ESSENCE
Magazyn ludzi sukcesu esencja
dobrego
smaku

Biografia narysowana kredką

Tęskniłem, żeby być malarzem, bo wydawało mi się, że to jest moje przeznaczenie - stwierdził Andrzej Wajda w jednym ze swoich filmów, "Kredyt i debet"

Opracowała Beata Nessel-Łukasik fot. Abbey House

Wywiad z Andrzejem Wajdą

Publikacja albumu "Rysunki z całego życia" oraz zakup kolekcji reprodukcji przez dom aukcyjny nie tylko odsłoniły przed publicznością tę tęsknotę, ale również pozwoliły na nieograniczony dostęp do niezwykle intymnego dziennika artysty.

W 1968 roku Wajda nakręcił film "Wszystko na sprzedaż". W jednej ze scen główny bohater filmu, reżyser, grany przez Andrzeja Łapickiego, pojawia się na wystawie mającej miejsce w galerii Związku Artystów Plastyków i ogląda prace wybitnego malarza, Andrzeja Wróblewskiego, przyjaciela Wajdy z okresu trzyletnich studiów w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Przez wiele lat od nakręcenia tego ujęcia postrzegano je często jako symboliczne wyobrażenie jednej z ważniejszych chwil w życiu reżysera, momentu, w którym miał porzucić malarstwo i poświęcić się sztuce filmowej. A jak było naprawdę?

"Jerzy Andrzejewski napisał kiedyś powieść o Picassie, w której jest pewna piękna scena rozgrywająca się gdzieś w nadmorskiej miejscowości. Picasso mieszkał tam w dużym pałacu z wielkimi pomieszczeniami. Pewnego dnia zobaczył rysującego młodego malarza z dziewczyną, których postanowił zaprosić, aby zamieszkali u niego" opowiada Wajda. "Kiedy młody malarz pracował w plenerze, Picasso przechodził przez pokój, gdzie on zostawił na sztalugach swój rozpoczęty szkic. Podszedł do niego, wziął paletę i zrobił cyk, cyk, cyk. Jak młody człowiek zobaczył to, co się stało, to zrozumiał, że to jest jego koniec. Natychmiast spakował się, zostawiając obrazek, bo nie jego, i uciekł. To jest bardzo piękna przypowieść, która mi się przydarzyła. Pomiędzy nami był jeden wielki i prawdziwy artysta, Andrzej Wróblewski. Pewnego dnia miał jakieś swoje dolegliwości i nie było go jakiś czas w Akademii. Gdy wrócił, nie wiem dlaczego, powiedział do mnie: przyjdź, pokażę ci, jak maluję. Kiedy przyszedłem do niego i zobaczyłem pierwsze "Rozstrzelanie", które on namalował, to ogarnęły mnie uczucia tego młodego, początkującego malarza, żnigdy nie namaluję czegoś takiego, a jeżeli nie namaluję, to czy warto malować? Może trzeba szukać jakieś innej drogi dla siebie, czegoś innego. no i tak z konieczności zostałem reżyserem filmowym" wspomina.

Jednak dziś trudno mówić o całkowitym odejściu od malarstwa w twórczości artystycznej Wajdy. Wernisaż części kolekcji "Rysunków z całego życia" unaocznił niedawno warszawskiej publiczności, że to rozstanie z plastyką miało zupełnie inny wymiar. Jaki?

"Malarstwo wymaga od artysty niezwykłej odwagi. Jest próbą zmierzenia się z wiarą, że jak namaluje się świat, to ktoś to zauważy i będzie tego potrzebował. W filmie jest łatwiej. Wiadomo, że są potrzebne. Ja zawsze chciałem bardzo zrobić film o Andrzeju Wróblewskim. Jednak muszę powiedzieć, że do dzisiaj nie znalazłem takiego chwytu, abym mógł oddać tę relację, którą była pomiędzy nami, czy pomiędzy nim a Akademią lub Tadeuszem Kantorem. Ten temat ciągle wsi i boję się, że go nie zrealizuję. Z drugiej strony muszę przyznać, że miałem prawdziwe ambicje. Mając 15 lat byłem zdecydowany. Przeczytałem książkę Józefa Czapskiego o Pankiewiczu, który był jego nauczycielem, jedną z najpiękniejszych książek o sztuce i malarstwie napisanej po polsku, i już wiedziałem, że będę malarzem. Dziś mogę powiedzieć, że chciałem zostać artystą, tylko mi się nie udało" odpowiada Wajda.

Jednak reżyser ciągle wyrażał tę tęsknotę za malarstwem na różne sposoby. Dziś można powiedzieć, że z jednej strony bardzo silnie oddziaływała ona na poszczególne realizacje filmowe i teatralne Wajdy, w których niejednokrotnie ukazywał on swój malarski sposób patrzenia, budowania postaci czy kadrowania scen.

Z drugiej strony równocześnie można stwierdzić, że ta fascynacja malarstwem tak naprawdę nieustannie rozwijała się w życiu reżysera, w jego rysunkach, o czym można było się ostatnio przekonać dzięki ekspozycji przygotowanej przez Dom Aukcyjny Abbey House. Z jakiego powodu?

"Nigdy nie przypuszczałem, że tyle osób zechce przyjść porozmawiać o takiej pracy, która towarzyszy mojemu życiu, towarzyszy moim filmom i mojej pracy teatralnej. Rysunek zawsze wydawał mi się bardziej interesujący niż inne zajęcia. Uważam, że to, co chcę mieć dla siebie, musi być narysowane. Wtedy dopiero to jest moje. Rysując robię te wszystkie zabiegi, które mnie zbliżają czy do tego miejsca, które chcę narysować, czy do tej twarzy lub sytuacji, którą właśnie obserwuję i którą chcę mieć. Potem już nie potrzebuję mieć tych rysunków. Nie to jest najważniejsze, tylko to, że zostają one gdzieś w mojej pamięci i to jest główny powód, dla którego je rysuję" wyjaśnia reżyser.

Pokazane na wystawie prace, wybrane spośród kilkudziesięciu rysunków zakwalifikowanych do wydanego przez "Świat Książki" albumu, stanowią zarówno przykład wielostronności twórczości Wajdy, jak też prezentują całkowicie udaną próbę oddania swoistego kunsztu na kilkunastocentymetrowym formacie.

Te czasami całkowicie samodzielne kompozycje, często opracowane w minimalistyczny sposób, są doskonałe pod każdym względem - nie tylko zdaniem redaktora książki, Antoniego Ropowicza, ale również wielu gości obecnych na wernisażu. A jak ocenia je sam autor?

"Widziałem wypełnione sale na moich filmach, ale wypełnionej sali, która przyszła oglądać moje rysunki, już nie. To jest piękne" wzrusza się mistrz.

"Pamiętam historię, która zdążyła się przed laty. Kubańska kinematografia wezwała mnie do siebie na Kubę w latach 60. Wtedy było bardzo trudno tam dojechać z różnych powodów. Najpierw musiałem jechać pociągiem do Pragi. Potem trzeba było się przesiąść na samolot i dopiero po dotarciu do Kanady wojskowy samolot zabrał nas na Kubę. Jak wylądowałem w Hawanie, to już czekali na mnie moi przyjaciele, którzy powiedzieli mi, że jest pokaz mojego filmu w Santa Clara, mieście położonym 300 km od Hawany."Wsiadaj w samochód i jedź, bo oni czekają". Pojechałem te trzysta kilometrów. Ludzie rzeczywiście stali tam przed kinem i czekali na mnie. Wszedłem więc i zacząłem opowiadać o swoim filmie, z całą pewnością, skoro tyle osób przyszło. Dopiero w pewnym momencie odwróciłem głowę i zobaczyłem, że na ekranie szedł film innego reżysera. Kiedy po wernisażu wszedłem do pełnej sali w Kinie Kultura, to też pomyślałem sobie, że może to jest jakieś nieporozumienie. Wcześniej sądziłem, że przyjdzie parę osób i będzie niezręcznie, gdy pojawię się sam na scenie" żartuje.

Publiczność jednak nie zawiodła. Rysunki Wajdy, które były już niejednokrotnie pokazywane albo publikowane, ale, jak słusznie zauważył Ropowicz, w pomniejszeniu i z innym podejściem, np. jako materiał dokumentujący daną realizację teatralną lub filmową, co w ostatnich latach miało miejsce m.in. w Starej Synagodze w Krakowie, gdzie prezentowano przygotowane przez Wajdę w Teatrze Starym opracowanie "Dybuka", tym razem zostały pokazane w zupełnie inny sposób. Czy reżyser nie miał nic przeciwko takiej ekspozycji?

"Kilka razy wystawiałem już prace, rysunki japońskie czy "znajome twarze", które mignęły i zniknęły. Tym razem jednak chodziło o coś innego. O wyjście z cienia rysunków na zawsze, gdyż książka pozostaje. To jest pewnego rodzaju odpowiedzialność. Musiałem się zastanowić, czy ja tego chcę, ale w pewnym momencie pomyślałem, że może niech one zbiorą się razem. Może razem one będą coś więcej znaczyć niż każdy poszczególny, może będą też odwzorowywać moje jakieś inne zainteresowanie, jakiś inny świat, który miałem możność spotkać i widzieć. Jednak prawdziwy problemem wyłonił się dopiero w ostatniej chwili. To była kwestia tytułu. Odważyłem się napisać, że to są rysunki z całego życia. Zrobiłem to dlatego, że zbliżam się już do tego momentu, kiedy nie tak dużo mam tych rysunków przed sobą"i Wajda.

Jednak reżyser nadal nie lubi, aby mówić o nim jako o interesującym artyście. A przecież prace zebrane w albumie i prezentowane fragmentarycznie na wystawie są bardzo interesujące.

"Pierwszym z rysunków w albumie jest przedwojenny portret stryja, który przyjechał w 1939 roku, gdy ojciec już poszedł na wojnę, z Krakowa do Radomia, gdzie mieszkaliśmy, aby spędzić z nami wigilię, co uważał za swój obowiązek wobec nas i wobec mojej matki. Był to pierwszy rysunek, który wtedy narysowałem i który jakoś się uratował. Inny powstał np. w trakcie towarzyskiego spotkania, które miało miejsce w domu Jacka Kuronia, gdy podczas rozmowy z Dalajlamą o różnych poważnych problemach usiadłem z boku, w kącie, i narysowałem z natury jego świętobliwość, aby utrwalić to, co wydawało mi się, że już się drugi raz nie powtórzy" wspomina reżyser. W rezultacie powstała wystawa pokazująca całe bogactwo doświadczeń Wajdy.

"Moje życie jako reżysera filmowego jest tego rodzaju, że przenoszę się z miejsca na miejsce, spotykam rożnych ludzi i specjalnie się nie nudzę. Kiedy mam chwilę czasu, staram się coś jeszcze narysować" wyjaśnia.

Każde z wrażeń zostało utrwalone na kartce papieru kredką lub ołówkiem, w niewielkiej samodzielnej pracy, która tak, jak ulubione przez reżysera rysunki Brunona Schulza, pozwoliła na szczere wyrażenie intymnego wyznania artysty.

"Któregoś dnia zdałem sobie sprawę, że jako reżyser filmowy stałem się Matejką polskiej kinematografii, chociaż zawsze myślałem, że jestem nowoczesnym artystą. Nawet zrobiłem taki film, który zaczyna się tym, że idą Legiony Dąbrowskiego i śpiewają mazurka, a kończy się, jak Lech Wałęsa podpisuje w Gdańsku porozumienia sierpniowe tym piórem, na którym jest Ojciec Święty. 1/3 moich rysunków to prace z Japonii, gdzie przenosisz się w XI czy XII wiek, w jakiś nieprawdopodobny świat. Tam przeszłość jest konsekwentnie zakonserwowana. W umysłach i sercach wszystkich Japończyków" konkluduje Wajda.

Dzięki temu oglądając prace Wajdy można mieć wrażenie, że jest w nich jakaś dusza, jak określił to podsumowując swoją anegdotę o rysowaniu reżysera na próbach teatralnych Wojciech Pszoniak, a nie tylko pewnego rodzaju ucieczka przed nudą, pojawiająca się czasami w pracy reżysera.



Materiał do artykułu został opracowany na podstawie nagrania z konferencji prasowej, która odbyła się 6 czerwca w kinie Kultura w ramach wernisażu prac Andrzeja Wajdy, organizowanego przez Dom Aukcyjny Abbey House.


ESSENCE 2011
 
Biografie gwiazd - Bizneswoman - Czasopismo przedsiębiorców - Ekskluzywne czasopismo - Ludzie biznesu - Ludzie sukcesu - Magazyn biznesmenów - Polskie gwiazdy