ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

Pasja w klatce

Squash to gra więzienna. Wymyślona, by zabijać czas, stała się sposobem na jego oszczędzanie. Swoją dojrzałą formę squash uzyskał jednak w XIX-wiecznej Anglii, kiedy panowie i młodzieńcy z dobrych domów, osadzeni za długi w więzieniu, postanowili zabijać nudę odbijając piłkę od ścian wąskiego spacerniaka.

Tekst Maciej Krawczyk fot. Maciej Liese

Moja pasja squash Pasja w klatce

Postanowiliśmy sprawdzić, jak naprawdę wygląda "squashowa" inicjacja. W ekskluzywnym klubie tenisowym Sinnet w Warszawie można zagrać na profesjonalnych kortach systemu ASB, akredytowanych przez WSF (Światową Federację Squasha). Najpierw słowo ostrzeżenia: sport ten jest kontuzjogenny - ograniczona przestrzeń i szybko latająca piłka mogą być niebezpieczne, jeśli nie zachowa się ostrożności.

Początek gry

W podstawy gry wprowadza w Sinnecie Maciej Sikorski, trener hobbysta, specjalista od PR, aktualnie trzynasta rakieta w Polsce. Po krótkiej rozgrzewce można rozpocząć ćwiczenia, wystarczy kilka najprostszych, by ciało zapamiętało pierwsze ruchy, a piłka zaczęła latać mniej więcej tam, gdzie chce się ją posłać. Można zaczynać grę. Już po kilku pierwszych odbiciach i przegranych punktach podstawowe zasady squashowych strategii same zaczynają rysować się w głowie. Żeby je wykonać, trzeba jednak biegać, uderzać mocno i jeszcze raz biegać. Kilka minut meczu wystarczy, by poczuć skrajne wyczerpanie, ale sport ten jest na tyle wciągający, że mimo bólu i zadyszki po prostu chce się biegać dalej. Szybko również widać postępy we własnej grze i to chyba jest w squashu czynnikiem, który tak uzależnia świeżych adeptów. Trener Sikorski twierdzi, że nawet przeciętnie utalentowany ruchowo człowiek może, po kilku latach porządnego treningu, z powodzeniem startować w ogólnopolskich zawodach. Tego nie da się znaleźć w żadnym innym sporcie.

Również zaplecze klubów squashowych nie pozostawia wiele do życzenia: luksusowe szatnie, prysznice, sauna i restauracja to absolutny standard. Niestety w Polsce jest dziś jedynie około pół setki klubów posiadających korty do tego bardzo już na świecie popularnego sportu.

Poważna rozmowa w cztery oczy

Squash to sport biznesmenów, maklerów i managerów. Zagadnięci o pierwsze spotkanie ze squashem, opowiadają jedną historię: po pracy koledzy namawiali, aż wreszcie udało im się przełamać opór przed nowością, inicjacyjna wizyta w klubie i. miłość od pierwszego zmęczenia.

Zakwasy i ból mięśni następnego dnia nie mają znaczenia w porównaniu z poczuciem odprężenia, jakie daje ten sport. "Wyżycie się na korcie to taki zawór bezpieczeństwa, pozwala wypuścić nadmiar pary, stresu" - fizyczne zmęczenie daje nerwom i umysłowi szansę na prawdziwy odpoczynek. W squashu człowiek cały czas znajduje się w ruchu, na przemyślenie uderzenia muszą mu wystarczyć ułamki sekund, nie ma tu również znanych z tenisa chwil odpoczynku, oczekiwania na serw czy zbierania piłek.

Gra jest niezwykle szybka. To właśnie w dynamice tkwi jej piękno - wymaga pokonywania własnych barier kilka razy na minutę, co daje prawdziwie uzależniającą satysfakcję. Jedną z największych zalet tego sportu jest również fakt, że mecze można rozgrywać już od pierwszej wizyty w klatce, a kilka lekcji z trenerem - poznanie podstaw techniki i kilku prostych sztuczek - wystarczy, by dogonić bardziej doświadczonych znajomych. Bo squash to gra bardzo towarzyska, po secie, dwóch, trzech po prostu trzeba odetchnąć, a dyskretna atmosfera zamkniętej celi sprzyja rozmowom. Od wieków interesy załatwiano przy okazji rozmaitych gier, aura sportu zawsze im służyła.

Gabinety ze stolikami do wista, pola golfowe czy korty tenisowe i dziś rozbrzmiewają gwarem negocjacji oraz poważnych rozmów, utrzymanych w tonie nieco szczerszym, niż pozwala na to codzienna biurowa etykieta. Klatki do squasha są skazane na ten sam los. Szczególnie że dwóch ludzi biznesu może się tam spotkać naprawdę "oko w oko" i zmierzyć swoje siły również na nieco odmiennej płaszczyźnie.

Z więzienia na Wall Street

Do gry w squasha wystarczy zamykana ścianka z pleksiglasu, rakieta i gumowa piłeczka, która uderzając w ścianę zgniata się (stąd nazwa gry, " squash" - zgniatać, miażdżyć). Korzeni squasha można szukać już w XVII-wiecznej Francji - "grą w piłkę" zabawiał się wtedy m.in. Ludwik XIV. Swoją dojrzałą formę squash uzyskał jednak w XIX-wiecznej Anglii, kiedy panowie i młodzieńcy z dobrych domów, osadzeni za długi w więzieniu, postanowili zabijać nudę odbijając piłkę od ścian wąskiego spacerniaka. Grę tę podpatrzyli chłopcy z elitarnych szkół i udoskonalili.

To oni właśnie odkryli, że staje się dużo ciekawsza, jeśli piłkę przedziurawi się w ten sposób, by w zetknięciu ze ścianą uległa zgnieceniu. Już w 1864 roku wykładowcy najlepszych internatów, takich jak Eton czy Harrow, uznali, że tę zabawę warto popierać i zmienić ją w oficjalny sport. Zaczęły powstawać pierwsze korty.

W starym świecie squash był zawsze dyscypliną elitarną, domeną szlachty i bogatych kupców - tylko oni mogli sobie pozwolić na budowę kortów. Inaczej rzecz się miała w koloniach. W rozsianych po całym świecie garnizonach żołnierze Jej Królewskiej Mości zarażali się pasją do gry od swoich oficerów i przekazywali ją tubylczej ludności - pierwszy kort w Australii został zbudowany już u zarania XX wieku, a absolutnych czempionów squasha wydawały i wydają do dziś kraje takie jak Pakistan czy Egipt.

W USA, wraz z gospodarczym boomem pokolenia yuppie, squash przeżył prawdziwy rozkwit. Wielogodzinna, stresująca praca zawodowa rodziła potrzebę sportu, który nie zajmował wiele czasu, pozwalał odreagować, a urządzenia do niego mogły być ulokowane w finansowym city. "Więzienna gra" doskonale spełniała te wymagania - wymyślona, by zabijać czas, stała się sposobem na jego oszczędzanie.


ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy