym charakterem. Ludzie częściej jeździliby na rowerach, gdyby było więcej ścieżek rowerowych. Ludzie częściej graliby w golfa, gdyby pola golfowe były w ich zasięgu. I to nie finansowym, bo golf w kosztach porównywalny jest z narciarstwem, ale w topograficznym. W Londynie jest prawie 200 pól golfowych, w Warszawie dwa.

B.S.: Kilka rad dla tych, którzy chcieliby zacząć?

A.S.: Zacznijcie. Nie zrażajcie się wstępnymi niepowodzeniami. Dajcie sami sobie szansę na późniejsze, już tylko miłe, golfowe chwile.

B.S.: Podstawowe błędy, które popełniają początkujący?

A.S.: Niecierpliwość. Golf jest sportem technicznym i trzeba pokonać pierwszy podstawowy stopień wtajemniczenia, aby mieć z gry przyjemność. Nie wstydźmy się nieudanych uderzeń, bo te zdarzają się i mi, po 15 latach gry!

B.S.: Jakimi cechami wyróżniają się wyrafinowani gracze?

A.S.: Nie wiem. Jestem graczem normalnym o zerowym stopniu wyrafinowania. Może ewentualnie umiejętność szybkiej koncentracji i cierpliwość do ćwiczeń, jakiej nie mam, są tymi cechami, o które pani pyta.

B.S.: Napisał Pan, że golf potrafi upokarzać?

A.S.: Golf raczej uczy pokory. Zawsze, kiedy między zamiarem a skutkiem pojawiają się rozbieżności, człowiek czuje się nieswojo. Chciał zagrać wysoko, wyszło nisko. Chciał daleko, zagrał blisko. Na szczęście obok tego, że nie trafiło się do dołka z 5 centymetrów, jest też pamięć o tym, jak trafiło się do dołka z prawie 20 metrów.

B.S.: Podobno ma Pan przed domem liczący około 200 metrów kwadratowych, wielopoziomowy green. Czy stworzenie i utrzymanie minipola golfowego jest kosztowne i pracochłonne?

A.S.: To nie jest minipole golfowe, ale jeden green do ćwiczeń. Wymaga nieustannej pielęgnacji i jest to dość pracochłonna czynność, jeśli chce się go utrzymać na dobrym poziomie. Ale miło go mieć. Służy mi do golfowych zabaw z synkiem.

B.S.: Czy rodzina podziela Pańską pasję? Jak reaguje żona czy dzieci, kiedy spędza Pan kolejną godzinę, uprawiając ten sport?

A.S.: Gramy razem. Nie ma lepszego sposobu na tak czasochłonne hobby, jak wciągnięcie w tę aferę najbliższych. Teraz już nie tylko lepiej mnie rozumieją, ale sami podzielają ów sportowy entuzjazm.

B.S.: Czy zaraził Pan tą pasją kolegów z branży show-biznesu?

A.S.: Oczywiście. Wiktor Zborowski, Wojtek Pijanowski, Robert Rozmus, Piotrek Gąsowski, Krzysztof Materna, Piotrek Machalica, Mikołaj Grabowski to pobieżna i wstępna lista moich ofiar.

B.S.: Jak powinien być ubrany rasowy golfista? Jaki strój Pan preferuje?

A.S.: Golfista powinien być ubrany stosownie do pogody w taki sposób, aby strój nie krępował jego ruchów. Ja akurat od początku grywam nietypowo, bo w pumpach. Krzyś Materna mówi zawsze, abym nie grał w tym kostiumie, bo odstraszam ludzi od golfa. Niewtajemniczeni bowiem myślą, że to jest strój obowiązkowy, a nie każdy chce tak wyglądać. Tak naprawdę należy wystrzegać się jeansu, którego koloru golf nie toleruje, oraz używać polówek z kołnierzykiem, a nie T-shirtów i nie wbijać się w dresy. Reszta mieści się w pojęciu stroju ogólnie sportowego. Może lekko w stronę tzw. sportowej elegancji.

B.S.: Czy w tej dyscyplinie sportu można robić sobie przerwy? Czy po dłuższej nieobecności na polu golfowym nie wychodzi się z wprawy?

A.S.: Po dłuższej przerwie bywa, że gra się wręcz lepiej, bo taki jest głód golfa. Ale zdarza się i odwrotnie. Z tym że samej gry się nie zapomina. Jak z jazdą na rowerze: raz się nauczysz i umiesz.

B.S.: Dlaczego w golfie jest akurat 18 dołków?

A.S.: Bo tak przed laty ustaliły brytyjskie władze światowego golfa.

B.S.: Co jest istotą golfa?

A.S.: Spędzenie miłego czasu w pięknym miejscu na świeżym powietrzu w uroczym towarzystwie. Jeśli przy okazji uda się dobrze zagrać, dzień możemy uznać za niezwykle udany.

B.S.: Dlaczego praworęczni gracze zakładają rękawiczkę na lewą rękę?

A.S.: Golf jest drogim sportem i nie wszystkich stać na dwie rękawiczki. A mówiąc serio, powody są prozaiczne. Chodzi o to, aby mieć pewny chwyt golfowego kija. Prędkość, z jaką uderza się w piłkę, sprawia, że bez rękawiczki kij może się wymsknąć. A praworęczni trzymają kij głównie lewą ręką. Stąd jedna rękawiczka wystarczy, by zapewnić stosowne bezpieczeństwo.

B.S.: Czy pogoda nie jest przeszkodą dla prawdziwego golfisty? Słyszałam o osobach uprawiających ten sport nawet zimą?

A.S.: Narciarze latem jadą na lodowiec. Golfiści zimą jadą tam, gdzie jest to sport całoroczny. Gra na śniegu jest zabawą dla polarników, którzy nie mają wyjścia, a grać muszą, bo lubią.

B.S.: Posiada Pan jeszcze jakieś inne pasje oprócz golfa?

A.S.: Owszem. Moją pierwszą pasją, niezmiennie, jest moja praca zawodowa. Jako reżyser, pedagog, aktor i autor staram się jak najlepiej sprostać jej wymaganiom.

B.S.: Czego można Panu życzyć?

A.S.: Lepszego, mądrzejszego, rozsądniejszego oraz godnego zaufania i przyjaznego ludziom kraju.


ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy