Dla większości osób ANR to po prostu instytucja zarządzająca gruntami rolnymi.
Tomasz Nawrocki: Oczywiście jest to prawda, bo nasza agencja właśnie tym się zajmuje. Ale nie tylko. Mamy w ofercie także zabytkowe pałace i dwory, tereny pod inwestycje. Mamy także lasy, jeziora. Jest też wyspa, a nawet przejście graniczne.
Mateusz Madejski: W jaki sposób agencja stała się właścicielem zabytkowych dworków?
Tomasz Nawrocki: Były one częścią państwowych gospodarstw rolnych, przejętych przez nas na początku lat 90. Zdarzało się, że w takich zabytkach mieszkało kilka rodzin pracujących w tych gospodarstwach.
M.M.: Kto kupuje pałace od Agencji Nieruchomości Rolnych?
T.N.: Niemal każdy nabywca ma inny pomysł na zagospodarowanie takiego zabytku. W niektórych dworkach powstają hotele, ośrodki SPA, ale zdarza się też, że taki pałac jest kupowany na prezent dla małżonki czy małżonka. Mamy też jeden nietypowy przypadek. Jedna z rodzin urządziła w takim pałacu lokalną atrakcję turystyczną - w ramach "dworu" prowadzą hodowlę bizonów, jest też labirynt z kukurydzy i typowa działalność rolnicza. To świetny przykład na dobre zagospodarowanie nieruchomości z historią i duszą.
M.M.: Grunty ANR są często kupowane przez poważnych inwestorów, także zagranicznych. Jak są potem wykorzystywane?
T.N.: Proszę pamiętać, że mówimy tu tylko o gruntach nierolnych. Tylko takie możemy obecnie sprzedawać inwestorom zagranicznym. Mamy wiele działek, które są położone w bardzo atrakcyjnych lokalizacjach. Często znajdują się na przedmieściach głównych polskich metropolii, a nawet w obrębie dużych miast. Chociażby wokół Wrocławia buduje się ostatnio bardzo dużo fabryk, centrów logistycznych, galerii handlowych. Na współpracę z ANR na terenie całego kraju zdecydowały się takie firmy, jak General Motors, Opel, Sharp, LG, Toyota, Michelin, Electrolux, Isuzu, Viessmann, Lidl, Auchan czy IKEA. Powstają one w dużej mierze na sprzedanych przez nas gruntach. Często te działki są wykorzystywane także na budowę obwodnic, dróg czy autostrad. Część gruntów po prostu oddajemy samorządom.
M.M.: Państwowa instytucja to taka, która nie musi obawiać się konkurencji?
T.N.: Chciałbym, żeby tak było (śmiech). Konkurencję mamy i to sporą. Grunty sprzedają też inne instytucje publiczne - chociażby PKP czy Agencja Mienia Wojskowego. Za naszą konkurencję można też uznać samorządy. One również mają ofertę gruntów na sprzedaż.
M.M.: W czasach, gdy budżet państwowy jest tak napięty, istnieje zapewne presja, by agencja dużo sprzedawała i odprowadzała coraz więcej pieniędzy do państwowej kasy.
T.N.: Cóż, takie jest zadanie ANR. W tym roku wpłacimy do kasy państwa - bagatela - ok. 2,5 mld zł. Poza tym nasza agencja nie dostaje z państwowego budżetu ani złotówki na swoją działalność. My musimy na siebie zarobić i do tego oddawać pieniądze ze swojej działalności do budżetu. Na nasze wpłaty minister finansów nie powinien narzekać. Sprzedaż ANR, jeśli chodzi o powierzchnię, była w 2010 roku o 7% wyższa, niż zakładał plan zatwierdzony przez Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Skarbu Państwa. Natomiast do budżetu za 2010 rok zamiast 540 mln zł odprowadzimy ponad miliard, czyli aż o 90% więcej niż planowano.
M.M.: Jakie zmiany ostatnio zachodzą w ANR?
T.N.: Instytucja się profesjonalizuje. Trzeba pamiętać, że na początku lat 90., kiedy powstała agencja, jej głównym zadaniem było przejęcie ogromnego majątku po byłych PGR-ach z całym bagażem problemów, czyli długami, ponad 330 tysiącami mieszkań, zwierzętami, maszynami. W pierwszej kolejności chodziło o to, aby jak najwięcej z tego majątku znalazło swoich gospodarzy. W związku z tym, że na rynku nie było wtedy kapitału, to przede wszystkim skoncentrowano się na dzierżawie. Od kilku lat spada znaczenie dzierżawy - koncentrujemy się na procesach sprzedaży, otwieramy się nie tylko na rolników, ale również na inwestorów zainteresowanych naszą ofertą gruntów nierolnych. To zmusiło nas do prowadzenia szerokich działań informacyjnych i ulepszenia działań marketingowych.
M.M.: Jak wyglądają te działania?
T.N.: Przede wszystkim staramy się otworzyć na klientów. Wbrew obiegowym opiniom, instytucje państwowe profesjonalizują się i idą powoli w kierunku zasady "klient nasz pan". Mam nadzieję, że nasza agencja jest tu dobrym przykładem. Klientów staramy się pozyskiwać m.in. na międzynarodowych targach, np. w Cannes, Monachium czy Wiedniu. Staramy się również zainteresować naszą ofertą mieszkańców Azji, stąd planujemy obecność na dużych targach branżowych w Szanghaju. Prezentujemy też stale naszą ofertę na popularnym portalu branżowym. Na pewno wielu potencjalnych klientów zwróci też uwagę na naszą ofertę dzięki zbliżającej się polskiej prezydencji UE.
M.M.: Czy zdarza się, że potencjalnych klientów odstraszają skomplikowane procedury?
T.N.: Nasi klienci doskonale rozumieją to, że jesteśmy instytucją publiczną. A to oznacza, że wszystkie przetargi prowadzimy bardzo przejrzyście. Przetargi musimy na przykład ogłaszać w prasie. Oczywiście, zdarza się, że zagraniczny klient jest bardzo zainteresowany jakąś nieruchomością i chce ją kupić "od razu". Wtedy tłumaczymy, że mamy określony proces sprzedaży. Nie jesteśmy firmą prywatną i nie możemy działać inaczej. Na szczęście klienci to rozumieją i doceniają. Ścisłe przestrzeganie procedur musi być nieco czasochłonne, ale klient zawsze wie, że wszystko jest prowadzone w sposób bardzo przejrzysty.
M.M.: Od 20 lat agencja sprzedaje grunty. Czyli kiedyś, gdy wszystkie grunty już zostaną sprzedane, agencja zakończy zapewne działalność.
T.N.: Zaskoczę pana, ale liczba przetargów organizowanych przez ANR stale rośnie. W ostatnich trzech latach liczba przetargów na sprzedaż nieruchomości wzrosła dwukrotnie. Mamy ciągle bardzo dużo atrakcyjnych działek i obiektów. Pracy będzie jeszcze dla nas na wiele lat, proszę się nie obawiać (śmiech). Obecnie jako prezes ANR skupiam się na szukaniu nowych nabywców. A poza sprzedażą, musimy jeszcze zajmować się bieżącym utrzymaniem majątku będącego pod nadzorem ANR. To także pochłania dużo naszych sił i środków.
M.M.: Jakie wyzwania stoją przed Agencją Nieruchomości Rolnych w najbliższym czasie?
T.N.: Jak już zaznaczyłem, stale się profesjonalizujemy i staramy się coraz bardziej wykorzystywać nowoczesne technologie do zarządzania agencją. Niedawno wprowadziliśmy na przykład elektroniczny obieg dokumentów. Przyznaję, że dla wielu naszych pracowników to było duże zaskoczenie (śmiech).
M.M.: Czy to oznacza, że w agencji nie ma młodej kadry, która potrafi się doskonale odnaleźć w świecie nowoczesnych technologii?
T.N.: Nie, w Agencji Nieruchomości Rolnych naprawdę nie brakuje młodych pracowników. Jest ich sporo, ale pracuje u nas też dużo doświadczonych ludzi z wieloletnim stażem. Na pewno każda grupa uczy się czegoś od innej. Młodzi są bardziej kreatywni i żywiołowi. Z kolei ci starsi są mocniej przywiązani do bezwzględnego przestrzegania procedur, często przeglądają dokument kilka razy, zanim złożą na nim podpis. I jedni, i drudzy są jak najbardziej potrzebni naszej instytucji.
Agencja Nieruchomości Rolnych jest dysponentem największego i najbardziej różnorodnego portfela nieruchomości w kraju. Posiada około 2 mln ha gruntów rolnych i ok. 100 tysięcy hektarów terenów inwestycyjnych. Instytucja powstała w 1991 roku jako Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa, jako ANR działa od 2003 roku.