Najbardziej europejskie państwo
Ameryki Południowej
ma wyjątkowe położenie
- między Andami i Oceanem
Atlantyckim, jest więc oblegane
i przez wielbicieli wspinaczki wysokogórskiej,
i przez tych, którzy szukają przygód
na wodzie, bo windsurferów czy spływających
górskimi potokami też można tu
zobaczyć.
I jeszcze te widoki - puszcze,
lodowce, pampy. Do tego dzikie zwierzęta,
na które można natknąć się w najmniej
spodziewanych okolicznościach,
na przykład krokodyl może zaskoczyć
podczas kąpieli w rzece, a jaguar podczas
spaceru. Silny wiatr, el pampero, pokrywa
wszystko pyłem, jakby ktoś zapomniał
wytrzeć kurz. I to chyba wszystko,
jeśli chodzi o południowoamerykańską
stronę Argentyny, reszta stara się być jak
najbardziej zeuropeizowana.
Polskie korzenie
Argentynę najpierw kolonizowali Hiszpanie
w pierwszej połowie XVI wieku,
po odkryciach Magellana, skutecznie wybijając
tubylcze plemiona Indian, które
pierwotnie zamieszkiwały te tereny. Hiszpanie
zakładali miasta, na przykład
w 1536 roku Buenos Aires, i chcieli niezależności
od władców hiszpańskich.
Kiedy już ją zdobyli i doprowadzili do
zapisu w konstytucji liberalizmu ekonomicznego,
do Argentyny napłynęła nowa
fala emigrantów z różnych części Europy
- z Włoch, Niemiec, Anglii. To był wiek
XIX, a w Polsce w tym czasie wybuchły
powstania listopadowe i styczniowe, ludzie
wyjeżdżali, również za pracą, szczególnie
na przełomie wieków - w Argentynie
zaś ziemia była za darmo. Przywozili
cały swój dobytek, który gromadzili
na dwukołowych wozach zaprzężonych
w woły (carro polacco). Najbardziej upodobali
sobie prowincję Misiones, 1800 km
od Buenos Aires, w której do dziś polskie
nazwisko usłyszane na ulicy nikogo nie
dziwi. Polacy generalnie byli dla Argentyny
zasłużeni. Bo oprócz tego, że uważano
ich za szczególnie pracowity naród,
który był "miłością swej ziemi", jak napisano
na wystawionym specjalnie dla nich
pomniku, to brali też udział w walkach
o niepodległość swojej nowej ojczyzny.
A kiedyś w Banco Polaco pracował Witold
Gombrowicz. Był tu tylko skromnym
urzędnikiem i nigdy nie udało mu
się wybić w literackim światku argentyńskim,
nie zawsze też starczało mu na
chleb, ale z lat spędzonych w Ameryce
Południowej pozostał nam "Trans-Atlantyk".
Gombrowicz mieszkał w Buenos Aires,
gdzie obecnie Polaków jest najwięcej.
Boskie Buenos?
Jak większość stolic, tak i Buenos Aires
jest wielką, nowoczesną, niezbyt czystą
metropolią, na której ulicach trzeba uważać
na przestępców, również tych uzbrojonych.
Na jednej ze stron internetowych
można przeczytać, że w Argentynie jest
wyjątkowo niebezpiecznie, że kradzieże
to wręcz norma, a napady z bronią w ręku
są na porządku dziennym. Nie należy
wsiadać z nikim obcym do samochodu
i nie dawać się namawiać na oferty podwózek
żadnym podejrzanym typom, którzy
podają się za zawodowych kierowców.
Ale bez przesady. Są tacy, którzy całą Argentynę
autostopem zwiedzili i nie spotkali
się z żadną formą przestępstwa. Ale
może stąd te ogrodzenia przy pomnikach
w stolicy? Ochrona przed wandalizmem.
Bo Argentyna jest biedna i widać to już
na obrzeżach boskiego Buenos. Slumsy
przytłaczają swoim wyglądem. Co zupełnie
kontrastuje z centrum, gdzie jest na
przykład najszersza na świecie ulica na
18 pasów - Avenida 9 de Julio - 140 m
szerokości, El Teatro Colon - największy
teatr na świecie, w którym może zasiąść
3,5 tysiąca widzów, nowoczesne osiedla
mieszkaniowe, biurowce, muzea, galerie.
Poza tym około 12 klubów piłki nożnej.
Z tych najbardziej znanych: River Plate
i Boca Juniors. To wystarczy, by zgadnąć,
jaki jest narodowy sport Argentyńczyków.
Ale z Buenos Aires wywodzi się coś jeszcze, co już zupełnie jednoznacznie
kojarzy się z Argentyną. Tango.
Taniec ulicy
Przyportowa dzielnica San Telmo i jej
wąskie uliczki wyglądały w latach 80.
XIX wieku inaczej niż dziś. Kręciły się
tu podejrzane typy, nie było eleganckich
antykwariatów. Ludzie miasta, czyli portenios,
byli melancholijni, mieli przerośnięte
ambicje i zawsze pragnęli nie tego,
co mieli. Z takich tęsknot zrodziło się argentyńskie
tango, choć jego dokładne korzenie
nie są znane. Może to candombe z
Afryki, może habanera z Kuby, a może
po prostu ludowa muzyka pampasów,
czyli milonga. W każdym razie jako taniec
biedoty, domów publicznych, ulicy
i barów w wyższych sferach był całkowicie
zakazany, a jeden z arcybiskupów
chciał nałożyć na niego ekskomunikę. Na
początku tańczone tylko przez mężczyzn,
tango wyobrażało ich relacje z kobietami
z domów publicznych. Namiętność i rozstanie,
pragnienie lepszego życia, pasję
i smutek. Specjalnie dla tańca ulicy stworzono
instrument - bandoneon, bo prawdziwe tango
powinno się tańczyć przy czteroosobowej
orkiestrze, plus fortepian, skrzypce
i kontrabas, z odpowiednim, romantyczno
brzmiącym wokalem.
Charakter Argentyńczyka
Współcześni Argentyńczycy nie różnią się
znacznie w mentalności od portenios. Też
są melancholijni, z niektórych opinii wynika
nawet, że okropnie zakompleksieni
i lubią szpanować. Namiętnie upiększają
swoje ciała poprzez operacje plastyczne
oraz leczą się u psychoanalityków, bo ich
odsetek, jeśli chodzi o miasta, jest tu najwyższy
na świecie. Jak każdy naród mają
swoje dziwactwa, na przykład na stacjach
benzynowych w mniejszych miejscowościach
bywają tabliczki zabraniające korzystać
z toalety Chilijczykom, i również
im, Chilijczykom, celnicy argentyńscy
najdokładniej przeszukują bagaże na
granicy. Ta niechęć wiąże się prawdopodobnie
z wojną o Malwiny w 1982 roku,
kiedy to Chile poparło Wielką Brytanię.
Argentyńczycy mają swoich bohaterów
- byłego prezydenta Juana Perona
i jego małżonkę Evitę, którą w filmowej
biografii zagrała Madonna, czy śpiewaka
i kompozytora, który specjalizował się
w tangu - Carlosa Gardelę. Są przyjaźni
i towarzyscy, lubią przesiadywać do późnej
nocy, dyskutując przy dobrym, mięsnym
jedzeniu.
Herbata smakująca rybą i mięso
Jeżeli ktoś nie lubi zielonej herbaty, niech
w stronę yerba mate nawet nie patrzy.
Smakuje rybą, ale to narodowa herbata
Argentyny. Jest zdrowa, pobudza i ma
lecznicze właściwości, zatem po dużym
wysiłku, kiedy bolą wszystkie mięśnie,
sprawia, że odzyskuje się kontrolę nad
własnym ciałem, ale jej smak i zapach
są dla niektórych nie do zaakceptowania.
Poza tym kuchnia argentyńska jest
skoncentrowana na mięsie, szczególnie
tym grillowanym. Parillada - wołowina
z grilla, morcilla - kaszanka z rodzynkami,
karbonada - gulasz z wołowiną to
kilka przykładów tamtejszej kuchni. I to
tyle, jeśli chodzi o Argentynę, dalej są już
tylko silne wpływy: włoskie, czyli lasagne,
spaghetti i ravioli, francuskie i hiszpańskie,
a także coś dla smakoszy - alkohol
z trzciny cukrowej oraz wina. A na
deser karmelowo-śmietankowe pierożki
na słodko.