W biznesie nie chodzi o zarabianie pieniędzy?
David Neenan: To nie jest do końca tak. Po co ludzie chodzą do pracy? Bo nie chcą być głodni. Kiedy zakładałem moją firmę, właśnie to było moją motywacją. Ale prowadząc biznes zaczynasz "przy okazji" dostrzegać, ile możesz wnieść do świata, ile dobrego możesz zrobić dla innych. To trochę jak ze studiami. Po co idziesz na uniwersytet? Żeby zdobyć wiedzę i dyplom. A "przy okazji" zakochujesz się i poznajesz na uczelni swoją przyszłą żonę.
Mateusz Madejski: Przyjechał Pan do Polski, by prowadzić warsztaty. Który to już raz jest Pan w naszym kraju?
David Neenan: O ile dobrze liczę, to dwudziesty pierwszy (śmiech). Po raz pierwszy przyjechałem tu na krótko po upadku Muru Berlińskiego.
M.M.: Obserwował Pan więc ogromne zmiany w naszym kraju.
D.N.: Mówiąc wprost, uważam, że w Polsce przez te dwadzieścia lat dokonał się cud. Wasz kraj jest dynamiczny, daje się tu wyczuć ogromną energię. Prowadzę warsztaty dla młodych przedsiębiorców i muszę przyznać, że mają fantastyczne pomysły. Niestety mój kraj, czyli Stany Zjednoczone, radzi sobie coraz gorzej.
M.M.: Czym jest to spowodowane?
D.N.: Coraz bardziej hamuje się inicjatywę ludzi. W moim mieście, Fort Collins, trzeba aż rok czekać, by móc otworzyć budkę z hot-dogami! Fundamenty olbrzymiego sukcesu USA to przede wszystkim wolność gospodarcza, brak krępowania przedsiębiorczości i rządy prawa. To w Stanach niestety nieco zanika. Za to w Polsce widzę olbrzymie pole do rozwoju. Gdybym miał zainwestować gdzieś swoje pieniądze, wybrałbym właśnie Polskę.
M.M.: Są kraje, które rozwijają się znacznie szybciej niż Polska.
D.N.: Na przykład Chiny? Byłem tam niedawno. Udzielałem wywiadów i okazało się, że tłumacz celowo zmienia moje słowa. Bo mówiłem o takich rzeczach, jak wolność i biurokracja. Tam ludzie są skrępowani i się boją. W takich miejscach nie da się robić prawdziwego biznesu. A Rosja? Ludzie ciągle mi mówią, że aby prowadzić tam jakikolwiek biznes, trzeba dogadywać się z mafią i dawać łapówki.
M.M.: Jest Pan przedsiębiorcą, prowadzi Pan firmę, która projektuje budynki, głównie dla sektora medycznego.
D.N.: Tak. Zacząłem pracować bardzo wcześnie, w wieku 17 lat. Miałem dziesięcioro rodzeństwa, a ja byłem najstarszy. Aby pomóc mamie utrzymać dom, roznosiłem gazety. Mówiąc szczerze, popełniłem w życiu mnóstwo błędów. W młodości rzuciłem studia, wstąpiłem na cztery lata do armii, potem pojechałem do Australii pracować fizycznie. Ostatecznie wróciłem do szkoły i uczyłem się już całkiem nieźle. Potem ożeniłem się z dziewczyną, którą poznałem na studiach. Ona była nauczycielką, ja ciężko pracowałem w różnych firmach. Umówiliśmy się tak: żyjemy z tego, co ona zarobi. Pieniądze, które zarobiłem ja, odkładaliśmy. Żyliśmy skromnie, tym bardziej, że urodziły się nam już wtedy dwie córki. Ale był to chyba najlepszy okres w moim życiu.
M.M.: Oszczędzone pieniądze miały pójść na założenie firmy?
D.N.: Tak. Każdy dzień spędzony w pracy, której nie lubiłem, dawał mi kolejny pomysł na własny biznes (śmiech). Czułem się krępowany przez swoich pracodawców, którzy ciągle mówili, że coś im się we mnie nie podoba. Ale gdy już oszczędziliśmy pewną sumę, postanowiliśmy, że uruchomimy firmę. Wyselekcjonowaliśmy dziesięć pomysłów na biznes, z czego w końcu wybraliśmy ten naszym zdaniem najlepszy. Postanowiliśmy projektować budynki tak, by ich architektura była harmonijna, by ludzie czuli się w nich dobrze. Słowem, chcieliśmy budować budynki tak, by ludzie chcieli w nich pracować, uczyć się i żyć.
M.M.: Sukcesy przyszły szybko?
D.N.: Tak! Już po pierwszym roku rozwijaliśmy się bardzo szybko. Wzięliśmy kredyty. I w tym momencie zaangażowaliśmy się w pewien nieudany projekt w stanie Wyoming. Wtedy wszystko runęło. Straciliśmy płynność finansową, wpadliśmy w długi. Czułem się okropnie. Żona wtedy spojrzała na mnie i zapytała: "Straciłeś wiarę w siebie? Bo ja w Ciebie wierzyć nie przestałam". To mi dodało skrzydeł. Wzięliśmy się do pracy i w rok odzyskaliśmy płynność, a ja pospłacałem wszystkie zobowiązania.
M.M.: W którym momencie postanowił Pan zostać coachem i trenerem biznesowym?
D.N.: Gdy w ten niecały rok pospłacałem długi, dyrektor banku spojrzał na mnie i powiedział: "To cud!". Dodał, że jeszcze nie spotkał się z sytuacją, w której ktoś tak szybko stanął na nogi. I zaproponował mi prowadzenie szkoleń. Zapytałem go, w jakim celu. "Nawet nie wyobraża pan sobie, ilu prezesów nie płaci rachunków na czas" - odpowiedział. Okazało się, że ludzie chcą przychodzić na moje warsztaty. Posypały się zaproszenia: z Chin, Brazylii, Indii. Trafiłem kiedyś do Szwecji. Tam zaproponowano mi z kolei prowadzenie warsztatów w Polsce.
M.M.: Pana zadaniem było przekonywanie księgowych i dyrektorów, że rachunki trzeba płacić?
D.N.: Pewnych rzeczy po prostu nie da się nauczyć. Tak jest na przykład z kreatywnością, tak jest też z etyką. Albo ją masz, albo nie. Ale można przekonywać. Jeśli prowadzisz biznes, to musisz dbać o swój wizerunek. Chcesz mieć wizerunek przedsiębiorcy, który ma długi? Prędzej czy później upadniesz, bo ludzie nie chcą robić interesów z ludźmi nieuczciwymi. I to starałem się i staram przekazywać w swoich warsztatach.
M.M.: Napisał Pan również książkę.
D.N.: Mój dziadek był fantastycznym człowiekiem, opowiadał fascynujące historie. Tylko nigdy nikt ich nie spisał. Ja w końcu też w życiu sporo przeżyłem. I stwierdziłem, że dobrze by było, gdyby moje przeżycia zostały jakoś spisane. Książkę zacząłem pisać kilkanaście lat temu, ale wyjdzie dopiero tej jesieni. Moje przeżycia składają się w tej książce na pewien morał. Książka ma tytuł "No Excuses" ("Bez wymówek"). Bo stwierdziłem, że to właśnie wymówki są tym, co nas najbardziej hamuje. Taką wymówką najczęściej jest strach. Ilu fantastycznych rzeczy nie robimy, bo po prostu boimy się spróbować, zaryzykować. Gdy zerwiemy łańcuchy, które nas krępują, możemy osiągnąć naprawdę wiele. I o tym jest właśnie ta książka.
M.M.: Ma Pan cztery dorosłe córki.
D.N.: O, to jest zdecydowanie mój ulubiony temat (śmiech). Moje córki rozjechały się po całych Stanach, jedna nawet mieszka na Alasce. Trzy z moich córek są nauczycielkami, jedna pracuje z dziećmi chorymi psychicznie. Wszystkie moje córki skończyły studia magisterskie. Wiele się nauczyły, i oddają to, co dostały od życia, ucząc dzieci. Jestem z nich bardzo dumny.
David Neenan - właściciel i prezes istniejącej od 1973 roku The Neenan Company. Twórca pionierskiej metody Archistrucion@, obejmującej planowanie, projektowanie i zarządzanie przedsięwzięciem budowlanym. Znany na świecie z seminariów, wykładów i konsultacji biznesowych. Prowadzi seminaria "Business & You" w USA (Kolorado, Kalifornia, Teksas, Hawaje), w Europie (Szwecja, Hiszpania, Polska, Rosja) oraz na Dalekim Wschodzie (Tajwan). W Polsce gościł na corocznej konferencji LIDERIADA "Nabierz wiatru w żagle", która odbyła się 7 czerwca 2011 roku w warszawskim Centrum EXPO XXI.
Jego ulubiony cytat: "Mistrzostwo zaczyna się, gdy robisz to, co kochasz, a nie wtedy, gdy podpisujesz listę obecności!" (David Neenan)