ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

Pracownia wiecznego luksusu

Ostatnio wełniany garnitur zamówił tu David Beckham. Bo wyroby wrocławskiego Twinsa są jak każdy model Rolls-Royce'a: snobistyczne, wieczne i koszmarnie drogie

Tekst Agata Ałykow fot. mat. prasowe. Twins

Garnitury Twins

Beckham pojawił się w garniturze z wrocławskiej pracowni podczas uroczystości wieńczącej igrzyska olimpijskie w Pekinie. Ile za niego zapłacił? Bagatela - równowartość 40 tysięcy złotych. Ale Becks wcale nie był najbardziej rozrzutnym klientem. Nie jest także jedynym znanym na świecie klientem wrocławskiego Twinsa. Ubierali się tu Richard Gere, Anthony Hopkins, Helmut Kohl, Michael York, Marcel Reich-Ranicki.

Miarę ze Stevena Seagala wrocławscy krawcy zdejmowali w Krakowie, gdy aktor kręcił tam film. Wśród znanych Polaków klienci Twinsa to Jan Olechowski, Jan Nowak-Jeziorański, Bogdan Zdrojewski, Mateusz Kusznierewicz czy Jan Frycz. "Szyliśmy także stroje dla saudyjskich książąt. Jeden z garniturów kosztował ponad 50 tysięcy złotych. Warto podkreślić, że tacy klienci nie zamawiają tylko jednej sztuki ubrania" - twierdzi Bogdan Zieniewicz, współwłaściciel wrocławskiego Twins Handtailored. Zieniewicz zapewnia, że garnitury pochodzące z jego firmy nie mają górnego pułapu cenowego. Znany jest tylko jeden - najniższy. Żeby zamawiać stroje we wrocławskim Twinsie, trzeba mieć w kieszeni minimum 4 tysiące złotych.

Początek

Gdy Bogdan Zieniewicz i Adam Rutkowski, właściciele Twins Handtailored, zasiadali jeszcze w ławach sal wykładowych na wrocławskim AWF-ie przez myśl im nie przeszło, że w przyszłości będą dyktować modę w świecie finansjery, show biznesu oraz polityki. Po studiach ich drogi się rozeszły. Rutkowski wyjechał do Niemiec i tam zatrudniał się przy pracach dorywczych. Natomiast Zieniewicz zarabiał na życie jako doker w norweskim porcie oraz trenował norweską kadrę narodową juniorów w judo (!).

Podjął współpracę z firmami produkującymi odzież do narciarstwa wyczynowego. Dla jednej z nich uszył stroje na dwie olimpiady zimowe: w Lillehammer i w Albertville. Wyróżniały się niezwykłymi tkaninami: zgrzebnym płótnem z elementami skóry łosia. Paradowała w nich nie tylko cała reprezentacja Norwegii, ale także członkowie rodziny królewskiej.

Gdy norwescy producenci ubiorów zimowych rozpoczęli poszukiwania szwalni poza granicami swojego kraju, Zieniewicz pomyślał o Polsce. "Był rok 1989, kształtował się wolny rynek, produkcja u nas była bardzo tania, a mój przyjaciel ze studiów prowadził we Wrocławiu firmę szyjącą dżinsy" - wspomina Zieniewicz. Ciuchy z denimu zostały więc zastąpione przez ciepłe kurtki i spodnie z goretexu, a wspólne przedsięwzięcie absolwentów wrocławskiego AWF-u przyjęło nazwę Twins (Bliźnięta) na cześć dzieci Zieniewicza. Podczas jednej z międzynarodowych imprez targowych, często odwiedzanych przez właścicieli Twinsa, znajomy producent odzieży z Niemiec stwierdził, że warunkiem zdobycia pozycji w branży jest szycie garniturów i marynarek. I tak się zaczęło.

60 lat w kilka chwil

Zieniewiczowi pomysł bardzo się spodobał. "Zawsze lubiłem dobrze wyglądać. Na studiach miałem nawet własnego krawca. Żeby zapłacić za marynarki, które szył, musiałem zatrudniać się w spółdzielni studenckiej i szorować okna w fabrykach, ale warto było" - uśmiecha się. Biznesmeni zaczęli gromadzić maszyny krawieckie. Większość jest w firmie do dziś, a wśród nich XIX-wieczna angielska maszyna do prasowania rękawów. Nie mieli jednak odpowiedniej wiedzy i umiejętności, by zabrać się do pracy. Przypadek sprawił, że zjawili się w Twinsie właściciele niemieckiej ekskluzywnej pracowni garniturów Regent, specjalizującej się w szyciu na miarę. "Odwiedzili wiele firm w Polsce, ale żadna im się nie spodobała. Już mieli wracać, gdy agent, który im towarzyszył, zaproponował wizytę u nas. Byli tak zmęczeni i zniechęceni, że nie mieli ochoty na jakiekolwiek rozmowy. W końcu dali się jednak zaprosić na kawę" - opowiada Zieniewicz. Co ich przekonało do Twinsa? Wrażenie, jakie zrobił na nich Zieniewicz: mówiący w kilku językach, odziany w ręcznie szyty garnitur i doceniający tradycję krawiecką. Pracownicy wrocławskiego Twinsa uczyli się wiec sztuki szycia męskich ubrań pod okiem właścicieli niemieckiej pracowni. "Byli to niezwykli ludzie, którzy tajniki tworzenia marynarek zgłębiali w maleńkich warsztatach przedwojennej Polski" - mówi Zieniewicz. Dla krawców z Twinsa, specjalizujących się dotąd w produkcji ubrań sportowych, była to prawdziwa rewolucja. Wszyscy musieli od nowa zdobywać umiejętności i błyskawicznie przyswoić sobie wiedzę, którą szefowie Regenta gromadzili przez 60 lat. "Dziś nasi pracownicy posiadają trudną do przecenienia wiedzę i rzadkie umiejętności" - twierdzi Zieniewicz.

Co czyni mistrza

Marynarka z logo wrocławskiej firmy to bez wątpienia dzieło sztuki krawieckiej. Każdy element krojony jest ręcznie. W tak luksusowych marynarkach grzechem byłoby więc używanie kleju do łączenia poszczególnych fragmentów. Wszystkie zatem zszywa się nicią. Wypełnieniem nie jest fizelina, ale płótno, zgodnie z wzorcami obowiązującymi od dwóch wieków. Linie faktury i wzór tkaniny muszą się łączyć w całość na każdym szwie, klapie, kieszeni. Najmniejszy detal ma bowiem istotne znaczenie dla efektu końcowego. Dlatego marynarkę szyje się używając jedwabnych nici, bawełniane podszewki wytrawia w kwasie miedziowym, dziurki na guziki obszywa ręcznie. Kwintesencją niezwykłości ubrań z Twinsa są tkaniny. Na pierwszy rzut oka nie ma w nich nic nadzwyczajnego. Wystarczy jednak dotknąć, by zmienić zdanie. "Pochodzą z najlepszych brytyjskich i włoskich tkalni, a surowiec do ich produkcji - z całego świata. Niektóre z przędz mają grubość 14 mikrometrów, czyli są czterokrotnie cieńsze od ludzkiego włosa" - zachwala Zieniewicz.

Kaszmir, wełnę, jedwab, a nawet bawełnę w klasycznych barwach, odcieniach, wzorach firmują Ermenegildo Zegna, Piacenza, Loro Piana czy Carlo Barbera. To ekstraklasa w tej branży. Powód? Ubranie z takiej tkaniny można kształtować jak plastelinę, jest lekkie jak piórko i przewiewne, nawet w czasie saharyjskich upałów. Także guziki doszywane do marynarek mają unikatowy charakter.

Wykonywane są bowiem ręcznie z rogu bawolego, macicy perłowej lub emaliowanego metalu. Zasadą krawiectwa na miarę jest dokładne dopasowywanie stroju do figury jego właściciela. Strój ma leżeć jak druga skóra: nie wolno mu odstawać, marszczyć się czy wykręcać. By uzyskać taki efekt, należy go odpowiednio wykroić z tkaniny, a potem wyprasować ręcznie. Dlatego praca nad garniturem trwa cztery tygodnie, a każdy szyty jest na indywidualne zamówienie.

Skromność miarą klasy

Dziś garnitury z Twins Handtailored obecne są w najlepszych butikach i atelier na świecie. Marynarki, płaszcze, surduty czy fraki z metką wrocławskiej firmy zamówić można w Londynie, Mediolanie, Monachium, Amsterdamie oraz Wrocławiu i Warszawie. W tych miastach zdejmuje się miarę i ustala wszelkie szczegóły.

Nad kolekcją firmowaną przez wrocławską pracownię czuwają najlepsi projektanci: Antonio Pasarella, który pracował dla marek Brioni i D'Avenza, oraz Antonio Fusco, właściciel domu mody w Neapolu. Wrocławska marka ma tak ekskluzywny charakter, że przeciętny Polak z niczym jej nie kojarzy. Trudno się dziwić. To nie miejsce zaopatrywania się w garnitury na ślub czy wesele. Za to świetnie markę znają tuzy polityki, biznesu oraz gwiazdy kina i estrady. Część swoich klientów Bogdan Zieniewicz miał okazję poznać osobiście.

"Z reguły im bardziej gwiazda znacząca, z dorobkiem, prawdziwą sławą, tym skromniejsza. Klasę widać w sposobie bycia, manierach i upodobaniach związanych z modą. Takie osoby wiedzą, czego chcą, znają się na obowiązujących trendach i wiedzą, jak takie stroje nosić".


ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy