ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

Na diamentowym szlaku

W RPA znajduje się jedna dziesiąta kwitnących roślin świata. Jest tutaj więcej gatunków zwierząt niż w Europie i Azji razem wziętych. W mieście Paarl mieści się największa na świecie, 22-hektarowa piwnica, pełna wykwintnych win południowoafrykańskich

Tekst Małgorzata Musiał-Brzozowska AFRICAline

RPA

W tym kraju znaleziono w 1905 roku jak dotąd największy diament świata. Czy to nie wystarczające powody, by odwiedzić to najbardziej południowe i fascynujące państwo Afryki?

Na początku była nadzieja

Dzieje człowieka na południowym krańcu Afryki mają początek dziesiątki tysięcy lat temu, wraz z pojawieniem się plemion epoki kamienia łupanego. Ich następcami były szczepy śniadych ludzi Khoisan, prowadzące tryb życia zbieraczo- łowiecki. Jednak jedynymi śladami ich bytności na tym terenie są dziś wspaniałe malowidła na ścianach jaskiń ukrytych w masywie górskim Cedarberg. Dla reszty świata ta część kontynentu odkryta została dopiero przez Portugalczyków, którzy uporczywie poszukiwali morskiego szlaku do Indii i najcenniejszego towaru wieków średnich - przypraw.

W 1487 roku Bartholomeu Dias okrążył przylądek, nadając mu pierwotnie nazwę Cabo das Tormentas, czyli Przylądek Burz. Ostateczną nazwę - Cabo da Boa Esperanca, czyli właśnie przylądek Dobrej Nadziei - nadał zaś Jan II, król Portugalii, gdyż było to miejsce, które według niego dawało nadzieję dotarcia na Daleki Wschód. Portugalczycy nie upatrywali korzyści w kolonizacji tych ziem. Przylądek, w ich przekonaniu, nie mógł zaoferować wiele więcej niż uzupełnienie słodkiej wody, a próby handlu z dzikimi plemionami Khoisanów często kończyły się aktami przemocy. Poza tym wybrzeże, mgły i częste w tej okolicy sztormy stanowiły poważne zagrożenie dla słabych konstrukcji ówczesnych statków. Pod koniec XVI wieku angielscy i holenderscy kupcy zaczęli rywalizować z Portugalczykami, a Przylądek stał się regularnym przystankiem dla dręczonych przez szkorbut marynarzy.

W 1647 roku holenderski statek Dutch East Indiaman rozbił się w Zatoce Stołowej (Table Bay). Jego ocalała załoga zbudowała fort u stóp Góry Stołowej i przebywała tam przez rok, zanim nadeszła pomoc z Holandii. Ten wypadek był początkiem pomysłu na stałe osadnictwo w okolicach Przylądka. Zarząd firmy Dutch East India Company, prowadzącej wymianę handlową z Indiami, zdecydował się stworzyć tu bezpieczną bazę, w której statki mogłyby zatrzymywać się w celu uzupełnienia zapasów mięsa, owoców i jarzyn przed podróżą na Daleki Wschód.

Kraina winem płynąca

Organizatorem pierwszej kolonii, zwanej Kaapstadt, został Jan Van Riebeeck. Przywiózł on w swoich bagażach również sadzonki winorośli znad Renu. Sprzyjający klimat, duża liczba dni słonecznych w roku oraz życiodajna rzeka Oranje (Orange River), pomogły w powstaniu wielu winnic i sadów, między innymi w okolicach Keimos i Kakamas.

W ten oto sposób już w roku 1659 powstało pierwsze wino z kapsztadzkich winogron. W 1684 Simon van der Stel, gubernator Kapsztadu, założył najsławniejszą winnicę, Groot Constantia, z której pochodziło wyborne wino deserowe, przynoszące chlubę regionowi. Jego wielkimi amatorami byli między innymi Napoleon i Bismarck. Prawdziwy rozwój plantacji winiarskich nastąpił jednak dzięki wypędzonym z Francji Hugenotom, którzy osiedlili się w Afryce pod koniec XVII wieku. Trzy wieki później RPA stała się wielkim producentem win. Wraz z wyborem prezydenta Nelsona Mandeli w 1994 roku i obaleniem apartheidu kilka lat wcześniej, Afryka Południowa zaczęła emanować pozytywną energią i nowymi nadziejami na rozwój. Okazało się, że przyszłość RPA to przemysł winiarski, który znajduje się w stanie nienotowanego nigdy dotąd rozkwitu.

Na przestrzeni ostatnich 12 lat przemysł winiarski w RPA zrobił największy postęp w porównaniu z innymi krajami świata. Spożycie krajowe jest jednak zadziwiająco niskie: 11 litrów rocznie na mieszkańca! Bardzo wysokie za to jest, o dziwo, spożycie mocnych trunków - whisky, wódki i ginu. Dlatego status narodowego drinka ma wcale nie kieliszek wytrawnego Shiraza z winnicy w Paarl, a niezwykle popularny koktajl z czystej, mocnej wódki, miodu i wisienek maraschino, o wiele mówiącej nazwie Moyo Muddle, czyli w wolnym tłumaczeniu "bałagan". Być może to uwielbienie mocnych drinków wzięło się jeszcze z czasów, kiedy Kapsztad słynął jako Tawerna Mórz (Tavern of the Seas), w której chętnie zatrzymywał się każdy żądny wrażeń żeglarz, korsarz czy kupiec podróżujący między Europą a Wschodem (włączając Australię). Zdaniem wielu Afrykanerów, szklaneczka whisky wieczorem najlepiej zabezpiecza przed malarią i innymi chorobami tropików...

Do wina najlepszy biltong

W dzisiejszej Republice Południowej Afryki można skosztować specjałów z najróżniejszych zakątków świata. Trudno jednak doszukać się tu potraw typowych dla rdzennej ludności. Współczesne menu RPA stworzyli imigranci, tj. Europejczycy, Hindusi i Malajowie. Biali mieszkańcy tego kraju, z pochodzenia głównie Holendrzy i Anglicy, przynieśli ze sobą tradycje pochodzące z Europy, w tym również kuchnię śródziemnomorską.

We wszystkich większych miastach można spotkać lokale serwujące owoce morza, potrawy francuskie, pizze, kebaby i amerykańskie hot-dogi. W rejonie Kapsztadu warto też skosztować potraw malajskich i hinduskich (np. biryani - ryż zapiekany z soczewicą i jagnięciną lub kurczakiem, przyprawiony suszoną kolendrą), w Kwa Zulu-Natalu jada się raczej hinduskie curry (przyrządzane z jagnięciny, kurczaka, wołowiny, rzadziej krabów i warzyw). W całym kraju popularne są owoce morza - homary, krewetki, mule, ostrygi i rozmaite ryby z Atlantyku i Oceanu Indyjskiego. Szczególną specjalnością jest braai - owoce morza z rusztu. Bardzo gorący klimat wymusił w RPA specyficzny sposób przechowywania żywności, który stał się w zasadzie tradycją kulinarną. I tak np. mięso soli się, przyprawia i suszy tak, aby się nie zepsuło. Tak przyrządzone mięso stało się bardzo popularną potrawą zwaną biltong, którą można dostać praktycznie wszędzie. Początkowo był to tylko sposób konserwowania, potem przerodził się w samodzielne danie przyrządzane z różnych rodzajów mięs. Podobnie powstały takie narodowe smakołyki, jak droewors, czyli sucha kiełbasa, i bokkoms, czyli solona ryba.

Do tradycyjnych lokalnych produktów należą też rooibos - świetna i bardzo zdrowa ziołowa herbata, oraz chutney - owocowo-pikantne powidła do mięs i ryb. Choć główne plemiona afrykańskie zamieszkujące tereny RPA to Bantu, w sztuce kulinarnej dominują jednak tradycje malajskie, które, zgodnie z religią muzułmańską, wykluczają używanie w kuchni wieprzowiny i alkoholu. Dlatego też sporą popularnością cieszą się dania wegetariańskie, np. samosas - pierożki smażone w głębokim tłuszczu, lub chilli bites - smażone w głębokim tłuszczu kulki ciasta przyprawione papryczkami chilli.

A na deser już tylko diamenty

Historia diamentów w RPA rozpoczyna się w roku 1866, gdy farmer Schalk van Niekerk zauważył w rękach piętnastoletniego chłopca z sąsiedztwa błyszczący kamyczek. Chciał kupić od niego ten kamień, ale matka chłopca wstydziła się przyjąć jakiekolwiek pieniądze za zwyczajny kamyk i po prostu go Niekerkowi dała. Błyskotka wielokrotnie zmieniała właściciela, aż w końcu w rękach specjalisty okazała się być... 21-karatowym diamentem.

Nazwano go Eureka i jest dzi siaj wystawiony jako eksponat w muzeum w Kimberly. Minęły 2 lata i o znalezisku niemalże zapomniano. W roku 1869 pasterz przyniósł van Niekerkowi piękny diament o wadze 83,5 karata. Ten kupił go za stado owiec i konie, a następnie sprzedał za 11 200 funtów. Diament nazwano Gwiazdą Afryki Południowej, zaś sam farmer rozpętał diamentową gorączkę, podobną trochę do gorączki złota w Kalifornii.

Efektem była wojna domowa na przełomie XIX i XX wieku pomiędzy farmerami i kopaczami diamentów, w historii znana jako wojna burska (od Boer - co było popularnym imieniem południowoafrykańskich farmerów). Jeszcze przed jej wybuchem zostały odkryte bogate złoża diamentonośnych kimberlitów, które do dziś stanowią główne źródło dochodu narodowego RPA i dają krajowi zasłużone miejsce w pierwszej piątce największych producentów diamentowych świata. W południowoafrykańskich kopalniach znaleziono też największy jak dotąd surowy diament - w 1905 roku w kopalni Premier w RPA odszukano kamień ważący 3,106 karatów. Nazwano go Cullinan -The Great Star of Africa, na cześć Sir Thomasa Cullinana, który otworzył i prowadził tę kopalnię.

U potomków Czarnego Napoleona

Nie sposób, będąc w RPA, zaprzepaścić okazji dotarcia do jednej z wiosek Zulusów - jednego z najbardziej walecznych plemion Afryki, należącego do grupy etnicznej Bantu, stanowiącej 75% społeczeństwa RPA. Pod względem bitności dorównywali im chyba tylko Masajowie.

Historia Zulusów, a zwłaszcza jej XIXwieczna część, została spopularyzowana dzięki telewizyjnemu serialowi "Zulus Czaka". Wioski zbudowane do produkcji tego filmu zostały co prawda spalone w końcowej sekwencji obrazu, ale część chat pozostawiono, tworząc swoisty skansen w okolicach Durbanu, na północ od Johannesburga, dostępny dziś dla każdego. Czarnoskóre ludy Bantu dotarły na teren obecnego RPA stosunkowo późno - w XVII i XVIII wieku - tworząc kilka państw, wśród których największą sławę zyskało plemię Nguni. Nguni, z racji doskonale rozwiniętej wojskowej administracji, skonsolidowało się jako naród Zulu i pod wodzą króla Shaka, zwanego przez Burów Czarnym Napoleonem, rozpoczęło ostrą ekspansję, wzbudzając terror i etniczny chaos w całej południowej Afryce. Tylko dwa inne plemiona Bantu - Sutu i Suazi - oparły się najeźdźcom, tworząc istniejące do dzisiaj niepodlegle państwa Suaziland i Lesotho. Dziś waleczność ludu zuluskiego pozostaje raczej już w sferze legend plemiennych i rytuałów, ale wizyta w jednej z zachowanych wiosek daje doskonały wgląd w niezwykle bogatą kulturę i zwyczaje Zulusów.

Dla miłośników Wielkiej Piątki

RPA to zdecydowanie nie tylko marzenie dla wielbicieli wina, drogocennych kamieni i niezwykłej kultury plemiennej. To również wspaniały kraj na bliskie spotkania z dzikimi zwierzętami i pięknym światem natury. Nie ma w RPA lepszego miejsca do takich obserwacji niż Narodowy Park Krugera - największy park w Afryce Południowej. Został założony w 1898 roku przez ówczesnego Prezydenta RPA, Paula Krugera. Początkowo był to rezerwat Sabie, obejmujący tereny pomiędzy rzekami Sabie i Krokodile. Był to teren myśliwski, pozostający pod ochroną władz. W 1926 roku doszło do połączenia Sabie z sąsiednim rezerwatem Shingwedzi i wieloma prywatnymi farmami. Tak powstał Narodowy Park Krugera. Został on udostępniony turystom rok później i stał się ważnym ośrodkiem badań naukowych i ochrony przyrody, a także największą atrakcją dla miłośników zwierząt. Po niedawnym przyłączeniu Gonarezhou National Park w Zimbabwe i Limpopo National Park w Mozambiku, ma on powierzchnię ponad 2 milionów hektarów i jest większy niż Lesotho. W parku można doświadczyć wspaniałej jazdy po afrykańskich bezdrożach, no i zobaczyć prawie wszystkie afrykańskie zwierzęta. Szerokość Parku to przeciętnie 65 km, a długość wynosi 350 km. Większość obszaru stanowią równiny i łagodne pagórki, jedynie na wschodzie, przy granicy z Mozambikiem, znajduje się pasmo gór Lebombo.

Park Krugera posiada więcej gatunków flory i fauny niż jakikolwiek inny park w Afryce Południowej. Jest tam ok. 336 gatunków drzew, 49 gatunków ryb, 34 gatunki płazów, 114 gatunków gadów, 507 gatunków ptaków i 140 ssaków. Wśród nich jest ok. 8000 słoni i 600 białych nosorożców. W gęstych lasach rosną akacje, figowce oraz pięknie kwitnące, czerwono-pomarańczowe drzewa koralowe. Na pozostałych terenach znajdują się rozległe trawiaste połacie, na których wyrastają cierniste akacje, leadwood i drzewa marula. W północnej części parku jest najwięcej opadów, dlatego panuje tam bardziej zróżnicowana roślinność. Jest tam wiele baobabów i liczne skupiska zwierząt. Park Krugera daje niepowtarzalną okazję do obserwacji zwierząt w ich naturalnym środowisku. Miejsce to nigdy nie było zmieniane przez człowieka, dlatego demonstruje nam prawdziwą Afrykę.


ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy