Krakowianka Helena Rubinstein,
Antoni Patek rodem
z Lubelszczyzny czy Stephan
Wozniak z Kalifornii to Polacy,
którym sztuka wypromowania własnej
marki udała się nadzwyczajnie. Bo
kto nie zna najsłynniejszych kosmetyków
do pielęgnacji twarzy, najbardziej snobistycznych
zegarków na świecie czy komputerów
z logo w kształcie jabłka? Marki
te zyskały światowy rozgłos i są dowodem
na to, że Polacy są utalentowani
i mają smykałkę do biznesu.
"Dobrze byłoby, gdyby jeszcze mogli liczyć
na pomoc państwa w rozwoju nowoczesnych
technologii. Są bardzo kosztowne
i jednocześnie niezbędne. Nowoczesny
biznes opiera się właśnie na
nich. Jeśli więc współcześnie chcemy
coś na świecie znaczyć, musimy wykładać
jak najwięcej pieniędzy na wspieranie
naukowców i inżynierów" - wzdycha
Edward Margański, współwłaściciel
firmy z Bielska-Białej, produkującej lekkie
samoloty.
Według amerykańskiego serwisu Suite101.
com polskie Top 10 towarów eksportowych
to m.in. lniany obrus, obecnie
ponoć najmodniejsza narzuta na stół,
której udało się wyprzeć w świecie trendów
dekoratorskich angielską wełnę. Tuż
za nim są gipsowe figury zwierząt - wykończyły
wreszcie ukochane przez właścicieli
niemieckich ogródków koszmarne
krasnale. Trzecie miejsce na podium ma
polska wódka. Dalej są góralskie kapcie
ze skóry, sprzedawane na Zachodzie
jako przejaw stylu etno, szkło z Krosna
(sąd właśnie ogłosił upadłość tej firmy),
projektowane przez młodych artystów z
wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych,
prace plastyczne Wilhelma Sasnala, Agaty
Bogackiej i Marcina Maciejowskiego. Do
tego dochodzą zabawki z drewna, ponieważ
są produktem ekologicznym, a do
tego wykonanym ręcznie, czekolada Wedla,
biżuteria ze srebra i bursztynu oraz
ceramika z Bolesławca. Gdyby na tym
miało się skończyć, trzeba by załamać
ręce. Polska wynalazczość ograniczyłaby
się do wody ognistej i paciorków. Bogu
dziękować - tak nie jest.
Autobusem w świat
Solaris Bus&Coach S.A. z siedzibą
w Bolechowie pod Poznaniem to przedsięwzięcie
typowo rodzinne. Krzysztof
Olszewski, założyciel firmy, przez 15 lat
pracował w niemieckich zakładach Neoplan
i tam od podstaw uczył się zasad
biznesu motoryzacyjnego. Gdy razem
z żoną Solange uruchomił własną produkcję,
wprawił europejską konkurencję
w osłupienie. Nie dość, że pojazdy
technologicznie i wizualnie nie ustępowały
zachodnim, to jeszcze były kon kurencyjne cenowo. Solarisy zadebiutowały
w Polsce, ale od 2000 roku jeżdżą
po osiemnastu innych krajach, w tym
także po drogach Zjednoczonych Emiratów
Arabskich. Do dziś z fabryki w Bolechowie
wyjechało 5 tysięcy autobusów.
Oprócz autobusów miejskich różnego
typu marka Solaris to także ekologiczne
trolejbusy, autobusy lotniskowe, a nawet
mobilne stacje krwiodawstwa. Firma nieustannie
zabiega o nowe kontrakty. Na
początku roku zwiększyła się liczba zamówień
ze Skandynawii. Aż 126 pojazdów
w ciągu kilku najbliższych miesięcy
trafi m.in. do Norwegii. Nie będą to jednak
pojazdy standardowe. Ze względu
na ostrzejszy klimat zostaną wyposażone
w podwójne szyby, dodatkowe ogrzewanie
i specjalny system rozruchu silnika
przy bardzo niskich temperaturach.
Nowością będzie też zastosowanie silników
napędzanych bio dieslem. Ale Solarisy
trafią też na ulice szwedzkiego Sztokholmu
i duńskiego Arhus.
Z piłką w grze
Zbigniew Drzymała, kolejny przedsiębiorca
z Wielkopolski, większości Polaków
znany jest głównie jako sponsor klubów
piłkarskich, a nie producent poszyć
do samochodów osobowych w eleganckich
pojazdach marki Volvo, Audi czy
Mercedes. To w tej dziedzinie jego firma
zyskała światową renomę. Drzymała przygodę
z biznesem zaczynał pod koniec lat
70. Wtedy to otworzył zakład tapicerski,
produkujący drobne akcesoria samochodowe.
To zresztą rodzinna tradycja. Ojciec
Zbigniewa prowadził w Grodzisku
zakład tapicersko-skórzany. W latach 90.
firma ruszyła z kopyta, najpierw współpracując
z polskim przemysłem motoryzacyjnym,
później - odważnie wchodząc
na rynki światowe. Dziś ma zakład produkcyjny
w Użgorodzie na Ukrainie i jest
notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych.
Obecnie zarząd firmy głowi się
nad tym, jak poradzić sobie z kryzysem
światowym, który w pierwszej kolejności
dotknął branżę motoryzacyjną. Z deklaracji
wynika, że zarząd tnie koszty i ogranicza
produkcję. Inter-Groclin pozbył się
też klubów sportowych. Akcje Dyskobolii
i Altaxu są już w innych rękach.
Polska kategoria
Gdyby nie Belvedere, świat nie wiedziałby,
że istnieje kategoria wódek luksusowych.
Objawiła się światu pod koniec
lat 90. Wizytówka naszego przemysłu
spirytusowego powstaje w Żyrardowie
z wyjątkowego żyta - Złotego Dańkowskiego.
To jemu zawdzięcza waniliowy
zapach i słodki smak. Nie bez znaczenia
jest też fakt, że destylarnia dysponuje
własnym ujęciem wody artezyjskiej pompowanej
z głębokości 41 m, unikatowym
systemem filtracji oraz recepturą datowaną
na 600 lat wstecz. Trudno się więc
dziwić, że polską marką zainteresowała
się grupa Luis Vuitton Moët Hennessy
i ustawiła ją na półkach domu towarowego
Harrods w Londynie. Pasuje tu
nie tylko wykwintnym smakiem, ale też
opakowaniem. Butelka z wizerunkiem
siedziby polskich prezydentów i ośnieżonych
brzóz, zamknięta w srebrnym
pudełku, może robić wrażenie. By o Belvedere
mówiono nieustannie, koncern
LVMH dba o jej wizerunek. Kampanią
reklamową trunku zajął się Terry Richardson,
który na koncie ma prace dla marek
Sisley, Gucci, Carolina Herrera czy Miu
Miu oraz sesje zdjęciowe dla Vogue'a,
GQ, Harper's Bazaar z Kate Moss, Amy
Winehouse czy Tomem Fordem.
Prestiżową Belvedere gonią inne polskie
trunki. Żubrówka i Wyborowa dawno
przegoniły Absolut. Na Zachodzie
i w USA sprzedają się lepiej i kosztują
więcej.
Nietypowa specjalizacja
Polscy przedsiębiorcy spełniają się w niszowym
biznesie. Są m.in. jednymi z najbardziej
znaczących producentów jachtów,
lekkich samolotów czy stylizowanych,
ręcznie składanych samochodów.
Belt Yacht Benedykta Kozłowskiego produkuje
łodzie dla zagranicznych odbiorców.
"Po świecie dystrybuuje je amerykański
pośrednik. Stąd obce logo na naszych
wyrobach" - tłumaczy. Największa
łódź, jaka powstała w prywatnej stoczni,
to czternastometrowy jacht dla duńskiego
klienta. Wart jest kilkaset tysięcy
euro. Co w nim tyle warte? Nie tylko
rozwiązania techniczne i specjalistyczne
sprzęty, ale wystrój i wyposażenie: pralki,
telewizory, aparatura nagłośnieniowa.
Nieźle daje sobie radę Aero AT, należąca
do Tomasza Antoniewskiego, producenta
lekkich samolotów. Na rynku amerykańskim
popularne są modele AT-4,
sprzedawane jako Gobosh i wykorzystywane
przez profesjonalnych pilotów oraz
amatorów. Jeden kit car, auto budowane
w manufakturze, kosztuje nawet kilkaset
tysięcy zł. Wiele z nich powstaje w Polsce.
To nie tylko repliki znanych pojazdów,
ale także modele wymyślone przez
polskich konstruktorów. "Polacy są bardzo
utalentowani. Świadczy o tym sukces
naszej fabryki Fiata, najlepszej w koncernie,
czy biuro projektowe dla General
Electric. Najpierw liczyło kilkunastu
konstruktorów, dziś jest ich około siedmiuset.
Wygrywa konkursy projektowe
wewnątrz GE. Naszemu biznesowi potrzebne
jest więc tylko niewielkie wsparcie.
Dzięki niemu nie prześpimy kolejnej
rewolucji technologicznej" - dodaje
Edward Margański.