Kalendarza Lavazzy na 2012 rok nie zdobią oblicza pięknych kobiet. Modelka Valerie van der Graaf pojawia się wyłącznie na pierwszej i ostatniej stronie okładki. Tym razem słynni fotografowie, którzy współpracowali przy poprzednich wydaniach kalendarza, podjęli wyzwanie, by skierować obiektyw aparatu na siebie. W ten sposób powstały artystyczne autoportrety z nutką refleksji i, oczywiście, filiżanką Lavazzy w tle.
- Każdą z fotografii w skończoną całość zamyka filiżanka doskonałej, aromatycznej kawy. Kiedy patrzymy na zdjęcia, gdzieś tuż obok czujemy jej aromat. Tak naturalny, jak wiatr i słońce - mówi Sylwia Mokrysz z zarządu Mokate SA, które od stycznia 2011 roku jest autoryzowanym przedstawicielem Lavazzy w Polsce.
12 miesięcy, 12 osobowości i 12 fotograficznych etiud. Każda niezwykła, ponieważ słowo "autoportret" jest tylko wywoławcze. Każdy z legendarnych fotografów wykorzystał okazję, by przedstawić własną opowieść. Jeden kadr, który żyje własnym życiem. Przekazuje indywidualną, niepowtarzalną treść, łączącą się z osobą każdego artysty. Patrzymy na fotografa z nowej perspektywy, jego własnymi oczyma. Przedstawia nam swoją wizję siebie - niektórzy są myślicielami pogrążonymi w zadumie, inni kpiąco przymrużają oko, jeszcze inni stawiają na chłodny profesjonalizm. Nie zmienia się tylko jedno - inspiracją pozostaje espresso Lavazza.
Stawkę otwiera Erwin Olaf, holenderski innowator, laureat Srebrnego Lwa w Cannes i twórca kampanii reklamowych marek Diesel i Heineken. Jego wizja to poranna refleksja z filiżanką kawy nad naturą własnej pracy. "Przepadam za tym, co światło tworzy na ciele w atelier" wyjaśnia swoją koncepcję artysta.
Luty należy do Thierry'ego Le Goues, francuskiego fotografa, współpracującego z największymi czasopismami o modzie, m.in. "Vogue" i "Glamour". Dla niego głęboka czerń espresso Lavazza jest kwintesencją szczerości i czystości. Tego szuka w swojej pracy i w swoich modelach.
Brytyjczyk Miles Aldridge w marcowej odsłonie pokazuje rzeczywistość swojego atelier, analizowanie i segmentowanie każdej chwili i każdego kadru. Określa to jednym słowem: "refleksja".
Włoch Marino Parisotto, który karierę zaczął późno, ale ze spektakularnymi efektami - ma na koncie współpracę z takimi markami, jak Givenchy, Armani czy Baccarat - postanowił skorzystać z okazji, by stać się prawdziwym bohaterem swojego zdjęcia. Zazwyczaj daje się uwodzić, na tę wyjątkową okazję sam stał się uwodzicielem.
Majowa inspiracja Eugenio Recuenco to próba pokazania zetknięcia dwóch kultur: hiszpańskiej i włoskiej, za sprawą konfrontacji dwóch legend, Don Kichota i kawy Lavazza.
Kosmopolita Elliott Erwitt, z pochodzenia Rosjanin, urodzony w Paryżu, wychowany w Mediolanie i obecnie osiadły w USA, producent filmowy i autor specjalistycznych książek, postawił na humor. Jego czerwcowy autoportret przedstawia fotografa z twarzą ukrytą w torebce po cukrze.
Zabawić się z konwencją postanowił również Finlay MacKay. Zdjęcie nosi wszelkie znamiona jego niezwykłego stylu, będącego mariażem sztuki ulicy i komiksu z klasycznym malarstwem, i jest hołdem dla buldoga Franka MacKaya, najlepszego przyjaciela artysty.
Z kolei Mark Seliger, niegdyś naczelny fotograf "Rolling Stone", obecnie współpracujący m.in. z "Vogue" i "Vanity Fair", prowadzi widza naprzeciw 150-letniej ściany starego szybu windowego, który służy jako klatka schodowa i jako scena, w której Seliger umieszcza swoje zdjęcia.
Pierwszą z dwóch kobiet w tym gronie jest opiekująca się odsłoną wrześniową legendarna Annie Leibovitz. Jej zdjęcie symbolizuje chwile wytchnienia, ucieczki, momenty, które ma dla siebie. Jest ich zaskakująco wiele, bo - chociaż życie spędza w podróżach i rozjazdach - wytchnienie znajduje zawsze wtedy, gdy bierze do ręki aparat.
Szkot Albert Watson sportretował intymność spotkań ze swoją muzą, tancerką wodewilową. "Spotykamy się przy Gansevoort 69. Co wieczór. Kończy występ i przychodzi. Ja już czekam na nią" - mówi artysta. Na zdjęciu widzimy dwie osoby pogrążone w cichej rozmowie, schylone ku sobie głowami.
Listopadowa praca Davida LaChappelle'a, niegdyś odkrytego przez Andy'ego Warhola, to prawdziwy hołd złożony kawie Lavazza. Aromatyczne espresso - jak twierdzi sam fotograf - wyrywa go z depresji, ustawia na właściwym torze, od samego rana umieszczając w pozycji bohatera prywatnego raju.
Stawkę zamyka Ellen von Unwerth. Od jej grudniowego autoportretu, którego centralnym punktem jest ogromny tort, bije radością życia i zaraźliwym optymizmem. Jak mówi sama artystka - to tort okolicznościowy. Z najlepszymi życzeniami na dwudzieste urodziny kalendarza Lavazza.