Co chwila mijamy kierunkowskazy
z nazwami kolejnych
winnic. Mijamy je
z nieskrywanym żalem, większość
z nich to znane nam marki, wielkie
koncerny eksportujące swoje produkty
na cały świat. Naszym celem jest jednak
producent mniej popularny, za to hołdujący
tradycjom rodzinnym - Foss Marai.
Spotkanie z Carlo uświadomi nam, jak
wielki wpływ na wina mają rodzinne korzenie
winiarza.
Sąsiedzi i rywale
Najsłynniejszą rodziną winiarską są Rothschildowie.
Ojciec rodu Mayer Amschel
Rothschild, niemiecki bankier żydowskiego
pochodzenia, umieścił pięciu swoich
synów (stąd pięć strzał będących logo
producenta) w pięciu jego zdaniem najważniejszych
miastach Europy - Frankfurcie,
Wiedniu, Londynie, Neapolu
i Paryżu. W 1853 roku Nathaniel Rothschild,
rezydujący w Paryżu, ale pochodzący
z londyńskiej gałęzi rodziny, kupił
winnicę w Bordeaux. Jej dzisiejsza nazwa
to Mouton Rothschild. Dwa lata później
została zakwalifikowana jako deuxieme
cru classé (druga kategoria w hierarchii
bordoskich châteuax). Nathaniel
nie chciał się pogodzić z tą porażką, uważając,
że jego wina nie odbiegają jakością
od tych z premiere cru classé (najwyższa,
pierwsza kategoria). W 1868 roku jego
wuj, James Rothschild, kupił należącą do
najwyższej kategorii w klasyfikacji winnicę
Lafite. Sąsiadowała z działką Mouton,
ale kosztowała czterokrotnie więcej.
W 1922 roku Chateau Mouton odziedziczył
Philippe de Rothschild, który postawił
sobie za punkt honoru, by jego winnica
awansowała w bordoskiej hierarchii.
I tu paradoksalnie więzy rodzinne okazały
się przeszkodą. Kuzyn Philipa, Elie
de Rothschild, ówczesny właściciel Chateau
Lafite, zgłosił weto. Jako właściciel
jednej z najbardziej prestiżowych bordoskich
posiadłości miał do tego prawo.
Dopiero w 1973 roku Elie wyraził ostatecznie
zgodę, by Chateau Mouton dołączyło
do ekskluzywnego grona winnic
wchodzących w skład premiere cru classé
- nazywanych dzisiaj Wielką Piątką. Rok
później schedę po nim przejął baron Eric
de Rothschild, który po 120 latach ocieplił
stosunki pomiędzy obiema wielkimi
winnicami.
Apetyty potężnych Rothschildów nie
kończą się na Bordeaux, ani nawet Francji.
W ramach spółki z niemniej słynnym
rodem winiarskim Mondavich robią
wina w Kalifornii. W RPA współpracują
z Rupertami. W Chile produkowali jeszcze
do niedawna dostępne w Polsce wino
Los Vascos. A w tym roku firma Erica
kupiła działkę w Chinach. Mimo rodzinnych
waśni kolejne pokolenia Rothschildów
rozbudowywały swoje firmy, sprawiając,
że nazwisko to automatycznie kojarzy
się na świecie właśnie z winem.
Rodzinna przyszłość
W drzwiach Foss Marai wita nas właściciel.
Od razu proponuje nam wycieczkę
po okolicy. Wcześniej jednak prowadzi
nas do biura, wskazuje na kolejne osoby
siedzące przy biurkach. Witają nas serdecznie.
"To wszystko rodzina" - mówi
Carlo. "Każde z moich dzieci ma inne
zadanie. Syn zajmuje się marketingiem,
córka - najważniejszymi klientami. Kolejny
syn odpowiada za promowanie
marki poza granicami Włoch. Dzięki
temu mogą łączyć swoje zainteresowania
z pracą w rodzinnym biznesie". Carlo
jest wyraźnie dumny, że dzieło jego życia
ma bezpieczną przyszłość w rękach jego
dzieci.
Firma Brown Brothers z Australii to dowód
na to, że radość naszego włoskiego
znajomego jest uzasadniona.
Nazwa nie jest przypadkowa. Czterej bracia
- John, Ross, Roger i Peter - wspólnymi
siłami stworzyli winnicę wartą
dziś około 50 milionów funtów. Każdy
z nich, podobnie jak dzieci Carla, pełnił
inną ważną funkcję. John Graham robił
wino, Peter dbał o winnicę, krzewy
i ich odpowiednie prowadzenie. Ross został
dyrektorem marketingu, zaś Roger
zajmował się promocją marki. Wszystko
szło doskonale, do czasu, aż w 1990 roku
na raka mózgu zmarł Roger. Kilkanaście
lat później zmarli John i Peter. Ross został
sam, bo dzieci Johna i Petera pracowały w
innych niż winiarska branżach, zaś dzieci
Rossa były za młode, by prowadzić firmę.
Nagle świetnie prosperujące, ale opierające
się na rodzinnej współpracy przedsięwzięcie
zostało pozbawione kadry.
Ojciec Carla również w pewnym momencie
chciał przekazać swoją firmę
dzieciom. Nie było to jednak świetnie
prosperujące przedsiębiorstwo, jak
w przypadku Rothschildów czy Brownów.
W latach 70. młodzi ludzie uciekali
z biednych okolic Valdobiaddene. Nikt
nie palił się do ciężkiej pracy w położonych
na stromych stokach winnicach,
przynoszących marne zyski. Wina
z tego regionu nie cieszyły się wówczas
nawet lokalną renomą. Dopiero koniec
lat 80. przyniósł pierwsze zmiany. Wraz
z modą na lekką, zdrową kuchnię, pojawiło
się zapotrzebowanie na pasujące do
niej wina - owocowe w smaku, o delikatnym
aromacie i najlepiej musujące.
I takie właśnie jest prosecco. Carlo jako
jedyny z rodzeństwa zgłosił chęć przejęcia
winnicy ojca i za bezcen wykupił
udziały swoich braci. Konsekwentnie postawił
na jakość, nie zaś, jak większość
jego rywali, na ilość. Dzięki temu jako jeden z pierwszych mógł podnieść ceny
swoich produktów, gdy prosecco zaczęło
zyskiwać należną mu pozycję. Dzięki odwadze,
ale i niezwykłemu przywiązaniu
do rodzinnych tradycji odniósł ogromny
sukces. Dzisiaj jest wymieniany jednym
tchem obok najważniejszych producentów
regionu. Sprzedaje około 3 milionów
butelek wina rocznie. Cena najdroższych
sięga trzydziestu euro, co jeszcze
kilkanaście lat temu było niewyobrażalne.
Carlo przekaże swoim dzieciom
coś więcej niż tylko odnoszącą międzynarodowe
sukcesy winnicę: pewność, że
ciężka, sumienna praca i kontynuowanie
rodzinnych tradycji może przynosić niebagatelne
zyski. Nie musi ich już przekonywać,
że warto pozostać w branży winiarskiej.
Bez kompromisów
Wino dzisiaj to nie tylko romantyczna
wizja sielskiego życia na łonie rodziny. To
również sposób na wielkie pieniądze. Nie
zawsze jest miejsce na sentymenty. Nie
miał co do tego wątpliwości Robert Hill
Smith, twórca światowego sukcesu marki
Yalumba. W latach 80. była to winnica
trzeciej kategorii, w dodatku niedochodowa.
W zarządzie zasiadali członkowie
rodziny Smithów, z których każdy miał
odmienną koncepcję na robienie interesów.
Robert miał dość nieudolności braci
i kuzynów. Postanowił wykupić od nich
udziały i przejąć kontrolę nad firmą. Zaraz
potem spłacił część długów, odsprzedając
bankowi markę win wzmacnianych.
"Kiedyś to bank wzywał nas na
dywanik, teraz my wzywamy ich" zwykł
mawiać. Winnica mogła wreszcie skupić
się na generowaniu zysków. Robert postawił
na poprawę jakości win, dzięki czemu
wkrótce Yalumba stała się symbolem australijskiego
winiarstwa na świecie.
Robert jest piątym pokoleniem winiarzy
w swojej rodzinie. I pierwszym, które
może się pochwalić sukcesami. Choć ma
dopiero 56 lat, już marzy o emeryturze.
Zanosi się na to, że stery przejmie osoba
z zewnątrz, niezwiązana z rodziną Smithów.
Ale trudno się dziwić tej decyzji.
Robert ma w końcu złe doświadczenia
z rodzinnej współpracy.
Winiarskie rody vs winiarskie koncerny
Świat wina dzieli się dzisiaj na dwie kategorie.
Winnice należące do wielkich koncernów
międzynarodowych, gdzie wielkie
pieniądze dają możliwość dostania się
na rynki międzynarodowe i zwiększenie
sieci sprzedaży. Pozostałe przypadki to
winnice rodzinne, od pokoleń pozostające
w tych samych rękach. Tam powstają
najbardziej cenione trunki świata. Nie
bez przyczyny w świecie win funkcjonuje
powiedzenie, że wielkich koncernów nie
stać na to, aby zepsuć markę swoich najważniejszych
win, ale z pewnością nie są
w stanie stworzyć ich od podstaw. Do
tego potrzebna jest ludzka pasja i brak
skrępowania przez księgowych...
Wino niewątpliwie jest sposobem na życie.
Znamy historie słynnych aktorów
i piosenkarzy czy reżyserów, którzy,
osiągnąwszy już sukces w innych dziedzinach,
założyli winnicę. Dla nich przejście
w świat wina wydaje się być niezwykłą
przygodą, drogą do spełnienia na innej
płaszczyźnie. Trudno jest się jednak
dziwić tym, którzy całą swoją młodość
spędzają na wsi wśród krzewów i jedyne,
o czym marzą, to ucieczka do miasta,
gdzie będą mogli zacząć karierę w interesującej
ich dziedzinie. Po śmierci rodziców
odsprzedają winnice funduszom inwestycyjnym
lub innym winiarzom. To
nieuchronna kolej rzeczy. Carlo, zdając
sobie z tego sprawę, nakłaniał dzieci do
rozwijania pasji, a później sprytnie wykorzystał
je do prowadzenia rodzinnego
biznesu. Bo winnica dzisiaj to nie tylko
zbieranie winogron czy komponowanie
kupażu, ale przedsiębiorstwo działające
na wielu płaszczyznach.
Autor prowadzi degustacje i pokazy
z zakresu win. Jest właścicielem firmy Pick
and Taste www.pickandtaste.pl