Nie można nie zauważyć, że
to, co dzieje się u nas, rozwinięte
kapitalistyczne gospodarki
przerabiały dużo
wcześniej, a różnica w wielkości oferty
między rynkiem polskim a zachodnim
to jak różnica między mrówką a słoniem.
Finansowe innowacje trafiają do Polski
z małym poślizgiem. Chodzi nie tylko
o same produkty, ale i inwestycyjne idee,
takie jak chociażby kraje BRIC (Brazylia,
Rosja, Indie i Chiny), w które mieszkańcy
Zachodniej Europy inwestowali
od ładnych kilku lat, a w naszych instytucjach
oferty z nimi związane zaczęły
być eksponowane całkiem niedawno,
kiedy to np. w Niemczech moda na nie
już dawno przebrzmiała. Tym samym
rzut okiem na rynek starej Unii pozwala
"przewidzieć", w co być może i my będziemy
inwestować za kilka lat. Oczywiście
nie jest tak, że nasz rynek dokładnie
odzwierciedla rynek zachodni. Różnice
wynikają chociażby ze względów
podatkowych. I tak na przykład większa
część polskich struktur "pakowana" jest
w formę prawną polisy ubezpieczeniowej,
ze względu na możliwość uniknięcia
podatku Belki. Podczas gdy chociażby
w Niemczech, gdzie takiego prawnego
kruczka nie ma, struktury są papierami
wartościowymi, którymi intensywnie
handluje się na giełdzie. To naturalne, że
prawo sprawia, iż na dobrą sprawę podobne
produkty inwestycyjne przybierają
w różnych krajach odmienne "optymalne
podatkowo" formy prawne. Przyjrzyjmy
się zatem inwestycyjnym ciekawostkom
ze świata. Teraz mogą się nam wydawać
egzotyczne, ale czy jeszcze kilka lat temu
nie wydawało się egzotyczne to, że indywidualny
polski inwestor będzie mógł
spekulować na rynku ropy naftowej?
Kup sobie Airbusa
Zacznijmy od bujania w obłokach -
w Niemczech sporą popularnością cieszą
się fundusze inwestycyjne inwestujące
w samoloty (tamtejszy fundusz inwestycyjny
zamknięty bardziej niż polskie
FIZ-y przypomina spółkę, do której
przystępują inwestorzy). I tak nic nie stoi
na przeszkodzie, żeby stać się współwłaścicielem
powietrznego olbrzyma Airbusa
A380. Taki fundusz ma w swojej ofercie
firma inwestycyjna Dr. Peters Gruppe.
Za zebrane od inwestorów pieniądze
kupowany jest samolot bądź samoloty,
które następnie oddawane są liniom lotniczym
w leasing. Przychody z leasingu
trafiają do uczestników funduszu w postaci
dywidend. Potencjalny zysk to ok.
10% rocznie. Ten konkretny fundusz to
oferta dla zamożniejszych i długoterminowych
inwestorów - minimalna wpłata
to 20 tysięcy euro, a czas trwania inwestycji
to dwanaście lat. Ale są też oferty
krótsze i wymagające mniejszego zaangażowania
finansowego. Na podobnej
zasadzie działają fundusze inwestujące
w statki morskie.
Albo posadź drzewo
Miłośnicy natury mogą z kolei postawić
na lasy. Przykładami funduszy, które
maja zarabiać na drewnie, są Aquila Waldinvest,
DWS Access Global Timber
czy Bauminvest. Wszystkie mają ponad
dziesięcioletni horyzont inwestycyjny
i przewidywane stopy zwrotu nieco poniżej
10% rocznie. Jednak nie jest to zarobek
czysto "leśny". Fundusze inwestujące
tylko i wyłącznie w lasy nie miałyby
szans powodzenia - szacuje się, że rentowność
takiej inwestycji wynosi około
4% w Europie i 6% w Ameryce Południowej.
Dlatego zarządzający dorzucają
do portfela inne aktywa. Nie zmienia to
jednak faktu, że idea jest ciekawa, choćby
ze względu na niską współzależność wartości
takiej inwestycji do ogółu rynku finansowego.
Inwestuj podręcznikowo
Interesujące, że inwestycje w lasy stanowią
niemałą część portfeli inwestycyjnych
amerykańskich uniwersytetów
na czele z Yale. Uniwersytet ten, a raczej
zarządzający jego aktywami David
Swensen, słynie z zamiłowania do alternatywnych
form mnożenia kapitału.
A robi to bardzo skutecznie. Legendarny
menadżer od 1985 roku osiągnął średnią
stopę zwrotu wysokości 17%! W minionym
roku zwiększył majątek uniwersytetu
o 28%, a w kryzysowych latach
2001 i 2002 o 10%. Klasyczne papiery,
jak akcje czy obligacje, stanowią ledwie
30% jego portfela inwestycyjnego. Właśnie
ta słynna postać oraz fundacje uniwersytetów
Standford i Harvard były inspiracją
dla kilku zachodnich firm inwestycyjnych,
które postanowiły stworzyć
fundusze mające kopiować ich skuteczną
politykę inwestycyjną. Niebawem będzie
można się przekonać, czy rzeczywiście
mają szansę to zrobić (choćby ze względu
na wielkość kapitału, którym zarządzają),
czy chodzi raczej o rozgłos. Swoją drogą
ciekawe, którą z polskich uczelni można
by postawić za wzór mnożenia kapitału.
Wznieś toast za zyski
Inwestycją, która niewątpliwie zasługuje
na miano "alternatywnej", jest również
wino. Z pewnością niejeden czytelnik
"ESSENCE" poznał właśnie inwestycyjne
oblicze tego trunku. Dotychczas
w Polsce był to temat dość niszowy i zarezerwowany
raczej dla pasjonatów i specjalistów.
Obecnie obserwujemy pierwsze
oferty skierowane do szerszej rzeszy
odbiorców. Przykładem funduszu inwestycyjnego
jest póki co jedyny na naszym
rynku Ipopema Fine Wine FIZAN. Czas
trwania funduszu jest ograniczony do
5 lat. Cena jednego certyfikatu wynosi
10 tysięcy zł, a minimalny zapis to 200
tysięcy zł (20 certyfikatów).
I ruszaj na podbój świata
Powyżej wymieniłem kilka przykładów
tematów inwestycyjnych, których oryginalność
świadczy o niemałej inwencji
zachodnich firm inwestycyjnych.
Z pewnością mniej egzotyczną właściwością
oferty jest po prostu umożliwienie
klientom inwestowania w praktycznie
dowolnym regionie świata. W Starej
Unii można bez problemu znaleźć fundusz
lub strukturę związane np. z gospodarką
kubańską. Póki co niemożliwe jest
bezpośrednie inwestowanie w kubańskie
firmy, stąd np. Herzfeld Caribean Basin
Fund inwestuje w spółki, które mogą
najbardziej skorzystać na przewidywanym
przełomie gospodarczym w tym
kraju. Nie wiadomo tylko, kiedy i czy
kubańska gospodarka rozkwitnie. Jednak
pod względem geograficznego zróżnicowania
oferty Polska nie zostaje daleko
w tyle - w czerwcu pojawiło się kilka
struktur związanych z Bliskim Wschodem,
Afryką Północną i Ameryką Łacińską.
Jak widać czasy, kiedy jedyną alternatywą
dla skarpety albo materaca był
depozyt w banku za rogiem, bezpowrotnie
minęły. Ku uciesze jednych i zmartwieniu
innych. Nietrudno się bowiem
w tym nowym inwestycyjnym świecie zagubić,
a na pewno trudniej jest się w nim
poruszać - nie jest łatwo znaleźć złoty
środek między otwartością a zdrowym
dystansem do nowinek. Ale próbować
trzeba, bo pieniądze nie lubią bezruchu.