Badania wskazują na wzrost
średniej temperatury na planecie
o 0,75°C wobec stanu
z okresu przedprzemysłowego.
Część naukowców uważa, że jest to
spowodowane przez wzrost stężenia CO2
w ziemskiej atmosferze, za który odpowiada
w dużym stopniu człowiek. Snują
przy tym czarne wizje, grożąc dalszym
ociepleniem klimatu i wynikającymi
z tego wieloma negatywnymi konsekwencjami,
jak topnienie lodowców, wzrost
poziomu mórz i oceanów, powiększanie
się niedoborów żywności i wody pitnej,
wymieranie gatunków itd., itp.
Aby powstrzymać te niekorzystne procesy,
które w dłuższej perspektywie mogą
nawet zagrozić istnieniu gatunku ludzkiego,
rządy wielu państw podejmują starania,
zmierzające do ograniczenia negatywnego
wpływu działalności człowieka
na środowisko naturalne. Jednym z przejawów
tychże starań jest tzw. protokół
z Kioto, który zakłada redukcję do 2012
roku o 5,2% emisji gazów powodujących
efekt cieplarniany (m.in. CO2, metan,
tlenek azotu) wobec stanu z roku 1990.
Do tej pory nie ratyfikowały go Stany
Zjednoczone, które twierdzą, że negatywnie
odbiłoby się to na ich gospodarce.
Na początku roku 2007 o krok dalej poszła
Unia Europejska, przyjmując projekt
"3x20". W ramach niego kraje unijne powinny
do roku 2020 zmniejszyć emisję
CO2 i energochłonność o 20%, przy jednoczesnym
zwiększeniu udziału energii
produkowanej ze źródeł odnawialnych
do 20% w całkowitym rynku energetycznym
oraz zwiększeniu udziału biopaliw
do 10% w rynku paliwowym. Wszystkie
zmiany wyrażone w procentach odnoszą
się do stanu na rok 1990. Należy
przy tym pamiętać, że wg prognoz,
w roku 2030 światowa konsumpcja energii
ma być blisko dwukrotnie większa
w porównaniu z rokiem 1990. To dodatkowo
podwyższa poprzeczkę. Szacunkowy
koszt realizacji tego projektu to ok.
2 biliony dolarów do roku 2020. Pierwszym,
który w sposób profesjonalny spróbował
oszacować koszty ekonomiczne
ocieplenia klimatu, był Nicholas Stern,
były główny ekonomista Banku Światowego.
W zamówionym przez rząd brytyjski
raporcie, opublikowanym pod koniec
2006 roku, stwierdził on, że ludzkość powinna
w ciągu najbliższych 10 lat podjąć
radykalne działania, zmierzające do
zahamowania globalnego ocieplenia klimatu.
W przeciwnym razie świat dozna
nieodwracalnych szkód ekonomicznych.
Stern oszacował, że światowa gospodarka
powinna wydawać 1% PKB na walkę
z globalnym ociepleniem. A to oznacza,
że wg danych za rok 2007, globalne wydatki
na walkę z ociepleniem klimatu
powinny - zdaniem ekonomisty - wynosić
przeszło 0,5 biliona dolarów rocznie.
Niepodjęcie żadnych kroków przełoży
się natomiast na koszty sięgające
5-20% PKB. Przedstawione powyżej
w wielkim skrócie fakty, oczywiście
przede wszystkim te dotyczące pieniędzy,
wpływają na znaczący wzrost zainteresowania
inwestycjami w tzw. zielone akcje,
czyli walory firm czerpiących dochody
z opracowywania i wdrażania technologii
w zakresie m.in. wykorzystywania odnawialnych
źródeł energii, przetwarzania
surowców wtórnych, oczyszczania ścieków,
ograniczania emisji CO2 itp. Według
ostatniego World Wealth Report,
przygotowanego przez Merrill Lynch
i CapGemini, osoby prywatne, dysponujące majątkiem co najmniej miliona dolarów,
9% aktywów mają ulokowane właśnie
w inwestycjach odpowiedzialnych
społecznie (Social Responsible Investments
- SRI). Należy dodać, że osoby te
łącznie dysponują przeszło 37 bilionami
dolarów, zatem w SRI jest ulokowanych
ok. 3,3 biliona dolarów.
Moda ta stopniowo dociera również do
Polski. Widać to po rosnącej liczbie produktów
inwestycyjnych, które oferują
klientom możliwość zarobku na ocieplającym
się klimacie. Są wśród nich
także fundusze inwestycyjne. Do wyboru
mamy dwa produkty polskich towarzystw
funduszy inwestycyjnych (TFI)
i jeden zarządzany przez zagranicznego
giganta branży, firmę Blackrock Merrill
Lynch. W ofercie krajowych TFI są dwa
fundusze, których polityka inwestycyjna
opiera się na zasadzie SRI. Są to subfundusze
DWS Zmian Klimatycznych i Allianz
Akcji EcoTrends. Fundusz DWS (za
pośrednictwem subfunduszu DWS Invest
Climate Change) inwestuje w spółki
działające głównie w obszarach technologii
efektywnych w zakresie emisji CO2
oraz wykorzystania energii, odnawialnych
oraz alternatywnych źródeł energii,
zapobiegania oraz zarządzania kryzysowego
w trakcie klęsk żywiołowych,
efektywnego energetycznie przemieszczania
się. Z kolei fundusz Allianz inwestuje
w spółki, których działalność koncentruje
się na energii ekologicznej, kontroli
zanieczyszczeń i czystej wodzie. Oba
fundusze mają bardzo krótką historię.
W Polsce zaczęły działać niemal w tym
samym momencie, na początku lutego
b.r. Od tego czasu (do 15 kwietnia) DWS
przyniósł -3,21% straty, zaś Allianz dał
zarobić 6,27%. O wiele dłuższą historią
może się pochwalić MLIIF New Energy
A (zarządzany przez Blackrock Merrill
Lynch). Jego średnioroczna stopa zwrotu
(w dolarach) za ostatnie 5 lat wyniosła
34,5%. Od początku roku przyniósł jednak
stratę w wysokości 14,4%. Fundusz
inwestuje przede wszystkim w spółki
operujące w branży energii odnawialnej
i paliw alternatywnych. Inwestuje raczej
w większe firmy - ponad połowę jego
portfela stanowią spółki o kapitalizacji
przekraczającej 10 miliarda dolarów.
Czy na zielonych akcjach można będzie
jeszcze zarobić? Perspektywy wydają się
być dobre. Należy jednak pamiętać, że
inwestorzy na świecie już od kilku lat interesują
się tą branżą. Indeks NEX, który
opisuje koniunkturę na rynku tych papierów
(w jego skład wchodzi 89 spółek
notowanych na 24 giełdach w 20
krajach), w ciągu ostatnich 5 lat zyskał
blisko 290%. Wskaźnik C/Z dla spółek
z koszyka indeksu oscyluje w okolicach
50, co należy uznać za wartość wysoką,
sugerującą, że inwestorzy pozytywnie
ocenili już przyszłość i uwzględnili swoją
ocenę w cenach akcji, przynajmniej częściowo.
Osobną kwestią są również wątpliwości
części naukowców, co do powodów
ocieplania się klimatu i skali wpływu
wywieranego na ten proces przez człowieka.
Są tacy, którzy spodziewają się raczej
oziębienia! Są to jednak poglądy reprezentowane
przez dość wąską grupkę
uczonych. Cóż, jak będzie, czas pokaże.
Poczekamy, zobaczymy.