ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

3, 2, 1 start!

Jest w rajdach coś fascynującego. Rywalizacja, prędkość, determinacja, pasja. A wszystko zaczęło się ponad 100 lat temu we Francji od "pojazdów bez koni".

Tekst Filip Otto

W 1894 roku kilka załóg wzięło udział w wyścigu zorganizowanym przez paryską gazetę "Le Petit Journal". Start w Paryżu, meta w Rouen. Nie było tłumów widzów, oszałamiających prędkości i wywiadów ze zwycięzcami. Zamiast tego kilku automaniaków sprawdziło, jak radzą sobie ich "pojazdy bez koni". Z czasem tego typu imprezy zaczęły nabierać tempa. W 1895 Emile Levassor wygrał wyścig Paryż-Bordeaux-Paryż. Dystans prawie 1200 kilometrów pokonał niemalże bez przerwy w niecałe 49 godzin. Niestety, odebrano mu zwycięstwo, ponieważ skonstruowany przez niego pojazd miał tylko dwa miejsca. Regulamin natomiast wymagał, aby uczestnicy ścigali się czteromiejscowymi samochodami. A to pech! Z czasem pierwsze wyścigi zaczęli organizować Niemcy, Brytyjczycy, Włosi, Chińczycy i Amerykanie. W 1907 roku odbył się pierwszy międzynarodowy wyścig Paryż-Pekin, a rok później Nowy Jork-Paryż, którego trasa prowadziła przez Syberię i Japonię.

Świat zaczął się jednak ścigać na dobre po II wojnie światowej. Swoje imprezy zaczęli organizować Irlandczycy, Szwedzi, Portugalczycy, Hiszpanie, Holendrzy, Finowie i Grecy. Ale nie tylko. Lata 50. to także rozwój wyścigów w Ameryce Południowej (niektóre rajdy liczyły prawie 10 tysięcy kilometrów!), Afryce i Kanadzie. Ale tylko krajom skandynawskim zawdzięczamy to, jak teraz wyglądają
nowoczesne rajdy.

Szwedzi wymyślili "specialsträcka", a Finowie "erikoiskoe". O co chodzi? O odcinek specjalny (OES), czyli stosunkowo krótki dystans, na którym mierzony jest czas każdej załogi. Potem czasy są sumowane i ta załoga, która przejechała odcinki specjalne w najkrótszym czasie, staje na pierwszym miejscu podium. Pozostałe kraje z pewnymi oporami przyjęły skandynawskie rozwiązanie, ale obecnie jest ono standardem. Najczęściej OES-y odbywają się na publicznych drogach, które na czas imprezy są oczywiście wyłączone z ruchu. Im więcej zakrętów, im bardziej zdradziecka nawierzchnia, im więcej pułapek i niebezpieczeństw, tym lepiej. Przede wszystkim dla widzów, bo przecież show jest najważniejsze. Gdyby jednak kierowcy nie bawili się dobrze w czasie rajdów, to nie braliby w nich udziału, prawda? Tak jak fani piłki nożnej mają mundial, tak fani sportów motorowych mają Rajdowe Mistrzostwa Świata (World Rally Championship - WRC). Obecnie mistrzem świata jest Sebastien Loeb, który w tym roku wyjeździł Citroënem C4 WRC swój czwarty w karierze mistrzowski tytuł. Gratulujemy! A jakie samochody biorą udział
w rajdach? Takie, które można kupić w salonie. Naprawdę! Regulamin FIA (Fédération Internationale de l'Automobile, czyli Międzynarodowej Federacji Samochodowej) stwierdza, że aby dany model mógł wziąć udział w rajdzie, musi powstać minimum 2500 sztuk jego wersji dopuszczonych do ruchu, które może kupić Kowalski, Smith, Dupont czy Schmidt. Auto w specyfikacji WRC musi mieć napęd na cztery koła, turbodoładowany silnik o pojemności 2 litrów i mocy około 300 KM oraz ważyć minimum 1230 kilogramów. Wymagana jest także klatka bezpieczeństwa i kilkanaście innych mniej lub bardziej poważnych przeróbek. Co nie zmienia faktu, że auta biorące udział w wyścigach budowane są na bazie modeli seryjnych. Tak więc każdy do pewnego stopnia może się poczuć w swoim Citroënie jak Sebastien Loeb, a kierowcy Subaru Imprezy mają w sobie coś z Leszka Kuzaja. Tak jakby.
W rajdach biorą jeszcze udział auta z innych specyfikacji (m.in. posiadające napęd na jedną oś), ale to auta WRC są, można powiedzieć, creme de la creme rajdów.

ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy