Czternaście małych i dwie
duże wyspy na Południowym
Pacyfiku to Nowa Zelandia
- państwo wyspiarskie,
w którym na jednego mieszkańca przypada
ponad 12 owiec (w sumie jest ich ponad
48 milionów). I żeby nie mylić z Australią,
bo mieszkańcy bardzo tego nie lubią:
w Nowej Zelandii nie ma kangurów.
Oficjalnym sportem narodowym jest
rugby. Ich drużyna narodowa nazywa
się All Blacks i każde jej wystąpienie jest
uważnie śledzone przez cały naród, a później
powszechnie komentowane, niezależnie
od wyniku - bez krytyki. Wszystkie
drużyny sportowe Nowej Zelandii mają
coś wspólnego z kolorem czarnym, chociażby
tylko strój. Ludzie mieszkający na
tych wyspach tak bardzo kochają sport,
że wybudowali sobie najwięcej pól golfowych
na świecie w przeliczeniu na jednego
mieszkańca i z zapałem uczęszczają
do wyjątkowo licznych siłowni. Popularnością
cieszy się również surfing, który
sprzyja podziwianiu przyrody, a jest co podziwiać,
bo słynna nowozelandzka bujna
roślinność nie dała się zdominować cywilizacji,
nawet w wielkich miastach. Sportowy
tryb życia należy do głównych cech
narodowych Nowozelandczyków, składających
się na ich luzacką mentalność.
Brytyjskie korzenie
Kraj białych chmur - tak go nazywają
jego pierwotni mieszkańcy, Maorysi,
którzy osiedlili się na bezludnej ziemi dopiero ok. 1000 roku. Przez Brytyjczyków
Nowa Zelandia zaczęła być kolonizowana
w XVIII wieku, po odkryciach
Jamesa Cooka. Nie obeszło się bez
krwawych starć, które, pomimo podpisania
porozumienia 6 lutego 1840
roku między Maorysami a Brytyjczykami,
wcale się nie zakończyły. Jeszcze
do drugiej połowy XIX wieku trwały
wojny. Jednak od czasu podpisania traktatu,
co roku 6 lutego obchodzone jest
święto narodowe Waitangi Day - uważane
za dzień powstania Nowej Zelandii.
Nowa Zelandia ma status dominium
brytyjskiego, jest monarchią konstytucyjną
bez konstytucji, bo tak jak
w Wielkiej Brytanii, najważniejszy jest
zbiór precedensowych aktów prawnych.
Śmiech, a zarazem krytykę wzbudzają
nowozelandzkie siły zbrojne, a raczej
ich brak. Cztery fregaty, 4 kutry patrolowe
i 2100 osób to marynarka wojenna.
20 lekkich czołgów Scorpion
oraz 4400 osób liczą siły lądowe. W lotnictwie
nie jest lepiej: 42 samoloty bojowe
i 3050 ludzi. Nic dziwnego, że
najbliżsi sąsiedzi, np. Australia, odczuwają
z tego powodu dyskomfort. Ale
jakby to powiedział Nowozelandczyk:
"Wyluzuj się, wszystko będzie dobrze".
Taki lifestyle
Braki w siłach zbrojnych i spokojny stosunek
do tego faktu idealnie ilustruje
mentalność Nowozelandczyków, czyli
absolutny luz. Nie przejmują się niczym
i wyglądają na szczęśliwych, a może raczej
wiecznie odprężonych, nawet w pracy.
Przesadna serdeczność i nieustająca
grzeczność w stosunku do obcych mogą
czasem onieśmielać, ale żeby się naprawdę
zaprzyjaźnić, trzeba z Nowozelandczykiem,
chroniącym swoją prywatność,
wypić niejedną whisky. Ponadto panuje
powszechny luz, również ubraniowy
- może to kwestia klimatu, w którym
w zimie temperatura rzadko spada poniżej
15 stopni, a w ciągu roku słońce świeci na
tyle mocno, że można nabawić się poparzeń.
Ulewne deszcze, które zaczynają padać
nagle i potrafią przemoczyć człowieka
do suchej nitki w parę chwil, oraz silne
wiatry, często łamiące drzewa przypominają,
że na tych wyspach rządzi natura.
Każdy przyjezdny, który osiedla się
w Nowej Zelandii, po pewnym czasie
będzie nazywany Kiwi, tak jak żyjący
tylko w tym kraju nielot. W ten sposób
nazywa się wszystkich, którzy zdecydowali
się tu zostać, a w Nowej Zelandii,
podobnie jak u ich sąsiadów, w Australii,
imigrantami są obywatele większości
krajów świata. Odmian Kiwi jest
wiele i większość ma pochodzenie europejskie.
Pierwotnej ludności jest za to
mało - stanowi ona ok. 7% wszystkich
mieszkańców Nowej Zelandii. Podobnie
jak w przypadku australijskich Aborygenów,
specjalnie dla łaknących wrażeń turystów
organizowane są komercyjne pokazy
tańców i obrzędów plemiennych
Maorysów w rezerwatach, które przypominać
mają dawne warunki ich życia.
Kiwi lubią się spotykać również poza domem.
W stolicy Nowej Zelandii - Wellington
- jest, w przeliczeniu na jednego
mieszkańca, więcej kawiarni i restauracji
niż w Nowym Jorku. Ale po nowozelandzkiej
kuchni nie można się spodziewać
oryginalności. Ma bardzo wiele brytyjskich
zapożyczeń - hamburgery, ryba
z frytkami, tosty zamiast trudno dostępnego
białego chleba. Może maoryskie
potrawy, takie jak Kai - warzywa, baranina,
wołowina i kurczak - coś do niej
wnoszą, bo oprócz tego popularna jest
tu kuchnia indyjska, turecka i chińska.
Czy bycie Kiwi się opłaca?
Spośród wielu opinii ludzi mieszkających
w Nowej Zelandii przeważa jedna na temat tego kraju: jest to niewątpliwie kraina
spokoju i braku nerwowości, o dużo
wolniejszym tempie życia niż w jakimkolwiek
innym państwie. Dlatego, jeżeli
ktoś często się irytuje, będzie mu trudno
przystosować się do nowej kultury. Kiwi
nie lubią, gdy im się psuje atmosferę. Nawet
sąsiadująca z Nową Zelandią Australia
wydaje się być bardziej "nerwowa".
Bezrobocie w Nowej Zelandii jest niskie
i często brakuje rąk do pracy, ale
tylko przy odpowiednich kwalifikacjach
i przy znajomości języka angielskiego
można ubiegać się o zatrudnienie. Na
kokosy jednak nie ma co liczyć. Może
da się w Nowej Zelandii zarobić więcej
niż w Polsce, ale na pewno nie tyle,
ile na przykład w bliższej nam Wielkiej
Brytanii, a i lot trwający w sumie dobę
może być męczącym utrudnieniem.
Podobno nie ma tam biurokracji, a konieczność
wnoszenia opłat za OC lub
zimną wodę po prostu nie istnieje (opłaty
pokrywane są z budżetu państwa).
Ale planujących przeprowadzkę do Nowej
Zelandii należy przestrzec - wszystko
ma swoje dobre i złe strony. Żaden Kiwi
nie zrozumie naszej narodowej skłonności
do narzekania.