Jest taka osoba na świecie, w połowie
fizyk, w połowie rzeźbiarz,
mieszka i pracuje w Holandii,
a stworzył - jak sam to określa -
żywe organizmy z plastiku. Rzecz
dziwaczną, ale która przyniosła mu popularność
w Stanach Zjednoczonych,
Azji, Europie...
Wynalazca - brzmi poważnie
Theo Jansen zasłynął po raz pierwszy
w latach 70., kiedy nad małą holenderską
miejscowością pojawiło się UFO. Był
to balon jego projektu, jednak przygotowany
tak, aby na tle nieba wywołać złudzenie
czegoś nieznanego.
Na happening specjalnie wybrano pochmurny
dzień. Czarny, płaski balon leciał kilkadziesiąt metrów nad ziemią, jednak kontrast z rozświetlonymi chmurami
uniemożliwiał ocenę wysokości. Dlatego
mieszkańcom miasteczka wydawało się,
że "spodek" unosi się bardzo wysoko i że
musi być ogromnych rozmiarów. Policja
porównała jego wielkość do pobliskiego
reaktora o średnicy ponad 30 m. Tymczasem
był to tylko żart, mający na celu
nakręcenie krótkiego dokumentu ze zdarzenia,
który zresztą został wyświetlony
w lokalnej telewizji. Prawdziwy wynalazek
powstał kilka lat później.
Rzecz niepozorna
Niewielki stalowy owal ze szklanym
okiem, umocowany na drewnianej konstrukcji
z kilkoma łańcuchami. Z wyglądu
przypomina piecyk i nie wiemy
co, oprócz kilku farb w sprayu, kryje
w środku. Przed "okiem" siada dwóch
panów, maszyna zostaje uruchomiona
i po kilku minutach na ścianie pojawia
się ich fotografia. Namalowana sprayem,
w skali 1:1, z dokładnością co najmniej
billboardu reklamowego.
Trzeba zaznaczyć, że urządzenie powstało
w połowie lat 80., kiedy technika cyfrowa
jeszcze nie istniała. Zastosowane
materiały, technologie i wygląd samego
aparatu nie należą do tych spektakularnych.
Za to efekt - wysokiej jakości, daleko
ponad środki.
Wynalazek zdobył popularność na tyle
dużą, że miasta organizowały wystawy
prac Jansena na ścianach budynków. Jednak
twórcę urządzenia niedługo po tym
sukcesie pochłonęła idea zupełnie nowa,
którą realizuje do dziś.
Strandbeest - bestia z plaży
W ogromnym obecnie przedsięwzięciu,
trwającym od ponad 18 lat, ponownie
na pierwszy plan wysuwa się prostota,
a może nawet banalność środków.
W 1947 roku holenderski rząd wprowadził
rozporządzenie, według którego
wszystkie przewody elektryczne mają
być prowadzone w rurkach z pcv . Te
rurki stały się podstawowym materiałem
prac Theo Jansena. Są tanie, lekkie
i łatwo dostępne. "Wszystko w naturze
składa się z białek, to białka są podstawowym
i wszechobecnym budulcem, z którego
powstają całe skomplikowane organizmy.
Moim białkiem jest plastikowa
rurka" mówi wynalazca. Porównania do
świata natury pojawiają się często przy
okazji nowych projektów Jansena. A są
to ogromne, zbudowane z tysięcy rurek
konstrukcje o fantastycznych kształtach,
opatrzone wielometrowymi wachlarzami
gromadzącymi wiatr. Wiatr, który je ożywia.
"Dzięki wiatrowi nie muszą jeść"
- mówi ich projektant. Swoje prace nazywa
nowymi formami życia; mówi
o nich jako o żywych, odczuwających
istotach, które "wracają do domu", "napotykają
niebezpieczeństwa", a z drugiej
strony ewoluują i konkurują ze sobą.
Przez kilkanaście lat pracy nad jedną tylko ideą stworzył w sumie 25 różnych
"bestii", z których każda stanowiła odrębny
"gatunek", i które rzeczywiście
ewoluowały wraz z całym projektem od
nieśmiałych prób aż po światowy sukces.
"Większość po drodze niestety wymarła"
- dowiadujemy się od twórcy. Pozostałe
żyją na plażach w okolicy Ypenburga,
nadmorskiego miasteczka w Holandii,
gdzie Jansen obserwuje i dopracowuje
swoje potwory, które swobodnie sobie
chodzą. Bo na tym właściwie polega cały
ich proces życiowy - na gromadzeniu
wiatru i chodzeniu.
Na początku była noga
Zanim bestie Jansena nauczyły się chodzić,
próbowano kółek i pełzania. Jednak
kółka zakopują się i potrzeba wiele
siły, aby nimi poruszyć, z kolei pełzanie...
pełzanie samo w sobie nie jest
zbyt wdzięczną formą ruchu, do tego
mało skuteczną, jeśli podłożem ma być
coś grząskiego. Na piasku najlepiej spisuje
się noga. Tu znów wkraczają pozory.
Noga wydaje się prostym mechanizmem,
choćby była złożona z kilkunastu rurek.
Jednak kiedy kombinacji długości i ilości
rurek jest właściwie nieskończona liczba,
znalezienie optymalnego rozwiązania
może być ogromną pracą. Zespołowi
Jansena zajęła ona półtora roku. Stworzono
konstrukcję opartą na napędzie kołowym, złożoną z dwunastu elementów.
Trzeba było wypróbować możliwie
najwięcej układów tych elementów, aby
wybrać jeden doskonały. Tak jak miałoby
to miejsce w naturze. Sprawdzono 1500
różnych kombinacji. Pomagał w tym
komputer generacji ATARI, który wyliczał
ślad, jaki zostawiłaby każda noga.
A miała być to linia - jeśli "stopa" wykonuje
ruch po poziomej linii, to znaczy,
że całe ciało będzie się tak poruszać.
Wybrano więc kilkanaście prototypów
nogi i urządzono wyścig, z którego wyłonił
się najlepszy kod DNA - czyli najlepsza
kombinacja elementów. Dzięki niej
bestie mogą się sprawnie przemieszczać,
co ciekawe - sprawniej niż człowiek, ponieważ
przenoszenie ciężaru odbywa się
w poziomie, bez energochłonnego unoszenia
korpusu, jak ma to miejsce w ludzkim
chodzie.
Pneuma w butelce
Dzięki nodze, plażowe potwory mogą
chodzić w dowolnym kierunku niezależnie
od wiatru. Potrzebny był tylko "mięsień",
przekładający wiatr na ruch. Jedna
rurka wsunięta w drugą idealnie spełnia
ten wymóg - przy dmuchnięciu wysuwa
się. I to wystarczy. Efekt rocznych dociekań.
Nadal niezbędny jest jednak podmuch.
Kiedy nagle osłabnie, bestia staje
na plaży bez szans na poruszenie. Dlatego
nauczono ją magazynować energię.
Skrzydła czy wachlarze, falujące na wietrze
i wprowadzające nogi w ruch, dodatkowo
pompują powietrze do plastikowych
butelek. Tam, sprężone nawet do
kilku atmosfer, czeka na wypadek znieruchomienia,
kiedy to zostaje uwolnione
i porusza całą machiną, kierując ją z powrotem
do bazy.
W trakcie ewolucji stworzono bowiem
mechanizmy, za pomocą których konstrukcje
mogą skręcać, zawracać, orientować
się w przestrzeni. Jednak w jaki sposób
wiedzą, w którym kierunku iść?
Dynamika kłamstwa
Jak z rurek i wiatru zrobić maszynę liczącą?
W dalszej perspektywie byłoby to
zapewne możliwe, zważywszy, że da się
z nich stworzyć system zerojedynkowy,
czyli ten, z którego korzystają współczesne
komputery. Jest to system przekazywania
informacji za pomocą dwóch
tylko komunikatów: TAK i NIE, 1 i 0.
System ten Jansen wykorzystuje za pomocą
"kłamców". Zasada działania kłamstwa
jest taka, że usłyszawszy TAK mówi
się NIE. Z jej pomocą można stworzyć
dynamiczny system decydujący o zachowaniu
bestii, dzięki któremu reaguje ona
np. na obecność wody, i skręca zamiast
iść prosto. Ten ostatni element, odpowiedzialny
za "myślenie", dopełnia kopii
natury. Konstrukcja zyskała wszystkie
podstawowe elementy świata ożywionego:
posiada system reakcji, porusza się
i gromadzi energię. To duże osiągnięcie
dla konstrukcji z plastikowych rurek.
Po co?
Skąd wziął się pomysł stworzenia bestii?
Nie wiadomo - ale niezależnie od zasadności,
zyskał uznanie na całym świecie.
Jednym z krajów szczególnie zainteresowanych
wynalazkami Jansena jest Japonia,
w której wystawy jego prac przyciągają
po kilkadziesiąt tysięcy osób. Sam
autor zapraszany jest na wykłady i prezentacje
swoich dokonań. Opublikował
również dwie książki opisujące jego pracę
i odkrycia.
Skąd sukces? Być może udaje mu się
sprostać zadaniu, dzięki naśladownictwu
i wykorzystaniu prawideł natury. Niezależnie
od form, w jakich się tego dokonuje,
w sztuce, w nauce czy w praktyce,
samo dosięgnięcie natury jest celem. Tu
- osiąganym.