Beckham pojawił się w garniturze
z wrocławskiej pracowni
podczas uroczystości wieńczącej
igrzyska olimpijskie
w Pekinie. Ile za niego zapłacił? Bagatela
- równowartość 40 tysięcy złotych.
Ale Becks wcale nie był najbardziej rozrzutnym
klientem. Nie jest także jedynym
znanym na świecie klientem wrocławskiego
Twinsa. Ubierali się tu Richard
Gere, Anthony Hopkins, Helmut
Kohl, Michael York, Marcel Reich-Ranicki.
Miarę ze Stevena Seagala wrocławscy
krawcy zdejmowali w Krakowie, gdy aktor
kręcił tam film. Wśród znanych Polaków
klienci Twinsa to Jan Olechowski,
Jan Nowak-Jeziorański, Bogdan Zdrojewski,
Mateusz Kusznierewicz czy Jan
Frycz. "Szyliśmy także stroje dla saudyjskich
książąt. Jeden z garniturów kosztował
ponad 50 tysięcy złotych. Warto
podkreślić, że tacy klienci nie zamawiają
tylko jednej sztuki ubrania" - twierdzi
Bogdan Zieniewicz, współwłaściciel
wrocławskiego Twins Handtailored.
Zieniewicz zapewnia, że garnitury pochodzące
z jego firmy nie mają górnego
pułapu cenowego. Znany jest tylko jeden
- najniższy. Żeby zamawiać stroje we
wrocławskim Twinsie, trzeba mieć w kieszeni
minimum 4 tysiące złotych.
Początek
Gdy Bogdan Zieniewicz i Adam Rutkowski,
właściciele Twins Handtailored,
zasiadali jeszcze w ławach sal wykładowych
na wrocławskim AWF-ie przez
myśl im nie przeszło, że w przyszłości
będą dyktować modę w świecie finansjery,
show biznesu oraz polityki. Po studiach
ich drogi się rozeszły. Rutkowski
wyjechał do Niemiec i tam zatrudniał
się przy pracach dorywczych. Natomiast
Zieniewicz zarabiał na życie jako doker
w norweskim porcie oraz trenował norweską
kadrę narodową juniorów w judo (!).
Podjął współpracę z firmami produkującymi
odzież do narciarstwa wyczynowego.
Dla jednej z nich uszył stroje na
dwie olimpiady zimowe: w Lillehammer
i w Albertville. Wyróżniały się niezwykłymi
tkaninami: zgrzebnym płótnem
z elementami skóry łosia. Paradowała
w nich nie tylko cała reprezentacja Norwegii,
ale także członkowie rodziny królewskiej.
Gdy norwescy producenci ubiorów
zimowych rozpoczęli poszukiwania
szwalni poza granicami swojego kraju, Zieniewicz
pomyślał o Polsce. "Był rok 1989, kształtował
się wolny rynek, produkcja u nas była
bardzo tania, a mój przyjaciel ze studiów prowadził
we Wrocławiu firmę szyjącą dżinsy"
- wspomina Zieniewicz. Ciuchy z denimu
zostały więc zastąpione przez ciepłe kurtki
i spodnie z goretexu, a wspólne przedsięwzięcie
absolwentów wrocławskiego AWF-u przyjęło
nazwę Twins (Bliźnięta) na cześć dzieci Zieniewicza.
Podczas jednej z międzynarodowych
imprez targowych, często odwiedzanych przez
właścicieli Twinsa, znajomy producent odzieży
z Niemiec stwierdził, że warunkiem zdobycia
pozycji w branży jest szycie garniturów i marynarek.
I tak się zaczęło.
60 lat w kilka chwil
Zieniewiczowi pomysł bardzo się spodobał.
"Zawsze lubiłem dobrze wyglądać. Na studiach
miałem nawet własnego krawca. Żeby
zapłacić za marynarki, które szył, musiałem
zatrudniać się w spółdzielni studenckiej
i szorować okna w fabrykach, ale warto było"
- uśmiecha się. Biznesmeni zaczęli gromadzić
maszyny krawieckie. Większość jest w firmie do
dziś, a wśród nich XIX-wieczna angielska maszyna
do prasowania rękawów. Nie mieli jednak
odpowiedniej wiedzy i umiejętności, by zabrać
się do pracy. Przypadek sprawił, że zjawili się
w Twinsie właściciele niemieckiej ekskluzywnej
pracowni garniturów Regent, specjalizującej
się w szyciu na miarę. "Odwiedzili wiele firm
w Polsce, ale żadna im się nie spodobała. Już
mieli wracać, gdy agent, który im towarzyszył,
zaproponował wizytę u nas. Byli tak zmęczeni
i zniechęceni, że nie mieli ochoty na jakiekolwiek
rozmowy. W końcu dali się jednak zaprosić na
kawę" - opowiada Zieniewicz. Co ich przekonało
do Twinsa? Wrażenie, jakie zrobił na nich
Zieniewicz: mówiący w kilku językach, odziany
w ręcznie szyty garnitur i doceniający tradycję
krawiecką. Pracownicy wrocławskiego Twinsa
uczyli się wiec sztuki szycia męskich ubrań pod
okiem właścicieli niemieckiej pracowni. "Byli
to niezwykli ludzie, którzy tajniki tworzenia
marynarek zgłębiali w maleńkich warsztatach
przedwojennej Polski" - mówi Zieniewicz. Dla
krawców z Twinsa, specjalizujących się dotąd
w produkcji ubrań sportowych, była to
prawdziwa rewolucja. Wszyscy musieli
od nowa zdobywać umiejętności i błyskawicznie
przyswoić sobie wiedzę, którą
szefowie Regenta gromadzili przez 60 lat.
"Dziś nasi pracownicy posiadają trudną
do przecenienia wiedzę i rzadkie umiejętności"
- twierdzi Zieniewicz.
Co czyni mistrza
Marynarka z logo wrocławskiej firmy to
bez wątpienia dzieło sztuki krawieckiej.
Każdy element krojony jest ręcznie.
W tak luksusowych marynarkach grzechem
byłoby więc używanie kleju do
łączenia poszczególnych fragmentów.
Wszystkie zatem zszywa się nicią. Wypełnieniem
nie jest fizelina, ale płótno,
zgodnie z wzorcami obowiązującymi od
dwóch wieków. Linie faktury i wzór tkaniny
muszą się łączyć w całość na każdym
szwie, klapie, kieszeni. Najmniejszy
detal ma bowiem istotne znaczenie dla
efektu końcowego. Dlatego marynarkę
szyje się używając jedwabnych nici, bawełniane
podszewki wytrawia w kwasie
miedziowym, dziurki na guziki obszywa
ręcznie. Kwintesencją niezwykłości ubrań
z Twinsa są tkaniny. Na pierwszy rzut
oka nie ma w nich nic nadzwyczajnego.
Wystarczy jednak dotknąć, by zmienić
zdanie. "Pochodzą z najlepszych brytyjskich
i włoskich tkalni, a surowiec do
ich produkcji - z całego świata. Niektóre
z przędz mają grubość 14 mikrometrów,
czyli są czterokrotnie cieńsze od ludzkiego
włosa" - zachwala Zieniewicz.
Kaszmir, wełnę, jedwab, a nawet bawełnę
w klasycznych barwach, odcieniach,
wzorach firmują Ermenegildo Zegna,
Piacenza, Loro Piana czy Carlo Barbera.
To ekstraklasa w tej branży. Powód?
Ubranie z takiej tkaniny można kształtować
jak plastelinę, jest lekkie jak piórko
i przewiewne, nawet w czasie saharyjskich
upałów. Także guziki doszywane
do marynarek mają unikatowy charakter.
Wykonywane są bowiem ręcznie z rogu
bawolego, macicy perłowej lub emaliowanego
metalu. Zasadą krawiectwa
na miarę jest dokładne dopasowywanie
stroju do figury jego właściciela. Strój ma
leżeć jak druga skóra: nie wolno mu odstawać,
marszczyć się czy wykręcać. By
uzyskać taki efekt, należy go odpowiednio
wykroić z tkaniny, a potem wyprasować
ręcznie. Dlatego praca nad garniturem
trwa cztery tygodnie, a każdy szyty
jest na indywidualne zamówienie.
Skromność miarą klasy
Dziś garnitury z Twins Handtailored
obecne są w najlepszych butikach i atelier
na świecie. Marynarki, płaszcze, surduty
czy fraki z metką wrocławskiej firmy zamówić
można w Londynie, Mediolanie,
Monachium, Amsterdamie oraz Wrocławiu
i Warszawie. W tych miastach zdejmuje
się miarę i ustala wszelkie szczegóły.
Nad kolekcją firmowaną przez wrocławską
pracownię czuwają najlepsi projektanci:
Antonio Pasarella, który pracował
dla marek Brioni i D'Avenza, oraz Antonio
Fusco, właściciel domu mody w Neapolu.
Wrocławska marka ma tak ekskluzywny
charakter, że przeciętny Polak
z niczym jej nie kojarzy. Trudno się
dziwić. To nie miejsce zaopatrywania się
w garnitury na ślub czy wesele. Za to
świetnie markę znają tuzy polityki, biznesu
oraz gwiazdy kina i estrady. Część
swoich klientów Bogdan Zieniewicz miał
okazję poznać osobiście.
"Z reguły im bardziej gwiazda znacząca,
z dorobkiem, prawdziwą sławą, tym
skromniejsza. Klasę widać w sposobie
bycia, manierach i upodobaniach związanych
z modą. Takie osoby wiedzą, czego
chcą, znają się na obowiązujących trendach
i wiedzą, jak takie stroje nosić".