ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

Pozwólmy Chinom na dumę

Włodzimierz Szaranowicz mówi o polskich szansach olimpijskich, sprawie Tybetu oraz o tym, że etażna jest w hotelu podczas każdych igrzysk.

Rozmawiał Marek Łuszczyna

Wywiad z Włodzimierzem Szaranowiczem

Był Pan na trzynastu Olimpiadach. Włodzimierz Szaranowicz: Policzmy. Na jednej jako sprawozdawca radiowy i na dwunastu jako komentator telewizyjny. to będą moje czternaste igrzyska. Marek Łuszczyna: Obawia się Pan czegoś przed wyjazdem?

Włodzimierz Szaranowicz: Zapewne tego, czego wszyscy: by kwestie polityczne nie górowały nad emocjami sportowymi. Sprawę Chin należy rozwiązywać w dłuższym wymiarze czasowym i na zupełnie innych płaszczyznach. Nie należy wplątywać w kwestie polityczne ani idei olimpijskiej, ani sportowców.

M.Ł.: Trochę spóźnione życzenie. O co najmniej rok.

W.S.: Dalajlama powiedział: Zostawcie Chińczykom igrzyska, oni mają prawo do dumy. Nie przeszkadzajmy im w momencie, w którym chcą pokazać Światu swoją lepszą twarz. Przypomnę, ze najwięcej zamieszania wokół relacji chińskotybetańskich przez cały czas robił Związek Młodzieży Tybetańskiej, który nie do końca uznaje polityczne zwierzchnictwo Dalajlamy. W ramach przygotowań do Igrzysk, czytałem ostatnio sporo literatury dotyczącej Chin. To kraj pozostający w całkowicie innym kręgu kulturowym; kraj, który nigdy nie przyjmie zachodniego modelu przemian politycznych. Nawet gigantyczny rozwój gospodarczy i cywilizacyjny nie zmieni pięciu tysięcy lat tradycji. Nieusuwalnego dążenia do roli hegemona. Batalia medialna, która przetoczyła się przez Polskę w ostatnim roku, bagatelizowała cały problem.

M.Ł.: Był pomysł, żeby nasi sportowcy zbojkotowali Olimpiadę.

W.S.: Przepraszam za słowo: idiotyzm.

M.Ł.: Albo żeby podczas Igrzysk manifestowali swoją solidarność z Tybetem.

W.S.: Szczytem hipokryzji jest wymaganie od sportowców tego, co powinno być załatwione przez głowy państw. W 1994 roku Bill Clinton w ramach swojego słynnego twierdzenia "gospodarka głupcze" orzekł, że Stany zniosą embargo gospodarcze nałożone w 1989 roku na Chiny po masakrze na placu Tian'anmen. Efekt jest taki, że dzisiaj, w tym samym czasie, kiedy wydziera się biegaczom znicz olimpijski a od sportowców wymaga solidarności i manifestowania, Stany Zjednoczone po raz pierwszy od lat nie umieszczają Chin na liście krajów łamiących prawa człowieka.

M.Ł.: Przeszkadzanie sztafecie olimpijskiej to nie była dobra forma protestu?

W.S.: Nie, dlatego, że przez wielu ludzi było to odczytane jako zamach na ogień olimpijski - symbol nadziei. W Chińczykach natomiast zaczął wzmagać się syndrom oblężonej twierdzy, przeświadczenie, że Świat nie docenia gigantycznego wysiłku, który został włożony w organizowanie tych Igrzysk. Chińczycy wydali na nie 60 miliardów euro. Wcześniej mówili nawet o 80.

M.Ł.: Spodziewa się Pan, pod względem organizacyjnym, najefektowniejszej Olimpiady nowożytnej?

W.S.: Tak, ale w tym kierunku szli kolejni gospodarze igrzysk. Nowożytna idea olimpijska była zagrożona tylko raz. Kiedy po ataku terrorystów Czarnego Września w Monachium w 1972 roku zastanawiano się, czy w ogóle dalej rozgrywać te zawody. Dzięki determinacji ówczesnego kierownictwa MKOL, zdecydowano się nie zawieszać igrzysk i od tamtej pory każda kolejna Olimpiada organizowana jest z coraz większym rozmachem.

M.Ł.: Chińczycy mają sporo na głowie w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa.

W.S.: Na pewno sobie poradzą, aparat bezpieczeństwa działa u nich bez zarzutu. Niestety widzieliśmy to podczas manifestacji związanej ze sztafetą olimpijską, kiedy z tłumu wyłaniali się kolejni funkcjonariusze, udający wcześniej przechodniów. Chińczycy zrobią wszystko, by igrzysk nie zakłócił żaden polityczny incydent. To stawia wszystkich gości, łącznie z dziennikarzami w dwuznacznej sytuacji, bo podczas Olimpiady będzie nas obowiązywać chińskie prawo, które bardzo surowo odnosi się nie tylko do kwestii jakiegokolwiek protestu w obronie Tybetu, ale dotyczy również swobody wypowiedzi w tej sprawie. Nasza akredytacja olimpijska daje nam szczególne przywileje, ale wyklucza łamanie prawa, którym jest jawne opowiadanie się za wolnością Tybetu.

M.Ł.: Będą słyszeć każde słowo?

W.S.: Pierwszym uchem zapewne będzie kierowca, tak jak w Seulu w 1988 roku. To był przemiły człowiek, a na końcu przyznał się, że jest oficerem policji. Jestem przekonany, że "ochrona" działa dokładnie tak samo na każdych igrzyskach, nie tylko tych rozgrywanych w krajach autorytarnych. Etażne, które siedziały na każdym piętrze hotelowym podczas zawodów w Moskwie w 1980 roku, siedzą w każdym hotelu podczas każdej Olimpiady. Oczywiście w sensie umownym.

M.Ł.: I gdyby igrzyska odbywały się w Polsce, to kierowcami ekip dziennikarskich byliby panowie ze służb złożonych z trzech liter alfabetu.

W.S.: Z całą pewnością.

M.Ł.: A jak pójdzie w Pekinie naszym?

W.S.: Dobrze, że bierzemy udział w grach zespołowych, które obok lekkoatletyki są kwintesencją igrzysk. Możemy wiązać nadzieje z siatkarzami i siatkarkami, mamy piłkarzy ręcznych. Liczę, że może być nieźle. Gorzej ze sportami indywidualnymi: po pierwsze nasza reprezentacja jest dość stara, do Pekinu pojedzie niewielu debiutantów; po drugie, według analityków sportowych aby zdobyć jeden medal potrzeba sześciu szans, czyli sześciu startów. Lepiej nie przeliczajmy tych wyliczeń na możliwości naszej reprezentacji, choć to tylko statystyka. Spodziewam się, że Olimpiada w Pekinie będzie przede wszystkim wielką rywalizacją pomiędzy Chińczykami a resztą Świata, ze specjalnym uwzględnieniem Stanów Zjednoczonych.


ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy