ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

Dziewczyna z gór

Chciałaby spróbować jazdy z wysokich gór, skacząc z helikoptera prosto na śnieg. Jagna Marczułajtis, wielokrotna mistrzyni snowboardu w Polsce, Europie i na świecie, opowiada o arkanach tego sportu.

Rozmawiała Beata Steć

Jagna Marczułajtis

Góry są Pani domem, na nartach jeździ Pani od trzeciego roku życia. Kiedy zaczęła się przygoda ze snowboardem?

Jagna Marczułajtis: Moja przygoda ze snowboardem zaczęła się, gdy miałam 15 lat. Na nartach jeździłam już dosyć długo i byłam trochę zmęczona tym sportem. Nie miałam większych sukcesów. Długi czas nie mogłam dostać się do kadry. W końcu, jak się do niej dostałam, poznałam snowboardzistów, którzy namówili mnie do jazdy na desce. I zmieniłam dyscyplinę sportu na snowboard.

Beata Steć: Zatem był to przypadek?

Jagna Marczułajtis: Nadarzyła się taka okazja. Ludzie, którzy pożyczyli mi deskę, namawiali mnie, abym spróbowała. Pokazali, jak się na niej jeździ i to sprawiło, że zdecydowałam się na zmianę. Wszyscy mówili, że dobrze mi idzie, abym rozważyła, czy nie chcę jeździć na snowboardzie. Zapraszali mnie na wyjazdy. Sama z siebie nie chciałam zmieniać dyscypliny sportu.

B.S.: Pierwszy raz zjeżdżała Pani z Nosala, a 3 miesiące później wywalczyła już Pani złoto w Zakopanem. Czy łatwo jest się przestawić z nart na deskę?

J.M.: To była zasługa moich rodziców, którzy przez wiele lat pomagali mi rozwijać narciarskie pasje. Potem, kiedy zdecydowałam się na snowboard, musiałam się tylko nauczyć techniki jazdy. Zajęło mi to 3 miesiące. Natomiast jazdę na tyczkach miałam już opanowaną. Okazało się, że jestem na tyle dobrze przygotowana, iż wywalczyłam 2 złote medale.

B.S.: Jakie to przeżycie zjeżdżać pierwszy raz na snowboardzie, i to z Nosala?

J.M.: Wydawało się to o wiele prostsze niż było w rzeczywistości. Tym bardziej, że mój kolega powiedział: "dobrze radzisz sobie na nartach, to z Nosala nie będziesz się bała zjechać". Okazało się, że chociaż znałam Nosal i miałam opanowany skok na nartach, to zjazd na desce wydawał się bardzo groźny.

B.S.: Czym różni się przyjemność jazdy na snowboardzie od jazdy na nartach?

J.M.: Jeśli chodzi o snowboard, to na pewno jest to inne odczucie, ponieważ stoi się bokiem. Różnica jest w ustawieniu. Natomiast dopóki człowiek nie spróbuje, to trudno opisać, bo każdy ma odmienne wrażenia. Zasadnicza różnica jest taka, że na desce ma się "uwięzione" nogi. Wielu ludziom wydaje się, że ta dyscyplina jest bardzo trudna. Może faktycznie tak jest na początku, ale potem, jak się opanuje jazdę, to nie odczuwa się tego dyskomfortu.

B.S.: Pokochała Pani snowboard ze wzajemnością. W ciągu kilku lat sportowej kariery zdobyła Pani tytuły Mistrzyni Świata, Mistrzyni Europy oraz kilkanaście medali Mistrzostw Polski, a także 4. miejsce na igrzyskach zimowych w Salt Lake City w 2002 roku. Było to najlepsze osiągnięcie w historii polskiego snowboardu. Który z tych sukcesów uważa Pani za najważniejszy?

J.M.: Na pewno igrzyska olimpijskie były największym i najważniejszym sukcesem. Jeśli chodzi o emocje, to każdy z tych sukcesów był bardzo ważny, bo każdy z nich traktuję osobno. Ale najważniejszym, najbardziej prestiżowym było 4. miejsce w Salt Lake City.

B.S.: Jak Pani dzisiaj wspomina te emocje związane z igrzyskami?

J.M.: Towarzyszyły temu silne odczucia, bo była to z jednej strony porażka, a z drugiej - ogromny sukces i radość. Miałam okazję walczyć o medal i w pewien sposób zaprzepaściłam tę szansę.

B.S.: W jakich konkurencjach snowboardowych czuje się Pani najlepiej? Czy jest jakiś element w tej dyscyplinie, który sprawia Pani trudność?

J.M.: Najlepiej czuję się w konkurencjach alpejskich, czyli slalomach. Natomiast jako zawodniczka próbowałam kiedyś sił w half-pipe'ie oraz snowcrossie. Powiem szczerze, że jest to bardzo trudne do opanowania. Wręcz niemożliwe, aby uprawiać te wszystkie konkurencje na raz. Wyspecjalizowałam się więc w slalomach i to pielęgnuję.

B.S.: Na czym polegają te konkurencje: half-pipe oraz snowcross?

J.M.: Długo by opowiadać o tych dwóch dyscyplinach. Half-pipe to skoki w rynnie, natomiast snowcross to przeszkody terenowe wraz ze skokami na trasie przypominającej slalom gigant.

B.S.: Jak prosperuje Pani szkoła narciarstwa i snowboardu?

J.M.: Szkoła prosperuje bardzo dobrze, nawet lepiej niż zakładałam na początku. Wielki sukces przyniosła nam Zimowa Szkoła Gwiazd, w której uczymy gwiazdy jeździć na nartach i snowboardzie. Ludzie są bardzo zadowoleni i chcą do nas wracać.

B.S.: Czy Pani sama uczy?

J.M.: Tak, ja również jestem instruktorem.

B.S.: Kilka rad dla tych, którzy stawiają pierwsze kroki na desce. Jakie błędy najczęściej popełniają początkujący?

J.M.: Największym błędem jest uczenie się samemu. Jazda na snowboardzie jest dosyć specyficzna. Pierwszym odruchem człowieka jest odpiąć deskę, bo ma się uczucie uwięzionych nóg. Najlepiej wynająć instruktora i ćwiczyć z nim przynajmniej pierwsze 5 godzin.

B.S.: Dla kogo jest ten sport?

J.M.: Tak naprawdę dla każdego. Moi rodzice też się nauczyli jeździć, sprawia im to ogromną radość.

B.S.: Snowboard to również określony sposób życia. Czy ten sport i cała otoczka wokół niego przekłada się też na Pani życie?

J.M.: Kiedyś, jak snowboard wchodził do Polski, miał mocny wpływ na styl życia. Modny był freestyle. Natomiast obecnie ta subkultura znormalniała i coraz mniej widzi się takich "odmiennych" ludzi. Bo tak kiedyś byli snowboardziści postrzegani. Dzisiaj ta moda ogranicza się do ubierania w luźne spodnie i słuchania hardcorowej muzyki oraz do tego, że ma się deskę na nogach. Dotyczy to przede wszystkim młodzieży.

B.S.: Co jest marzeniem snowboardzisty, a dokładniej - Pani marzeniem?

J.M.: Przydałby się medal olimpijski, na który cały czas liczę. Mam nadzieję, że uda mi się go zdobyć. Ponadto chciałabym spróbować jazdy z wysokich gór, skacząc z helikoptera prosto na śnieg, oraz innych sportów ekstremalnych na wielkich stokach, bo na to zawsze brakowało czasu.

B.S.: Co Panią najbardziej pociąga w tym sporcie?

J.M.: Najfajniejszy jest kontakt z naturą i świeżym powietrzem. Jeżeli jeszcze towarzyszy temu piękna pogoda, to cóż więcej można sobie wymarzyć? Świetne towarzystwo może jeszcze ulepszyć sytuację...

B.S.: Czym zajmuje się Pani teraz i jakie ma Pani plany na przyszłość?

J.M.: Teraz zajmuję się szkołą narciarstwa i snowboardu w Witowie. Wszystkich chętnych, którzy chcieliby odwiedzić to miejsce, zapraszam serdecznie! Natomiast w przyszłości chciałabym zdobyć medal olimpijski. Myślę o zebraniu sił i pieniędzy, aby przygotować się do igrzysk w Vancouver.


ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy