ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

Teatr na własnych warunkach

Chcielibyśmy, żeby ludzie mówili po wyjściu "szkoda, że tak rzadko chodzę do teatru". Będzie to teatr pozytywnej energii, pozytywnego przekazu, który ma "prowokować do myślenia - nie nudząc, wzruszać, nie popadając w ckliwość i bawić, nie błaznując". Rozmowa z Michałem Żebrowskim

Rozmawiała Beata Nessel-Łukasik fot. Rafał Latoszek

Michał Żebrowski

Na przestrzeni ostatnich miesięcy bardzo często pojawiał się Pan w mediach. Wszystko to za sprawą realizacji kolejnego projektu spółki Żebrowski & Korin Pro Skene. Z jakiego powodu zdecydował się Pan na nowy rodzaj działalności?

Michał Żebrowski: Założenie Teatru 6 piętro było bezpośrednim rezultatem mojej współpracy producencko-teatralnej z Eugeniuszem Korinem, człowiekiem, na którego teatrze się wychowywałem i który reżyserował dyplom na moim roku, gdy kończyłem Akademię Teatralną. Wiele lat temu, kiedy byłem młodym aktorem, to on zaproponował mi współpracę. Jednak wtedy z niej nie skorzystałem, bo wyjechałem za granicę. Dopiero po latach zwróciłem się do Korina z propozycją współpracy. Dzięki temu zrobiliśmy kilka przedstawień i w końcu założyliśmy firmę. Od tego momentu przez lata szukaliśmy miejsca, aby otworzyć teatr. Po wielu, wielu poszukiwaniach, niespełnionych obietnicach, różnych rozmowach, rozmaitych lokalizacjach jedyną osobą, która dotrzymała słowa, okazała się Hanna Gronkiewicz- Waltz. Z budżetu miasta doposażyła salę koncertową PKiN w sprzęt teatralny, a nasza spółka producencka zobowiązała się oddać ten nakład w ciągu trzech lat. W ten sposób zawarliśmy unikalną umowę. Żadne przedsiębiorstwo prywatne nie oddaje państwowych pieniędzy, które zostają im pożyczone na uprawianie własnego teatru.

Beata Nessel: Czy na tym rola Ratusza w funkcjonowaniu Teatru 6 piętro się skończyła?

Michał Żebrowski: Bez niego, podobnie jak bez nas, nie byłoby Teatru 6 piętro.

B.N.: Czy to znaczy, że w ciągu tych trzech lat dzierżawy, kiedy Państwo będą próbowali rozwinąć działalność i zgromadzić pieniądze włożone przez miasto, nie będzie ze strony Ratusza żadnego dodatkowego wkładu finansowego w funkcjonowanie tej sceny?

M.Ż.: Nie. Miasto ma odnieść wyłącznie korzyści. Po pierwsze, ma otrzymać w ciągu trzech lat zwrot całej sumy. A po drugie, decydując się na wydanie tych pieniędzy nie na zewnątrz, ale inwestując we własny majątek, ma czerpać korzyści z użytkowania sali, która będzie teraz w stanie generować dodatkowy zysk. Dla Ratusza to jest świetny interes. Dla nas jest to olbrzymia szansa, ale też zobowiązanie, bo my będziemy musieli z własnych pieniędzy produkować tu sztuki, które też mają generować zysk. To oznacza, że za własne błędy będziemy płacili własną gotówką. Nie stać nas na eksperymenty artystyczne, za które zwykle płaci podatnik.

B.N.: Jaka będzie Pana rola w pozyskiwaniu tych źródeł, dzięki którym teatr będzie mógł się rozwijać?

M.Ż.: Jest ona niezmienna. Ja jestem frontmanem teatru, z którym teatr ma się kojarzyć, osobą, której ludzie mają zaufać, człowiekiem, który sprawi, że ludzie zaufają też naszemu teatrowi i przyjdą do nas zarówno widzowie, jak i sponsorzy. Eugeniusz Korin jest od tego, by tego zaufania nie zawieść.

B.N.: Czy mają Panowie w planach pozyskiwanie konkretnych sponsorów, partnerów strategicznych?

M.Ż.: Mamy jednego sponsora - Mastercard, z którego bardzo się cieszymy. Jest już kolejny, ale nam nie chodzi o ilość, ale o jakość.

B.N.: Czy tylko to, że Hanna Gronkiewicz- Waltz umożliwiła Panom realizację projektu teatru na własnych warunkach w PKiN sprawiło, że właśnie to miejsce wybrali Panowie na uruchomienie swojej sceny?

M.Ż.: PKiN jest miejscem powszechnie znanym z przestrzeni, gdzie można uprawiać sztukę. Mam tu na myśli Teatr Studio, Teatr Dramatyczny i kilka innych sal widowiskowych, które najczęściej świecą pustkami. Z tego powodu był to bardzo dobry teren, aby uruchomić tu partnerstwo publiczno-prywatne. Zwłaszcza, że jest to miejsce, które ma własny parking, dogodny dojazd metrem, pociągiem, autobusem czy tramwajem, a do tego jest wszystkim dobrze znane, bezpieczne, ciepłe, ogrzane. Ma wszystkie atrybuty do tego, aby przychodzili tutaj widzowie.

B.N.: Z jakich powodów powinni oni się tutaj znaleźć?

M.Ż.: Przede wszystkim ma to być teatr adresowany do widzów. Oni są jego istotą i tożsamością. Dlatego chcielibyśmy, żeby ludzie mówili po wyjściu "szkoda, że tak rzadko chodzę do teatru". Będzie to też teatr pozytywnej energii, pozytywnego przekazu, który ma "prowokować do myślenia - nie nudząc, wzruszać, nie popadając w ckliwość i bawić, nie błaznując". Właśnie taki teatr my, jako widzowie, najbardziej chcielibyśmy oglądać.

B.N.: Pan, oprócz bycia frontmanem teatru, będzie w tych przedstawieniach wyłącznie aktorem?

M.Ż.: Nie wiem. Na pewno będę aktorem. Nie chcę chować się za plecami moich kolegów i być wyłącznie producentem. Po pierwsze - rozpiera mnie energia, a po drugie, robię ten teatr także ze swoich egoistycznych pobudek aktorskich. Bardzo lubię grać w przedstawieniach Korina. Poza tym uważam, że będzie uczciwiej wyjść razem z przyjaciółmi, kolegami i wziąć wspólnie odpowiedzialność za to, co się pokazuje na scenie.

B.N.: Czy przyjmując takie założenia dla tworzenia własnego teatru, opierając się na kilkuletnim doświadczeniu, uda się Panom wspólnie wykreować teatr, który będzie w stanie utrzymać się z granych na tej scenie spektakli?

M.Ż.: Będziemy rozszerzać naszą działalność. Zamierzamy robić cykl "Master classes". Będziemy nagrywać programy telewizyjne, w których mistrzowie różnych gatunków sztuki będą przybliżać widzom i amatorom tajniki swojego zawodu. Poza tym będą koncerty muzyczne i produkcja monodramów "O tym jeszcze nie było". Plan na te trzy lata jest bardzo bogaty.

B.N.: Czy w tym wszystkim nie zagubią Panowie idei myślenia przede wszystkim o widzu? Czy przy tak zróżnicowanej ofercie uda się utrzymać wszystko na wysokim poziomie?

M.Ż.: Mam zasadę otaczania się lepszymi od siebie. Do współpracy zapraszam zazwyczaj osoby, które potrafią zrobić coś, czego ja nie potrafię. To spowoduje, że kolejne cykle czy dziedziny, którymi Teatr 6 piętro będzie się teraz zajmował, będą realizowane przez osoby do tego odpowiednie.

B.N.: Czy przyjmując tak wysokie założenia dla tej działalności i szereg obowiązków Pana własna praca artystyczna będzie mogła być w dalszym ciągu spokojnie realizowana?

M.Ż.: Nie wydaje mi się, żeby sztuka aktorów, którzy założyli własne teatry, na tym ucierpiała. Przeciwnie. W historii teatru było kilku dramaturgów, m.in. Szekspir czy Molier, którzy po spektaklu sprawdzali raporty kasowe, a przecież zostawili po sobie kilka całkiem niezłych sztuk. Wydaje mi się, że założenie teatru jeszcze bardziej intensyfikuje zainteresowanie samym aktorstwem, pozwala na przebywanie głębiej w teatrze. To jest także przykład bardzo nowoczesnego myślenia. To, co my tu teraz robimy, za parę lat będzie już standardem. Jeżeli człowiek będzie chciał uchodzić za osobę wykształconą, to nie będzie mógł powiedzieć w towarzystwie, że nie był na tym czy na tamtym. Tak jest na Zachodzie i tak będzie również w Polsce.

B.N.: Czy będąc aktorem i równocześnie dyrektorem artystycznym tej sceny będzie Pan miał wpływ na repertuar?

M.Ż.: Dyrektorem programowym jest Korin. On decyduje o obsadzie. Ja jestem osobą, która opowiada o teatrze, a on w nim reżyseruje. Między nami jest taki naturalny podział obowiązków. Chociaż nigdy tego nie ustalaliśmy, było to zupełnie oczywiste z racji autorytetu, jakim Korin cieszy się wśród lepszych ode mnie.


ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy