Postanowiliśmy sprawdzić, jak
naprawdę wygląda "squashowa"
inicjacja. W ekskluzywnym
klubie tenisowym Sinnet
w Warszawie można zagrać na profesjonalnych
kortach systemu ASB, akredytowanych
przez WSF (Światową Federację
Squasha). Najpierw słowo ostrzeżenia:
sport ten jest kontuzjogenny - ograniczona
przestrzeń i szybko latająca piłka
mogą być niebezpieczne, jeśli nie zachowa
się ostrożności.
Początek gry
W podstawy gry wprowadza w Sinnecie
Maciej Sikorski, trener hobbysta, specjalista
od PR, aktualnie trzynasta rakieta
w Polsce. Po krótkiej rozgrzewce można
rozpocząć ćwiczenia, wystarczy kilka najprostszych,
by ciało zapamiętało pierwsze
ruchy, a piłka zaczęła latać mniej więcej
tam, gdzie chce się ją posłać. Można zaczynać
grę. Już po kilku pierwszych odbiciach
i przegranych punktach podstawowe
zasady squashowych strategii same
zaczynają rysować się w głowie. Żeby je
wykonać, trzeba jednak biegać, uderzać
mocno i jeszcze raz biegać. Kilka minut
meczu wystarczy, by poczuć skrajne wyczerpanie,
ale sport ten jest na tyle wciągający,
że mimo bólu i zadyszki po prostu
chce się biegać dalej. Szybko również
widać postępy we własnej grze i to chyba
jest w squashu czynnikiem, który tak
uzależnia świeżych adeptów. Trener Sikorski
twierdzi, że nawet przeciętnie utalentowany
ruchowo człowiek może, po
kilku latach porządnego treningu, z powodzeniem
startować w ogólnopolskich
zawodach. Tego nie da się znaleźć w żadnym
innym sporcie.
Również zaplecze klubów squashowych
nie pozostawia wiele do życzenia: luksusowe
szatnie, prysznice, sauna i restauracja
to absolutny standard. Niestety
w Polsce jest dziś jedynie około pół setki
klubów posiadających korty do tego bardzo
już na świecie popularnego sportu.
Poważna rozmowa w cztery oczy
Squash to sport biznesmenów, maklerów
i managerów. Zagadnięci o pierwsze
spotkanie ze squashem, opowiadają
jedną historię: po pracy koledzy namawiali,
aż wreszcie udało im się przełamać
opór przed nowością, inicjacyjna wizyta
w klubie i. miłość od pierwszego zmęczenia.
Zakwasy i ból mięśni następnego
dnia nie mają znaczenia w porównaniu
z poczuciem odprężenia, jakie daje ten
sport. "Wyżycie się na korcie to taki zawór
bezpieczeństwa, pozwala wypuścić
nadmiar pary, stresu" - fizyczne zmęczenie
daje nerwom i umysłowi szansę
na prawdziwy odpoczynek. W squashu
człowiek cały czas znajduje się w ruchu,
na przemyślenie uderzenia muszą mu wystarczyć
ułamki sekund, nie ma tu również
znanych z tenisa chwil odpoczynku,
oczekiwania na serw czy zbierania piłek.
Gra jest niezwykle szybka. To właśnie
w dynamice tkwi jej piękno - wymaga
pokonywania własnych barier kilka razy
na minutę, co daje prawdziwie uzależniającą
satysfakcję. Jedną z największych zalet
tego sportu jest również fakt, że mecze
można rozgrywać już od pierwszej
wizyty w klatce, a kilka lekcji z trenerem
- poznanie podstaw techniki i kilku prostych
sztuczek - wystarczy, by dogonić
bardziej doświadczonych znajomych. Bo
squash to gra bardzo towarzyska, po secie,
dwóch, trzech po prostu trzeba odetchnąć,
a dyskretna atmosfera zamkniętej
celi sprzyja rozmowom. Od wieków
interesy załatwiano przy okazji rozmaitych
gier, aura sportu zawsze im służyła.
Gabinety ze stolikami do wista, pola
golfowe czy korty tenisowe i dziś rozbrzmiewają
gwarem negocjacji oraz poważnych
rozmów, utrzymanych w tonie
nieco szczerszym, niż pozwala na to codzienna
biurowa etykieta. Klatki do squasha
są skazane na ten sam los. Szczególnie
że dwóch ludzi biznesu może się tam
spotkać naprawdę "oko w oko" i zmierzyć
swoje siły również na nieco odmiennej
płaszczyźnie.
Z więzienia na Wall Street
Do gry w squasha wystarczy zamykana
ścianka z pleksiglasu, rakieta i gumowa
piłeczka, która uderzając w ścianę zgniata
się (stąd nazwa gry, " squash" - zgniatać,
miażdżyć). Korzeni squasha można szukać
już w XVII-wiecznej Francji - "grą
w piłkę" zabawiał się wtedy m.in. Ludwik
XIV. Swoją dojrzałą formę squash uzyskał
jednak w XIX-wiecznej Anglii, kiedy
panowie i młodzieńcy z dobrych domów,
osadzeni za długi w więzieniu, postanowili
zabijać nudę odbijając piłkę od ścian
wąskiego spacerniaka. Grę tę podpatrzyli
chłopcy z elitarnych szkół i udoskonalili.
To oni właśnie odkryli, że staje się dużo
ciekawsza, jeśli piłkę przedziurawi się
w ten sposób, by w zetknięciu ze ścianą
uległa zgnieceniu. Już w 1864 roku wykładowcy
najlepszych internatów, takich
jak Eton czy Harrow, uznali, że tę zabawę
warto popierać i zmienić ją w oficjalny
sport. Zaczęły powstawać pierwsze korty.
W starym świecie squash był zawsze dyscypliną
elitarną, domeną szlachty i bogatych
kupców - tylko oni mogli sobie
pozwolić na budowę kortów. Inaczej
rzecz się miała w koloniach. W rozsianych
po całym świecie garnizonach żołnierze
Jej Królewskiej Mości zarażali się
pasją do gry od swoich oficerów i przekazywali
ją tubylczej ludności - pierwszy
kort w Australii został zbudowany już
u zarania XX wieku, a absolutnych czempionów
squasha wydawały i wydają do
dziś kraje takie jak Pakistan czy Egipt.
W USA, wraz z gospodarczym boomem
pokolenia yuppie, squash przeżył prawdziwy
rozkwit. Wielogodzinna, stresująca
praca zawodowa rodziła potrzebę
sportu, który nie zajmował wiele czasu,
pozwalał odreagować, a urządzenia do
niego mogły być ulokowane w finansowym
city. "Więzienna gra" doskonale
spełniała te wymagania - wymyślona, by
zabijać czas, stała się sposobem na jego
oszczędzanie.