ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

Amerykański sen przetrwa

Sukces Billa Gatesa jest tak oszałamiający, że umieszcza go daleko od zwyczajnych ludzi. A ja na pewno nie należę do tej grupy co Gates - rozmowa z wybitnym amerykańskim pisarzem i dziennikarzem Malcolmem Gladwellem, autorem książki "Poza schematem"

Rozmawiał Vadim Makarenko Gazeta Wyborcza

Wywiad z Malcolmem Gladwellem

Brytyjski "The Times" umieścił Cię na liście 50. najbardziej wpływowych myślicieli. Czy to zmieniło coś w twoim życiu?

Malcolm Gladwell: Nic. Nawet nie wiem, jak mogłoby zmienić.

Vadim Makarenko: Krytycy zachwycają się narracją w Twoich książkach, ale jednocześnie często zwracają uwagę na to, że rzeczy, które opisujesz, nie są niczym nowym. To szczególnie rzuca się w oczy w przypadku Twojej najnowszej książki.

Malcolm Gladwell: Właśnie przez to, że moje wnioski nie są nowe, są takie dobitne. Skoro od dawna jesteśmy czegoś świadomi, to czemu nic z tym nie robimy? Nie przejmuję się tym, co możemy powiedzieć o świecie, raczej tym, co możemy z nim zrobić i jak na razie nie zrobiliśmy wiele, więc może te wnioski muszą być powtórzone jeszcze wiele razy, zanim zadziałamy?

V.M.: Co było najważniejszą składową Twojego sukcesu - ciężka praca, szczęśliwy traf, rodzina? Coś innego?

M.G.: Najcięższy okres mojej pracy przećwiczyłem w "Washington Post", gdzie uczyłem się tajników dziennikarstwa. To prawdopodobnie najlepsze miejsce do nauki tego zawodu, które stało się niezwykle ważnym miejscem w mojej karierze. Bez takiego przygotowania nie zrobiłbym tego, co udało mi się do tej pory zrobić.

V.M.: A rodzina?

M.G.: Zarówno mój ojciec, jak i matka bardzo cenią satysfakcję płynącą z pracy. Jestem ucieleśnieniem wielu spośród czynników, które opisałem w swojej książce.

V.M.: Ale w wywiadzie dla "New York Magazine" powiedziałeś, że nigdy nie uważałeś się za osobę wyjątkową, za jednego z tych, których opisałeś w "Poza schematem"?

M.G.: Na pewno nie zaliczam się do grona osób, które opisałem w swojej książce. Wiesz, co mam na myśli? Weźmy np. Billa Gatesa. Jego sukces jest tak oszałamiający, że umieszcza go daleko od reszty zwyczajnych ludzi. A ja na pewno nie należę do tej grupy co Gates. Czy odniosłem sukces? Tak. Czy zawdzięczam go sensownej pracy? Tak. Ale czy z tego powodu od razu jestem wyjątkowy?

V.M.: Może powinieneś przykładać różne miary do różnych dziedzin? Jeśli Bill Gates jest guru w przemyśle informatycznym, to Ty z pewnością masz podobny status w dziennikarstwie.

M.G.: Nie, nigdy tak nie myślałem. Ale to miła myśl.

V.M.: W swoich książkach piszesz m.in. o uwarunkowaniach kulturowych, które mogą utrudniać albo ułatwiać wykonywanie wybranego zawodu. Opowiadasz np. o koreańskich pilotach, którzy słabo sobie radzili, bo ich kultura komunikacji i poczucie hierarchii utrudniały im podejmowanie decyzji w kryzysowych sytuacjach. To brzmi jak wyrok - pewne zawody są dla ciebie zamknięte.

M.G.: Jeśli chodzi o pilotów z Korean Air, to trzeba pamiętać, że udało im się ten problem rozwiązać. Tło kulturowe może sprzyjać lub przeszkadzać, ale to początkowa przeszkoda, a nie trwała. Koreańczycy mogą być pilotami tak samo dobrymi, jak Amerykanie czy Niemcy. Jednak muszą być świadomi tego, że wymaga to od nich dodatkowej pracy nad komunikacją. To nie jest tak, że nasze dziedzictwo kulturowe skazuje nas na wykonywanie jednych zawodów i eliminuje z innych. Jeśli jesteśmy tego świadomi - możemy to przezwyciężyć.

V.M.: Czy uważasz, że różnego rodzaju poradniki w rodzaju "Pięć kroków na drodze do sukcesu", których w amerykańskich księgarniach jest tak dużo, mają sens?

M.G.: Bezsprzecznie jesteśmy społeczeństwem skoncentrowanym na jednostce i na tym, czego ona może dokonać. Dlatego moim zdaniem poradnictwo tego typu ma ograniczoną użyteczność, bo działania jednostki nie są centralne w odniesieniu sukcesu. Ale poradniki są popularne, bo sycą prosty mit self-made mana, mit dochodzenia do bogactwa z nizin społecznych. To bardzo amerykańskie przekonanie, że każdy może osiągnąć wszystko, jeśli ma wystarczająco dużo szczęścia.

V.M.: A co z głupimi dziećmi bogatych i wykształconych rodziców? Ich rodzice zapisują je do szkół muzycznych, a do nauki języków wysyłają za granicę. Najlepsze uczelnie stoją przed nimi otworem, a różne ścieżki kariery są na wyciągnięcie ręki. Dlaczego oni tak często nie odnoszą sukcesów?

M.G.: Nie myślałem o tej grupie ludzi zbyt dużo. Jeśli ktoś dostał wszelkie możliwe szanse i nic z nimi nie zrobił, to jest problem wyłącznie jego oraz jego rodziców. A nie społeczeństwa. Myślenie o takich ludziach - to strata czasu i energii. Dużo bardziej interesują mnie ludzie, którzy nie mieli żadnych możliwości i dostali szansę.

V.M.: Czy kryzys, z którym boryka się teraz Ameryka i cały świat, położył kres amerykańskiemu marzeniu, "american dream"?

M.G.: Nie. Mamy wprawdzie najgorszy kryzys od czasów Wielkiej Depresji, ale mam nadzieję, że nie będzie on trwał przez kolejne 10 lat. A nawet jeśli będzie, to amerykańskie marzenie jest zakorzenione w kilkusetletniej tradycji i tak szybko się nie skończy. Nie zmyła go nawet Wielka Depresja.

V.M.: Czy następny kryzys będzie do przewidzenia?

M.G.: Nie sądzę. Ale na pewno będziemy mogli się nań uodpornić. Z całą pewnością mamy większe szanse na przetrwanie kryzysu, jeśli w pełni wykorzystujemy nasze zasoby ludzkie, a spora część mojej książki dotyczy tego, jak je rozpoznać. Nie jestem zainteresowany przewidywaniem nowego kryzysu, lecz tym, żeby społeczeństwo było na tyle silne, bogate i twórcze, by mogło poradzić sobie z nim poradzić.

V.M.: Z Twojej ostatniej książki "Poza schematem" wynika, że sukces jest dziedziczony z pokolenia na pokolenie. W takim razie co z krajami trzeciego świata? Czy wyciągnięcie ich z biedy jest możliwe?

M.G.: Moja książka pokazuje, jak głęboko jest zakorzeniony sukces, ale uważam, że tym krajom można pomóc, tyle że to będzie wymagało ogromnego wysiłku. Należałoby wytworzyć tam kulturę, która promuje sensowną pracę i wprowadzić określone regulacje, które ściśle wiążą pracę z wynagrodzeniem, żeby ludzie czuli, że jeśli pracują, to dostają coś w zamian. Myślę, że wyrobienie wśród ludzi takich oczekiwań jest bardzo ważne. A niektóre rzeczy zaburzają związek między pracą i nagrodą, np. choroby zakaźne. Jeśli świat, który zbudowałeś ciężko pracując, może w każdej chwili zostać unicestwiony przez jakiś wirus, np. malarię, ludzie nie mają wrażenia, że praca może przynieść im coś trwałego. Ich sukces może zniknąć w każdej chwili, dlatego należałoby zbudować pewną regularność i porządek na ich stanowiskach pracy.


ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy