Najczęściej używane słowo
w kuchni?
Karol Okrasa: Proszę
(śmiech). Ale w różnych
tonacjach. Od tej najlżejszej, potem mocniej,
a następnie "proszę po raz ostatni".
Justyna Kopińska: Dlaczego kucharz?
Karol Okrasa: Jednych trzyma przy życiu
idea posilenia się, innych zaspokojenia
głodu fizycznego. Dla mnie gotowanie to
element składowy całego życia. Nie tylko
zaspokojenie głodu, ale też uczta dla
ducha. Gotowanie to jedna z najpiękniejszych
rzeczy, jaką sobie wyobrażam
w życiu. Każdy z nas przejawia miłość
do jedzenia, nawet jeśli nie lubi gotować.
Nie znam człowieka, który nie ma swojej
ulubionej potrawy - wszyscy jesteśmy
naznaczeni kulinariami.
J.K.: W Bristolu został Pan najmłodszym
szefem kuchni?
K.O.: Zupełnie mimochodem. Chciałem
zarobić na siebie i rodzinę. Najlepiej
od razu dużo, aby starczyło na studia
i stancję. Odrzucałem wolność studencką
i improwizowanie, pracowałem
i w pewnym sensie inwestowałem w siebie.
Wyznaczyłem cele, ale nie myślałem:
"Jak nie dostanę w tym roku awansu, to
będzie porażka". Kiedy zaproponowano
mi pracę w hotelu Bristol, uwierzyłem,
że warto inwestować swój czas i kiedyś
się to opłaci. Tak się stało. Awans na szefa
kuchni był wisienką na torcie.
J.K.: Platter to autorska restauracja
w warszawskim hotelu InterContinental.
K.O.: .to jest pionierski pomysł na
skalę ogólnopolską. Duże ryzyko, zarówno
ze strony hotelu, jak i mojej. Ale
zawsze lubiłem realizować projekty niestandardowe.
Platter daje mi kolejnego
kopa w życiu, mobilizację do rozwoju.
Tego potrzebuję.
Wszyscy mają awersję do korzystania z
hotelowych restauracji. Ale warto przełamywać
bariery i standardy w Polsce,
zwłaszcza idąc z nurtem światowego rozwoju
kulinariów.
J.K.: A własna restauracja?
K.O.: Kiedy zrezygnowałem z pracy
w Bristolu, byłem pod presją, żeby otworzyć
coś własnego. Byłem bliski, żeby
zaspokoić chore ambicje środowiska. Na
szczęście te pomysły upadły i przyszedł
moment, gdy mogłem zrobić to spokojnie,
bez szumu. Szukałem właściwych dla
siebie rzeczy. Nie chcę, żeby Platter był
restauracją fine dining Karola Okrasy -
zależy mi, żeby miejsce po prostu żyło.
J.K.: Co świadczy o sile szefa kuchni?
K.O.: Jego zespół. To dowód na jego
umiejętności, metody zarządzania,
kunszt kulinarny, sposób rozmowy. Sam
szef kuchni nie jest w stanie nic zrobić
w restauracji. Staje się kimś poprzez
silny zespół. Zawsze dbam o swoich ludzi.
Przez zespół rozumiem też umiejętności
innych szefów kuchni, mamy wielu
doskonałych kucharzy, a niewielu świetnych
szefów kuchni.
J.K.: A kobieta jako szef kuchni?
K.O.: Bożenka Sikoń w hotelu Jan III
Sobieski. Nie znam wielu nazwisk, ale
to jest niekwestionowana cukiernicza
gwiazda.
J.K.: I.?
K.O.: (pauza) Nie chcę, aby to zabrzmiało
szowinistycznie, ale kuchnia to
ciężka praca. Odwiedzam miejsca, gdzie
kuchnią zarządzają kobiety, ale niewiele
takich, w których kobieta faktycznie pracuje
z zespołem. Gotowanie nie ma nic
wspólnego z tym, co widzimy na szklanym ekranie. To praca w wysokich i niskich
temperaturach, ciągłe bieganie po
kuchni, noszenie garów, patelni, parzenie
się, obcinanie sobie czegoś. To ciężka
fizyczna praca, poza całą przyjemnością,
którą się z niej czerpie - daj Boże,
bo wtedy jest lżej. To orka i nie jest kobietom
łatwo. Nie chcę przez to powiedzieć,
że nie jest to praca dla kobiet. To
zajęcie bardzo twórcze. Szef kuchni jest
nie tylko osobą, która gotuje, ale także
zarządza, motywuje, układa, sprawdza
i w tych aspektach kobiety doskonale sobie
radzą. Ale szacunek dla pań, które
przy tym wszystkim aktywnie gotują ze
swoim zespołem: to przejaw dużej siły
woli.
J.K.: Jakie są wady zawodu kucharza?
K.O.: Brak czasu na cokolwiek. Wymagam
od siebie poświęcenia się w pracy.
J.K.: A jakiej postawy wymaga Pan od
innych?
K.O.: Postaram się odpowiedzieć szczerze.
Wymagam poświęcenia. Nie rozumiem
sytuacji, w której ktoś pracuje
i traktuje przedmiotowo to, co robi.
Wkładam w moją pracę serce i tego samego
wymagam od innych. Tak też traktuję
życie prywatne. Jeśli mam przyjaciół
- to serdecznych, którzy potrafią się poświęcić
naszej znajomości.
J.K.: Istnieje różnica w sposobie postrzegania
zawodu kucharza w Polsce
i na świecie?
K.O.: To się powoli zmienia, choć jeszcze
dwa lata temu było dramatycznie. Dziś
właściciele restauracji zaczynają dostrzegać
pozycję szefa kuchni i kucharza jako
kluczową w prowadzeniu biznesu gastronomicznego.
Goście przede wszystkim
przychodzą po jedzenie, a nie do ładnego
wnętrza. To kucharz jest gospodarzem.
Klienci rozumieją to lepiej niż właściciele.
Więcej wymagają. Szef kuchni nie
jest już dziś zamknięty na zapleczu, bo
ludzie chcą z nim rozmawiać.
Mamy jeszcze sporo do udowodnienia.
Na świecie szefowie kuchni to prawdziwe
gwiazdy. Ja jestem tylko osobą rozpoznawalną,
a Gary Rhodes czy Jamie Oliver
to gwiazdy, które potrafiły się wykreować.
J.K.: Który okres historyczny w polskiej
kuchni najbardziej inspiruje?
K.O.: Dwudziestolecie międzywojenne.
Interesuje mnie kuchnia bogata aromatycznie.
Paleta barw, smaków z tego
czasu jest naprawdę niesamowita. Kiedy
czyta się ówczesne książki i przepisy to
aż czuć, jak ta kuchnia pachniała. Zapomnieliśmy
o tym po wojnie, trochę się
cofnęliśmy i teraz staramy się nadrobić.
Dwudziestolecie międzywojenne to czas
kuchni bardzo eleganckiej, wytwornej,
ładnie podawanej.
J.K.: Miejsca z dobrą kuchnią?
K.O.: Uwielbiam kuchnię śródziemnomorską,
lubię ją też przyrządzać. Ale
w duszy gra mi Maroko, które uważam
za istny raj. Tam wszystko pachnie, na
Placu Straceńców w Marrakeszu czuję się
jak ryba w wodzie. Maroko to też targi
z niesamowitą paletą oliwek, ziół i przypraw.
Małe piekarnie, których nie widać
i tylko tubylcy wiedzą, gdzie kupić dobre
pieczywo. Tam chętnie wracam.
J.K.: Jaki jest dobry sposób na promocję?
K.O.: Festiwale i programy kulinarne,
ale zwłaszcza sposób prezentacji konkretnych
produktów w restauracjach. Dobry
kucharz może wypromować wszystko.
J.K.: Czy istnieją mody w gotowaniu?
K.O.: Oczywiście. Moda na kuchnię japońską,
fusion, molekularną. Mody się
przewijają i dlatego myślę, że to zawód
w pewnym sensie twórczy, którym można
się bawić. Teraz wchodzi moda na kuchnię
staropolską i bardzo się z tego cieszę.
J.K.: Do jakiej restauracji zaprosiłby
Pan Meryl Streep i Ala Pacino?
K.O.: Meryl Streep do Pawła Oszczyka
z restauracji hotelu La Regina. Paweł potrafi
pokazać kuchnię polską w zupełnie
inny sposób. Nie jest siermiężna i syta,
a bardziej skupiona na aromatach. Meryl
Streep byłaby urzeczona. A Ala Pacino
- do Mety. Prawdziwa galaretka, nóżki,
tatar, szklanka i koszyczek; wspomnienie
o PRL, musiałby to zobaczyć.
J.K.: Idealna kolacja?
K.O.: Kiedyś na lekcji polskiego puszczono
nam film "Uczta Babette". Do
dzisiaj pamiętam te przepiórki na postumentach.
Chciałbym spotkać właśnie
taką osobę, która jest prawdziwym
smakoszem. Porozmawiać o tym, co było
ważne dla ludzi kiedyś. Najlepiej przenieść
się w czasie. A ze współczesnych
ludzi - Gary Rhodes, który prezentuje
znakomitą technikę kulinarną. Zrównoważony
człowiek, który dba o detale.
Chętnie bym dla niego ugotował i wysłuchał
krytyki.
J.K.: Babette po latach wróciła do gotowania.
Czy wyobraża sobie Pan być
kimś innym niż kucharzem?
K.O.: Teraz już nie. Nic innego nie potrafię.
Pewnie nauczyłbym się czegoś, ale
lubię się bawić i właśnie to robię gotując
w pracy.
Karol Okrasa - polski kucharz, prowadzący kulinarny program telewizyjny
"Gotuj z Okrasą". Jeden z założycieli Fundacji Klubu Szefów Kuchni propagującej
kulturę stołu w Polsce i na świecie. Pracował jako szef kuchni w hotelu
Bristol. Obecnie prowadzi restaurację Platter w warszawskim hotelu InterContinental.
Kuchnia Okrasy jest nowoczesna i jednocześnie nawiązuje do najlepszych
tradycji kuchni polskiej.