Kiedy podajesz ten adres,
oznacza to, że ci się udało,
przynależysz do wąskiej elity,
zajmującej przestronne wille
za pięciometrowym murem. Najtańsze
domy kosztują tu 3 miliony dolarów. Ale
za odpowiednie sąsiedztwo trzeba płacić.
Obok mieszkają przecież sam premier
Władimir Putin, Roman Abramowicz,
Aleksiej Miller z Gaspromu czy reżyser
Nikita Michałkow. Minimalna powierzchnia
domu to 400 m2. Obowiązkowo
musi się tu zmieścić co najmniej
jeden basen i łaźnia. Bardzo modne są
akwaria z piraniami i rekinami. Jeśli chodzi
o wystrój wnętrz, to od królującego
długo stylu rokoko odchodzi się tu ostatnio
ku bardziej ascetycznym formom.
Nowe osiedla wabią takimi nazwami, jak
Europa Hill, Ojczyste Sosny, Stawy Hrabiowskie
czy Jezioro Łabędzie. "Rezerwat
bogatych, stylowych i silnych" - brzmi
hasło reklamowe umieszczone na billboardzie
przez jednego z deweloperów.
Rublowka stoi
W tym idealnym świecie można jednak
znaleźć jeden mankament: przepełnienie.
Najbardziej znane i prestiżowe
wioski Rublowki - Barwicha i Żukowa
- są tak zatłoczone, że nie sposób tam
już nic więcej zbudować. Może dlatego
cena ara ziemi dochodzi do 100 tysięcy
dolarów. Taka liczba mieszkańców powoduje
codzienne korki na szosie rublowsko-
uspienskiej. Właśnie od nazwy
tej szosy podmoskiewki kompleks luksusowych
osiedli okrzyknięto potocznie
Rublowką. Jeżdżą po niej prawie wyłącznie
maybachy, bentleye, ferrari czy mercedesy
i BMW. Z powodu panujących tu
ciągle korków tym najlepszym na świecie
samochodom trudno się jednak rozpędzić.
Kiedy zaś do pracy na Kremlu jedzie
premier Władimir Putin, muszą się
całkowicie zatrzymać i zjechać na pobocze.
Pilnują tego rozstawieni co kilkaset
metrów milicjanci. Ochrona, którą przy
okazji zapewniają Rublowce, rekompensuje
dwa kwadranse codziennego czekania
na przejazd kolumny pemiera. Ta
potrzeba bezpieczeństwa determinuje
pejzaż osiedli. Wysokie, kilkumetrowe
płoty, kamery na każdym rogu, dodatkowa
ochrona. Nic dziwnego, że Rublowkę
przyrównuje się czasem do luksusowego
getta.
Rozrzutność - hasło klasowe
Jej mieszkańcy, żeby zrobić zakupy
u Prady, nie muszą ruszać się z domu.
We wsi Barwicha powstał ciągnący się na
kilometr dom towarowy - Barvicha Luxury
Village. Sprzedaje się tu tylko Armaniego,
Bironi, Dolce&Gabbana. Biżuterię
kupuje się u Bulgari, Choparda
czy Tiffany'ego. Sprzedaje się też samochody
legendarnych marek, jak Maserati,
Ferrari czy Lamborghini. Pomysł skupiska
butików przywędrował z Lazurowego
Wybrzeża. Żeby wybudować te 82 tysiące
m2, zainwestowano 50 milionów
dolarów.
Rublowskie kobiety kochają zakupy
i drogie prezenty. Nic więc dziwnego, że
są najlepiej ubrane w Rosji. Jedna z nich,
Oksana Robski, wydała książkę o życiu
za murem. Napisana przez nią "Casual.
Zwyczajna historia" szybko stała się bestsellerem.
Bohaterce, podobnie jak autorce, najemni
mordercy zabijają męża. W latach
90. takie praktyki były na Rublowce częste.
Wezwana na komisariat, długo wybiera
odpowiedni strój. Decyduje się na
jedwabne różowe spodnie. Niezależnie
od okoliczności trzeba przecież "wyglądać
wystrzałowo". Bohaterka pozuje na
nową rosyjską arystokratkę. Podobnie jak
przed rewolucją, tak i dziś rozrzutność to
hasło przewodnie tej klasy. Kiedy więc
zamawia w restauracji makaron, to nie
bolognese. Obowiązkowo trzeba wziąć
makaron z truflami "po 30 dolarów za
gram". Zimowe urlopy spędza w Cortinie,
gdzie tydzień wypoczynku kosztuje
20 tysięcy dolarów. Na porządne zakupy
jeździ do Paryża, Londynu czy Nowego
Jorku. Regularnie funduje sobie drobne
zabiegi upiększające w postaci odsysania
tłuszczu czy zmiany kształtu nosa.
Za wszystko oczywiście płaci mąż.
Rublowskie kobiety kochają prezenty
U kobiet z Rublowki mężczyzna, który
nie wesprze swoich propozycji hojnymi
podarunkami, ma niewielkie szanse.
Oczywiście jest i druga strona medalu.
Na bogatego męża trzeba najpierw zastawić
odpowiednie sidła. W World Class
Fitness na Żukowce podobno nie brak
manikiurzystek i fryzjerek, które oszczędzają
na drogi abonament w nadziei, że
rozkochają tam w sobie majętnego oligarchę.
Określenie "żony rublowskie" funkcjonuje
już w całej Rosji i to nie tylko za
sprawą Oksany Robski. Inne określenie
to "sodierżanka". Ma podobno znacznie
gorsze konotacje, niż funkcjonujące w języku
polskim słowo "utrzymanka".
Książka Robski oburzyła wielu jako jednostronny
i niesprawiedliwy obraz Rublowki.
Na tych zachodnich przedmieściach
Moskwy ostatnio bowiem coraz
więcej się zmienia. Rozrzutność nie jest
już tak modna jak kiedyś i nie chodzi tu
tylko o finansowy kryzys. Teraz w dobrym
tonie jest na Rublowce prowadzić
działalność charytatywną. Majętni Rosjanie
zakładają więc sierocińce lub budują
cerkiew. Czyżby pieniądze przestały
im wystarczać do szczęścia?